Mattoni Ústí nad Labem Half Marathon 2017 – 16.09.2017 r.

9

Start zaplanowano na godzinę 15:00, miałem więc czas, aby ponownie udać się na plac gdzie kończono instalację biegowego miasteczka. Z minuty na minutę zaczęło ono robić coraz większe wrażenie. To nie była tylko dmuchana brama jak w większości tego typu biegów. Wszystko było perfekcyjnie zaplanowane. Wyglądało to tak, jakby przygotowywano się do jakiegoś sporego maratonu w jednym z większych europejskich miast.

20170916_084230 20170916_133825 20170916_133822
20170916_084625 20170916_105437 20170916_103211

Spacerując po Ujściu na Łabą zauważyłem jedną właściwość: długie płaskie, to teren bardzo deficytowy. W większości biegnie się w górę, aby po chwili zbiec w dół. No i są mosty, które raczej dodatkowo mogą wybić z rytmu. Koniec końców nie było aż tak tragicznie. Jak sobie później przejrzałem profil, to stwierdziłem, że na tej trasie dałoby się wykręcić jakiś przyzwoity czas. Może to potwierdzić m.in. doskonały wynik zwycięzcy.

Plan na bieg było prosty. Tym razem nie walczyłem o życiówkę (na całe szczęście!). Brakowało mi półmaratonu, który pokonałbym ze spora rezerwą. Nareszcie pojawiła się taka okazja. Za 2 tygodnie miałem być pacemakerem na 4:00 h w trakcie PKO Silesia Marathonu. Nie chciałem więc ryzykować i do biegu postanowiłem podejść na totalnym luzie. Już sam ten fakt niesamowicie odciążył mi psychikę.

20170916_084417

Około 13:00, wraz z grupą pozostałych biegaczy, wyruszyliśmy z hotelu. Chwilę później rozpoczął się bieg rodzinny, który towarzyszy chyba każdemu z biegów ligi RunCzech. Choć było chłodno i ciężkie, deszczowe chmury wisiały w powietrzu, ludzi było naprawdę sporo. Podszedłem do barierek, aby dopingować biegaczy.

20170916_132956 20170916_133002 20170916_133050

Padł strzał startera i ruszyli: dzieci, dzieci z rodzicami, dzieci w wózkach i nawet jedno na rowerze. No i tak biegli i biegli i nie było widać ich końca. 3000 zawodników. Tak, dobrze przeczytaliście. W biegu rodzinnym wzięło udział 3000 biegaczy. Zaledwie 700 osób mniej, niż w biegu głównym. Jak na polskie warunki jest to wprost niewyobrażalna liczba. Przecież czasami tyle osób bierze udział w maratonie. Albo nawet mniej.

20170916_143414

Przed biegiem głównym zostałem poproszony o odczytanie informacji pogodowej w języku polskim. Kilka rzeczy w tekście musiałem jednak zmienić. Zdanie, w którym pojawiło się hasło „kolor obciążenia temperaturowego” nijak mi nie pasowało i brzmiało jakby było żywcem wyjęte z translatora. Chciałem na szybko wymyślić jakiś zamiennik, ale nie zdążyłem. No i polska część biegaczy dowiedziała się o istnieniu „koloru obciążenia temperaturowego”. Przepraszam.

20170916_141606

Chwilę później stałem już w swojej strefie startowej. Półmaraton miał być ostatnim długim wybieganiem przez październikowym maratonem, więc chciałem się trzymać tempa nieco poniżej 5 min/km. Taki był plan, a wyszło jak zawsze.

20170916_145026

Padł strzał startera i ruszyliśmy.

Podniosła muzyka, setki kibiców, pierwszy zakręt i… od razu podbieg. Tego dnia miałem go pokonać jeszcze kilka razy. Pogoda była wprost idealna – około 12 stopni i bezwietrznie. W takich warunkach łatwo o poprawienie swojej życiówki.

10_usti

Pierwszy kilometr pokonałem nieco za szybko bo w 4:39 min/km, więc od razu postanowiłem zwolnić. Przy okazji zrobiłem trochę zdjęć i zacząłem przybijać piątki. Pierwszą dychę zamknąłem w czasie 47:40 min.

20170916_152930 20170916_155200 20170916_155441

Jeszcze zanim tego dokonałem wbiegliśmy na teren fabryki Spolchemie, która zajmuje sporą część miasta. Od tego momentu, przez kilka kilometrów widziałem rury, zbiorniki i szybkozłączki. Nie ukrywam, że na ten fragment czekałem najbardziej, gdyż jest to jeden z najbardziej charakterystycznych punktów trasy. Pamiętam długą prostą wśród budynków fabryki. Nadawał się idealnie na rozwinięcie jakiejś kosmicznej prędkości. Zrobiłem tam kilka zdjęć i znowu ruszyłem przed siebie.

20170916_155403 20170916_155448

Nie wiem kto układał playlistę, ale wiem, że zrobił to niezwykle dobrze. W trakcie biegu trafialiśmy albo na DJ’ów, albo na scenę z zespołami grającymi na żywo. Każdy z punktów niesamowicie podnosił na duchu. Podobna sytuacja dotyczyła wolontariuszy, który stali wzdłuż całej trasy. Gwizdali, klaskali i żywiołowo dopingowali. Oczywiście genialnie sprawdzili się także mieszkańcy. Starałem się podziękować tylu osobom, ilu byłem w stanie. Podbiegałem to na lewo, to w prawo nadrabiając drogi. Ważne, że mogłem przybić po piątce tym, którymi od dłuższego czasu nikt się nie zajmował. Chociaż tak mogłem im się odwdzięczyć.

1 2 3
Podziel się ->
X
X