Bieganie z wózkiem. 5 plusów i 3 minusy.

2

5. Zdrowe nawyki.

Sport jest ważny. Sam nawróciłem się na niego 6 lat temu. Postanowiłem, że zrobię co w mojej mocy, aby towarzyszył córce od pierwszych chwil jej życia. Nie chcę zostać źle zrozumiany. Nie mam syndromu ojca, który swoje (biegowe) kompleksy stara się wyleczyć wysyłając dziecko na dwudzieste zajęcia w ciągu tygodnia. To nie jest też tak, że będą zmuszał Magdę do czegokolwiek.

Nie będzie chciała biegać? Ok. Może wybierze sobie coś innego.

DSC_8696Na pewno warto pokazać dziecku, że da żyć się bez TV, tabletów i innych ustrojstw; że można inaczej. Jeżeli ja tego nie zrobię, to za mnie nie zrobi tego nikt inny.

——————————-

No dobra, a jakieś minusy?
Są trzy, ale czy są nimi w rzeczywistości? Niech każdy oceni to we własnym zakresie

1. Koszt wózka.

Dobry wózek biegowy niestety nie jest tani. Ceny wahają się od 2 do nawet 3 tys zł. Nie do końca jest jednak tak źle, jak mogłoby się to na początku wydawać.

Po pierwsze można zaopatrzyć się w taki model, który posiada skrętne przednie koło z możliwością blokady. W moim przypadku jest to model THULE Urban Glide. Dzięki temu jeden wózek w zupełności mi wystarczy. Można go potraktować jako zwykłą spacerówkę, którą możecie poruszać się po marketach, a także jako wózek nadający się do pokonywania kolejnych kilometrów w trakcie długich wybiegań.

DSC_6651Z drugiej strony wózek biegowy to inwestycja. Inwestycja w ogromny bagaż wspólnych doświadczeń i wspomnień, do których będzie można wracać, gdy córka dorośnie. Inwestycja w budowanie dobrych relacji na linii ojciec-córka. Biorąc to wszystko pod uwagę, cenę zakupu wózka można porównać np. do ceny zakupu telewizora. Z czego po latach będziecie mieli więcej radochy? Z Full HD/4K? Czy wspólnych zdjęć zrobionych komórką gdzieś na szlaku?

Istotne jest to, że ceny używanych wózków trzymają cenę i nie spadają na łeb, na szyję. Kupując model za ok. 2 tys, za kilka lat możecie go sprzedać za ok 1.400,00 – 1.500,00 zł. Nawet gdyby miało to być „tylko” 1.300,00 zł. Moim zdaniem warto.

2. Szósty zmysł.

Bieganie z wózkiem wymusiło na mnie ponowną analizę tras, którymi poruszałem się bez niego.

DSC_0008_1Trzeba wziąć pod uwagę wszystkie krawężniki i dziury na chodnikach. Walające się pod nogami gałęzie, bądź świeżo rozbitą butelkę po Tatrze Mocnej. W innych okolicznościach można by po prostu przeskoczyć. Z wózkiem, a tym bardziej w biegu, jest zupełnie inaczej. Skupienie sięga czasami zenitu. Uderzenie o coś twardego w momencie, w którym ktoś właśnie zasnął, nie jest niczym przyjemnym.

3. Trening inny niż pozostałe.

Jeżeli planujesz zrealizować jakiś konkretny plan treningowy, który zawiera skipy A, B i F albo inne podbiegi, wózek raczej Ci w tym nie pomoże. Trening będzie odtąd wyglądał zupełnie inaczej. Co prawda interwały na jakiejś prostej jeszcze da się wykonać, to z podbiegami może być kłopot.

Biegnąc z wózkiem tętno jest u mnie wyższe średnio o 10-15 unm. Są sytuacje, których muszę bardzo zwolnić. Dotyczy to szczególnie wspomnianych już podbiegów.

DSC_8206Chciałoby się rzec – coś za coś. Ja wybieram wariant rodzinny. Na wymasterowanie życiówek mam jeszcze czas.

Jeżeli macie jeszcze jakieś pytania, to wpiszcie je w komentarzach. Postaram się na wszystko odpowiedzieć.
Najpiękniej jak będę w stanie.

[shareaholic app=”share_buttons” id=”10261725″]

[shareaholic app=”recommendations” id=”10261733″]

1 2
Podziel się ->
X
X