Bieg Wiosenny 2018 – 11.03.2018 r.

Trzeci kilometr – choć w większości pod górkę – zrobiłem w 4:49 min. Dotarłem na sam szczyt, wziąłem kilka spokojniejszych oddechów i rozpocząłem gonitwę w dół. Wreszcie pojawił się oczekiwany przez wszystkich zbieg koło ZOO. To tam po raz pierwszy tego dnia udało mi się zejść poniżej 4 min/km. Dodam, że nadal lawirowałem między biegaczami. Historia z wymijaniem trwała w najlepsze.

wodopojPojawił się wodopój. Wziąłem łyk ze swojego bidonu i pobiegłem dalej mijając kolejnych zawodników.

Zakręt w prawo, zakręt w lewo i kolejny z podbiegów, który kierował nas w stronę charakterystycznej rzeźby żyrafy. To tam spotkałem Pawła z bloga „Bookworm on the run„.  Od tego miejsca, do mety dzieliły nas dokładnie 4 kilometry.

zyrafaZ każdym metrem czułem się coraz bardziej zmęczony. Tętno dobijało do 192 unm. Tempo, które rwałem od samego początku po prostu mnie wykończyło. Wszystkie następne kilometry zrobiłem w okolicy 4:25 min/km.

Co w międzyczasie robiła Magda?

Wiem, że przed samym startem zasnęła. Godzina 11:00 to typowa pora dla jej drzemki. Zdaje się, że hałas – a także moje nagłe wymijanie biegaczy – sprawiły, że przespała jedynie z 15-20 minut. Później zaczęła żywiołowo gestykulować gdy widziała, że ktoś bije nam prawo. Gdy tylko widziałem jakąś większa grupkę ludzi, to zwracałem się w ich kierunku prosząc o brawa. Magda widząc to sama zaczynała mocno klaskać.

fotomania_slask[zdj. Fotomania Śląsk]

Powoli zbliżaliśmy się do Stadionu Śląskiego. Zaraz przed nim był jeszcze skręt w prawo, a potem w lewo. Czekał na nas ostatni podbieg tego dnia.

Na końcu niewielkie rondo i skręt na stadion.

29066955_1802700066690357_2049751765963767808_o[zdj. jendrzejczyk.pl]

A jak prezentował się sam bieg do kotła czarownic, wraz z ostatnimi 2 km trasy? Proszę bardzo:

Na bieżnie Stadionu Śląskiego wbiegałem w zeszłym roku. To właśnie tam znajdowała się meta Silesia Marathonu. Tym razem finisz smakował nieco inaczej. Czy lepiej? Niestety nie.

29136325_829870190517998_8416108336293871616_o[zdj. uzaleznionyodruchu.pl]

Byłem piekielnie zmęczony. Nawet nie fizycznie, a psychicznie. Myśleniem, którędy teraz wyminąć. Czy się zmieszczę? Czy niekoniecznie?

Pamiętam, że na ostatniej prostej zawodniczka z numerem 164 mocno przyspieszyła. Nie chciałem pozostać jej dłużny, więc również zwiększyłem tempo.

To właśnie wtedy zrobiono nam to oto zdjęcie, które idealnie nadaje się na reklamę wózka biegowego:

DSC_5267[zdj. Festiwal Biegowy]

Dopiero na nim dostrzegłem, że przez część trasy Magda chyba niewiele widziała. Za punkt honoru biorę sobie to, aby w trakcie kolejnych startów poprawiać ją co 500-600 metrów.

Meta!

IMG_0498Wynik: 46:12

Daleki od tego, na co było mnie stać tego dnia.

  • Miło było się spotkać, zawnioskujemy nastepnym razem o dorzucenie kategorii: „blogerki i blogerzy”, mam szansę być w pierwszej pięćdziesiątce!

    • To niech dodatkowo zawężą ją do kategorii „blogerki i blogerzy” z wózkami biegowymi.

      Ja chcę blender!

  • Adam Golecki

    Popieram jak najbardziej bieganie z wózkiem ale walkę o dobry czas w takim tłumie i zasuwanie z górki poniżej 4.00 chyba nie bardzo…..
    I nie chodzi mi o bezpieczeństwo biegaczy bo to jedno , ale raczej o dziecko….

    Na drugi raz jak masz tak pędzić z maluchem slalomem , załóż mu przynajmniej kask…
    pozdrawiam

    • Dzięki za wpis.
      Jeżeli chodzi o bezpieczeństwo córki, to chociaż możesz w to wątpić – jest ono dla mnie najważniejsze :)

      Gdyby nie było okazji do rozwinięcia prędkości poniżej 4 min/km, to zapewne bym tego nie zrobił. Oczywiście nie chodzi mi tylko i wyłącznie o moją dyspozycję, ale o to – czy ze względów bezpieczeństwa – jest to w ogóle do przyjęcia.
      Okazja się pojawiła, oceniłem że nie ma jakiegokolwiek zagrożenia i skorzystałem.

      Pozdrawiam!