Krótki przepis na koszulkę z własnym nadrukiem.

0

O spersonalizowanej koszulce do biegania myślałem od jakiegoś roku. Zawsze jednak coś stanęło mi na przeszkodzie i ostatecznie nic z tego nie wychodziło. Na początku 2020 r. stwierdziłem: „Dosyć tego! Marek, weź się w garść! Czas to wreszcie zrealizować”. Później napisałem do Tomka z Warsztatu Koszulkowego i po kilku tygodniach odebrałem gotowy produkt. Czy spełnił moje oczekiwania? Jak przebiegał proces twórczy i właściwie dlaczego warto ją sobie zrobić?

Przed Wami tekst, w którym znajdziecie odpowiedź na powyższe pytania.
A także na te, których jeszcze nie zdążyłem zadać.

Zapraszam!

1. Jak to się zaczęło?

Kiedy w 2014 r. powstała drogadotokio.pl (w celu zebrania środków na wyjazd na maraton do Tokio – dop. red.), zastanawiałem się nad tym, jakie teksty będę tam publikował. Nie czuję się na siłach, aby prowadzić kołczing, streczing czy inne porady kulinarne. Połączyłem więc nieco swojego poczucia humoru wraz z relacjami z biegów, w których brałem udział. I voilà! Jakoś się to rozkulało.

Z czasem – dzięki coraz bardziej spektakularnym podróżom – treści było coraz więcej, a wpisy na FB coraz częstsze. Strona zaczęła się rozrastać. Zaczęło Was przybywać na moich kanałach w mediach społecznościowych, a mnie coraz bardziej zaczęło zależeć na tym, aby te moje teksty dotarły do jak najszerszej grupy osób. Wpadłem więc na pomysł, aby w trakcie licznych treningów, móc się jakoś zareklamować. Koszulka z własnym nadrukiem to chyba jeden z lepszych pomysłów.

W większości trenuję w Parku Śląskim, w którym nie brakuje biegaczy. Biorę udział w licznych startach. Może akurat ktoś planuje wyjazd do takiego Londynu i Nowego Jorku, zerknie na moje plecy, a później trafi w te oto miejsce i mój tekst będzie dla niego pomocny?

Na tym zależy mi najbardziej ♥

2. Projekt.

Wydrukowałem sobie zarys koszulki i zabrałem się za projektowanie. Na początku byłem pewny jedynie trzech rzeczy: rozmiaru, to że będzie bardziej biała, niż czarna, a także tego, że w kilku miejscach pojawi się logo strony.

Pierwsze szkice naniosłem na papier:

Dopiero później przelałem to na wersję elektroniczną i wysłałem w załączniku.

a) przód:

Z logo było najprościej – wpadłem na pomysł, aby po prostu umieścić je z lewej strony.

Na dole znalazło się graficznie nawiązanie do nazwy strony. Pojawiła się więc droga do Tokio, o charakterze symbolicznym: krwiosto-czerwone słońce, góra Fudżi i brama Torii.

Z lewej strony macie mój pierwowzór, a z drugiej gotowy produkt:

Skąd te cyfry? Tutaj znajdziecie legendę:

Starałem się to wszystko pisać najpiękniej, jak tylko byłem w stanie.

Z przodu chciałem dodać jakąś lekkość i finezję. Na prawym ramieniu zamarzyłem więc sobie gałąź z kwitnącą sakurą. Zależało mi jednocześnie na tym, aby nie było zbyt kobieco.

No i dzięki Ani z Warsztatu Koszulkowego, która zajęła się moim projektem, wyszło lepiej, niż się spodziewałem.

b) tył:

Długo myślałem nad tym, jak zagospodarować swoje plecy. Priorytetem było umieszczenie na nich większego logo, a także podkreślenie najważniejszych startów w moim życiu. Padło więc na Berlin, Tokio, Nowy Jork, Chicago i Londyn, które wchodzą w skład prestiżowego cyklu World Marathon Majors. Nie wiedziałem tylko jak do rozplanować. Czy wszerz? Czy bardziej wzdłuż?

Na jednej ze stron z darmowymi grafikami, udało mi się namierzyć ikony miast, które były utrzymane w stonowanej, nieco komiksowej konwencji. Idealnie pasowały do przodu koszulki. Postanowiłem, że miasta będą ułożone chronologicznie od tego, w którym wystartowałem jako pierwszym. Wszystko zaczęło się przecież w Berlinie w 2013 r.

