Relacja – Mattoni Karlovy Vary Half Marathon 2018 – 19.05.2018 r.

Ja wiem, że to ma być relacja z półmaratonu, a nie ilustrowany przewodnik turystyczny, ale kilka zdjęć po prostu muszę tutaj zostawić.

Karlowe Wary są po prostu przepiękne. Serio! Są warte każdej przebytej drogi. Nie ważne jak długa by ona nie była. Spoglądając na trasę, nie mogłem się doczekać jutrzejszego biegu. Jej spora część przebiega właśnie przez najbardziej reprezentacyjne ulice miasta.

20180518_163218 20180518_165109 20180518_173209

Największe wrażenie zrobiła na mnie okolica słynnej kolumnady Młyńskiej, w której można było skosztować wody mineralnej. W Karlowych Warach znajduje się 79 gorących źródeł. 13 z nich ujętych jest w kolumnadach, których w mieście jest pięć. Tako rzecze Wikipedia.

20180518_164919 20180518_165201 20180518_165559

Pod koniec dnia, do bólu rąk, doszedł także ból nóg. Dobrze, że półmaraton zamierzałem pokonać na zupełnym luzie. Życiówka nie wchodziła w grę. Fizycznie nie byłbym w stanie pobiec ze średnim tempem w okolicy 4:10 min/km.

20180518_170635 20180518_163229 20180518_170812

Start biegu zaplanowano na godz. 17:30. Do tego czasu zdążyliśmy jeszcze pójść na szybki spacer w okolicę mety, którą właśnie kończono instalować. Tym razem, obok biura zawodów, pojawiło się o wiele więcej stoisk. W powietrzu czuć było zbliżające się emocje.

20180519_095057 20180519_095720 20180519_100356

Wiecie co? Nadal nie padało, chociaż wszystkie prognozy temu przeczyły.

O 16:00 odbył się bieg rodzinny. Jest to stały element każdego biegu organizowanego przez RunCzech. Dla mnie to nadal jest jakiś fenomen, że w biegach rodzinnych bierze udział tak spora grupa biegaczy. Niejednokrotnie jest ich więcej, niż na niektórych maratonach w Polsce. W tym roku w Karlowych Warach w biegu rodzinnym wystartowało ponad 2 700 osób (!).

33019979_2058739920834810_3340332362591371264_o 32873434_2058736444168491_4456618504832942080_o 33085450_2058735510835251_8652544361793323008_o

[zdj. runczech.com]

Ok. 17:00 pożegnałem się z Eweliną i Magdą i udałem się do swojej strefy startowej. Na etapie rejestracji podałem szybszy czas, niż ten, na który później zdecydowałem się pobiec. Spowodowało to to, że trafiłem do strefy „A”, która znajdowała się zaraz za elitą.

20180519_172019Pół godziny później padł strzał startera. Rozpoczęła się jedna z ładniejszych połówek w moim życiu.

Taktyka była już z góry ustalona: pobiec w okolicy 4:50 min/km. Zrobić wiele zdjęć i poprzybijać jeszcze większą liczbę piątek. Celebrować chwilę, a nie usilnie walczyć o każdą sekundę, by później niczego nie pamiętać z trasy.

Pierwsze dwa kilometr to był jakiś obłęd. W życiu nie rozpoczynałem biegu w tak fantastycznej scenerii. Najpierw delikatny podbieg. Z lewej rzeka, a z prawej kolorowe kamienice. Co jedna to ładniejsza.

20180519_183418

Później krótki i stromy zbieg. Skręt w lewo i w prawo. Przed oczami pojawiła się kolumnada Młyńska i charakterystyczne palmy w ogromnych donicach. Dookoła kibice i pierwszy punkt z muzyką. Bajka!

20180519_183503 20180519_183605 20180520_170713

Postanowiłem nieco zwolnić. Pierwszy km zrobiłem w 4:17 min/km, a drugi zaledwie 10 sekund dłużej. O wiele za szybko.

Wynikało to z tego, że początek był dosyć wąski. Zaczynałem z szybkiej grupy, więc nie chciałem blokować szybszych biegaczy. W momencie, w którym tłum nieco się przerzedził, wróciłem do założonego wcześniej tempa.

20180520_170520

Nie ukrywam, że byłem zdziwiony wysokością swojego tętna, które od samego początku oscylowało wokół 180 unm. W trakcie biegu, wielokrotnie dobijało do 190 unm (!).

20180519_183927

Wydaje mi się, że wpływ miały na to dwa czynniki: ogólne zmęczenia, a także warunki atmosferyczne. Burza wisiała w powietrzu. Było duszno i parno.

  • Tobie to też powinni przydzielać złote odznaki i plakietki za relacje :)
    Super!