Mattoni Ceske Budejovice Half Marathon 2018 – 02.06.2018 r.

W powietrzu, oprócz sporej wilgotności, czuć było atmosferę biegu. Na pół godziny przed startem konferansjer, wraz z ekipą afrykańskich bębniarzy, odwalił kawał dobrej roboty. Ostatnie kilkadziesiąt sekund ich popisu możecie obejrzeć na poniższym filmie:

Po chwili pojawili się pacemakerzy z charakterystycznymi żaglami na plecach. Sprawiało to wrażenie, że w trakcie biegu byli widziani z dobrych kilkuset metrów.

20180602_182827Ustawiłem się w swojej strefie startowej i byłem gotowy do biegu.

20180602_184424Po połówce w Karlowych Warach, którą zrobiłem w reprezentacyjnym tempie – meldując się na mecie z czasem 1:42 h – Czeskie Budziejowice chciałem potraktować nieco szybciej. Oczywiście nadal zależało mi na przybiciu kilkudziesięciu piątek i zrobieniu kilkunastu zdjęć z trasy. Moim celem było pogodzenie żwawego tempa z czerpaniem frajdy z samego biegu.

20180602_184100Z głośników popłynął utwór „Eye of The Tiger„. Na kilka sekund przed 19:00 DJ wyciszył muzykę. Za nami, z wierzy zegarowej rozległ się odgłos bicia dzwonów. Na rynku zapanowała cisza.

20180602_185325

Strzał startera.
Ruszyliśmy!

Bruk szybko zamieniliśmy na asfalt. Po kilkuset metrach skręciliśmy w lewo. Przede mną pojawiło się słońce, które powoli zaczęło się chować za horyzontem. Wokół kibice, którzy szczelnie wypełnili trasę gwiżdżąc, klaszcząc i wiwatując. Wszystko idealnie zgrało się w czasie. Wiecie, to była jedna z tych scen, które na długo pozostają w głowie. Wtedy zapominasz o zmęczeniu związanym z wielogodzinną podróżą. Biegniesz i po prostu cieszysz się jak dziecko. Czyż nie o to w tym wszystkim chodzi?

20180602_201929Pomimo tempa w okolicy 4:20 min/km, znalazłem czas na to, aby przybić pierwsze kilka piątek.

Ulicą Pražská dotarliśmy do skrzyżowania. Ponowny zakręt w lewo i po niecałym kilometrze biegliśmy wzdłuż Wełtawy. Od razu dodam, że ulicę Pražská mieliśmy pokonać jeszcze dwukrotnie.

20180602_191037No właśnie. Trasa, na pierwszy rzut oka, może wydać się nieco skomplikowana. Kilka pętli i nawrotów. Przez chwilę nie wiadomo co, gdzie i dlaczego.

mapa_ceske

Czwarty kilometr zrobiłem w 4:28 min/km. Biegnąc wzdłuż rzeki stwierdziłem, że poruszam się chyba trochę za szybko. Na całe szczęście powodem nie było zbyt wysokie tętno. To utrzymywało się na zadowalającym poziomie, a więc w okolicy 170 unm. Nie chciałem po prostu, aby bieg szybko się skończył. Nie po to jechałem taki kawał drogi.

Zwolniłem więc. Wydawało mi się, że zrobiłem to porządnie. Teraz widzę, że kolejne kilometry pokonywałem zaledwie 5 sekund dłużej. Zawsze to coś.

Minęliśmy tabliczkę z oznaczeniem 5-go kilometra. Zajęło mi to dokładnie 22 min.

20180602_205525

Wkrótce byłem z powrotem na rynku. Co tam się działo!

20180602_192611 20180602_192624

Drugi most i znalazłem się w okolicy biurowca, w którym odbierałem swój pakiet startowy.

Zacząłem przybijać coraz większą ilość piątek. Wielokrotnie, gdy zakręt skręcał w lewo, podbiegałem do ludzi, którzy znajdowali się na prawej stronie nadrabiając nieco trasy. Powód był prosty – im również chciałem podziękować za doping. Ten po raz kolejny przeszedł moje wyobrażenia jak powinien wyglądać.

20180602_192732

Co kilkadziesiąt metrów stali wolontariusze z wuwuzelami. Pomiędzy nimi kibice, a co 1-2 km – punkt z muzyką. Ta była przeróżna. Byli DJ’e, lokalne zespoły rockowe, a także orkiestra, która zajęła kilka dobrych namiotów i grała same standardy. Bajka!