4. Bieg po Moczkę i Makówki – 19.12.2015 r.

O „Biegu po Moczkę i Makówki” słyszałem wiele dobrego od Pawła z bloga Bookworm on the run. Powiedział mi m.in, że atmosfera jest nie do podrobienia. Że jak pobiegnę, to zapewne będę chciał tam wrócić za rok. Co z tego, że trasa nie ma atestu, a czasu nie mierzy się za pomocą chipów? Liczy się klimat, a tego miało nie zabraknąć.

Jego opis był na tyle zachęcający, że obiecałem sobie, iż po prostu muszę tam pobiec. Nie ma innej opcji. Niestety, przegapiłem termin zakończenia zapisów i z nosem na kwintę usiadłem w kącie. Na całe szczęście organizator przyznał dodatkowe kilkadziesiąt miejsc, które miano rozlosować wśród wszystkich chętnych. Podobnie jak było to w przypadku Londynu i Berlina –  nie zostałem wylosowany. Trafiłem za to na listę rezerwową. Na całe szczęście osoby przede mną nie wpłaciły kasy za wpisowe i tak oto – ostatnim z możliwych rzutów na taśmę – udało mi się zdobyć pakiet startowy. Od razu zabrałem się za projektowanie swojego przebrania. Wstyd było pobiec w tym co zwykle.

IMG_2510 IMG_2516 IMG_2499

Od razu wiedziałem, że pobiegnę z harmonią, którą otrzymałem ponad ćwierć wieku wcześniej. Przez cały ten czas leżała sobie na szafie i czekała na swój moment. Chyba nie spodziewała się, że trafi się jej bieg na dystansie 10 km. Wydaje mi się, że jej radziecki konstruktor również się tego nie spodziewał.

DSC_2835

Do harmonii dobrałem sobie eleganckie i równie znoszone sztruksy, jasną kamizelkę i czapkę. Byłem zwarty i gotowy!

Bieg rozgrywany jest w Stanowicach – wsi leżącej nieopodal Czerwionki-Leszczyny. Trasa biegu liczy 10 km i składa się z czterech pętli, z których dwie pierwsze są nieznacznie dłuższe od pozostałych. W większości biegnie się między domkami jednorodzinnymi. Start i metę usytuowano przy budynku szkoły podstawowej. To właśnie tam mieściło się biuro zawodów.

DSC_2813 DSC_2816 DSC_2831
DSC_2860 DSC_2852 DSC_2843
DSC_2817 DSC_2834 DSC_2854

Od razu po przyjeździe udałem się po odbiór pakietu startowego. W kopercie znajdował się numer startowy, kilka ulotek i jedna z najważniejszych rzeczy tego przedpołudnia: talony na moczkę i makówki. Po chwili odnalazłem Pawła i Tomka, którego miałem okazję poznać w trakcie 7. Półmaratonu Bytomskiego. Od tej pory trzymaliśmy się razem. Ruski akordeonista, Meksykanin Pedro i Kapitan Ameryka. Dosyć dziwne połączenie.

20151219_104854

No właśnie. Przebierańców było co nie miara. Okazało się, że to była jedna z tych imprez, na której po prostu wstyd się nie przebrać. Po całym sezonie walki o życiówki i niekiedy biegu na granicy wytrzymałości, nareszcie przyszła zasłużona nagroda – start bez jakiejkolwiek presji. Wreszcie mogłem odreagować. Tak jak stałem, tak ruszyłem nie martwiąc się o wynik, który uzyskam na mecie. Ba! Nawet Garmina ze sobą nie wziąłem. Po raz pierwszy od 3 lat nie wiedziałem jakim tempem biegnę. Było to zupełnie nowe doświadczenie.

23857283376_beaa011b80_o

Po jakimś czasie udaliśmy się w okolice startu. To tam od księdza dowiedziałem się, że nieprawidłowo trzymam swój instrument. Każdy ksiądz wie jak to poprawnie zrobić. Klawisze miały być po prawej, a nie po lewej. Kilka sekund później już wszystko było ok. Ruszyliśmy kilka minut po godzinie 12:00.

DSC_2839

  • Z tym znakiem jakości drogadotokio.pl to jest genialny pomysł :) Czuję, że nie będzie łatwo dosięgnąć ideału! Jeszcze gwiazdki (albo buty?) i pod koniec roku przewodnik wydasz :D
    Genialnie opisałeś, przy księdzu i naszej trójcy musiałem przerwę wziąć na złapanie oddechu ze śmiechu! Tak było, jak bum cyk cyk!
    No i nieodmiennie podziwiam Cię, jak Ty taki czas wykręciłeś w tym przebraniu. Jest moc!

    • Znak jakości drogadotokio.pl, to prawie jak „Wybór/Laur Konsumenta” ;)
      Za rok rezygnuję z harmonii. Mam w planach złamać 50 minut.

      Biorę akordeon!

      • Hahaha, to ja muszę to zobaczyć na własne oczy! :D

      • Taki aerodynamiczny!

  • JackRuns

    widzę że wspaniale się bawiliście, brawo :)

  • Oj chłopaki, nie dość, że szybko biegacie, to jeszcze świetnie piszecie. Brawo.:)
    Ty, Paweł, Tomek-prawie jak trzej muszkieterowie. ;) Sama przyjemność czytać te relacje, aż się chce tam być. :) A swoją drogą, niedużo brakowało, żeby Cię to ominęło. Jednak jesteś szczęściarzem. :) Miałam kiedyś taki mini akordeon, nawet próbowałam coś na nim wygrywać, kiepsko mi szło. :) Moczka i makówki? Może kiedyś będzie okazja spróbować. ;)