Poniżej znajdziecie moją propozycję, a także dzieło Ani:

Fajnie jest widzieć, jak coś, co jeszcze niedawno siedziało w głowie, zaczyna nabierać realnych kształtów.

3. Realizacja.

Gdy projekt był już zapięty na ostatni guzik, zabrałem się za wybór odpowiedniego materiału. Okazało się, że do wyboru jest kilka różnych materiałów (jest ich oczywiście więcej, ale tylko te poniżej można wykorzystać w zamówienia od 1 sztuki wzwyż):

Ostatecznie zdecydowałem się na wersję premium coolmax i ultralight. Ta druga przyda mi się szczególnie w trakcie upałów. Jest zrobiona z niezwykle lekkiego materiału, który miałem okazję sprawdzić w praktyce. To właśnie z niego była zrobiona koszulka ambasadorów Silesia Marathon.

Wkrótce otrzymałem link do projektu, w którym mogłem podejrzeć czy niczego nie brakuje. Czy nie ma literówki i czy wszystko jest na swoim miejscu.

Zatwierdziłem projekt i zaczęła się dziać magia.

4. Meta!

Co kilka dni otrzymywałem maila z informacją, że koszulka ukończyła kolejny etap produkcji. Tych są 4: drukowanie, wygrzewanie, przygotowywanie do szycia i uszyte. Moje emocje sięgnęły zenitu szczególnie po tym ostatnim mailu. Wkrótce po nim otrzymałem numer listu przewozowego.

Gdy tylko pojawił się komunikat, że paczka czeka w paczkomacie, czym prędzej się do niego udałem. Gdzieś tam w tym kartonie znajdował się efekt kilku tygodni pracy:

W domu od razu zabrałem się do rozpakowywania. Moim oczom ukazały się 4 koszulki: 2 wersje premium coolmax i 2 wersje ultralight.

Gotowy produkt prezentuje się następująco:

Nie ukrywam, że byłem ciekawy, czy grafiki poszczególnych miast będą wystarczająco czytelne. Pełno tam przecież niewielkich elementów. Moje obawy okazały się bezpodstawne. Wszystko wyszło niezwykle dokładnie. Zresztą zobaczcie sami:

Dodam, że są to zdjęcia koszulki w wersji ultralight. Materiał jest tam bardziej przejrzysty (?) niż w wersji premium coolmax, a i tak nadruk prezentuje się bardzo szczegółowo.

O samą jakość koszulki jestem spokojny. Posiadam kilka koszulek z Warsztatu Koszulkowego, w których biegam od kilku dobrych lat. Pomimo upływu czasu i kolejnych setek przebiegniętych kilometrów, w dalszym ciągu bardzo dobrze się prezentują.

5. Czy warto?

Moim zdaniem – jak najbardziej! Fajnie jest założyć coś, z czym się można identyfikować. Koszulkę z biegu, w którym poprawiło się życiówkę, bądź w takiej, w której po prostu dobrze się czujemy. Fajnie jest też zaszaleć i stworzyć coś swojego, aby podkreślić swój ulubiony dystans, ksywę, miejsce… cokolwiek.

W tym wypadku ogranicza nas jedynie wyobraźnia i… zastrzeżone znaki handlowe, których – bez miliarda zgód – nie można wykorzystać. Właśnie dlatego musiałem to obejść szukając ikon miast w wersji freeware, a nie „pożyczając” sobie oficjalne loga poszczególnych Majorów.

Realizacja przebiega niezwykle sprawnie i w bardzo przyjaznych warunkach. Jeżeli nie czujecie się na siłach  na to, aby stworzyć koszulkę od podstaw, to TUTAJ znajdziecie przykładowe projekty. Śmiało możecie je wykorzystać.

Dla kogo jeszcze jest taka koszulka?

Na pewno dla tych, którzy biegają za granicą. Chcą się pochwalić, że Polska to ich ojczyzna, a na imię mają Marek, Rafał bądź inny Janusz. Może także dla tych, którzy kończą jakiś biegowy projekt? Jeżeli uda mi się kiedyś wystartować w Bostonie to wiem jedno – metę będę tam pokonywał w jakiejś okolicznościowej koszulce, aby jeszcze bardziej podkreślić wagę tego wydarzenia.

Drogadotokio.pl poleca!

Podziel się ->
X
X