Po odbiorze pakietu wróciliśmy do hotelu, by po chwili być już w drodze na Stary Rynek. Gdy ktoś mnie pyta co jest fajnego w braniu udziału w dużych imprezach biegowych, to niezmiennie mu odpowiadam -> podróżowanie. Każde nowe miejsce to przecież nie tylko nowy medal do kolekcji. Dobrze jest coś od czasu do czasu zwiedzić.
![]() ![]() |
![]() ![]() |
![]() ![]() |
![]() ![]() |
![]() ![]() |
![]() ![]() |
Pogoda była iście jesienna. Temperatura w granicach 10 stopni i deszcz, który co jakiś czas się pojawiał i znikał. Sobota upłynęła mi na przedstartowym stresie, a także kolejnych spacerach w ścisłym centrum. Na całe szczęście od hotelu do linii startu, a także do Starego Rynku było równie blisko – kilka minut spacerem i voilà.
Pobudka o 5:45, typowy poranny ceremoniał w postaci jeszcze większej dawki stresu popitego czarną herbatą. Oczywiście bułka z dżemem truskawkowym i kilka bananów schowanych do reklamówki. Spakowałem wszystkie biegowe precjoza i udałem się na start.
![]() ![]() |
![]() ![]() |
![]() ![]() |
Trafiłem z powrotem do hali, w której w piątek odbierałem pakiet. Znalazłem wolne miejsce przy stole i rozpocząłem żmudny etap przygotowań. Opaski, plastry, wazelina, itp, itd. Lepiej przygotować się na zapas, niż rozpraszać w trakcie biegu, że coś obciera i widać już krew.
![]() ![]() |
![]() ![]() |
![]() ![]() |
![]() ![]() |
![]() ![]() |
![]() ![]() |
Hala okazała się być chyba stworzona do tego typu imprez. W komfortowych warunkach można się było skryć przed nachodzącym deszczem. Miejsca było w bród. Dodatkowo kolejny plus dla organizatorów – darmowa butelka wody mineralnej, którą można było sobie wziąć z pod jednego z filarów. Niby pierdoła, a cieszy.
Oddałem worek do depozytu i kilkadziesiąt minut przed startem zabrałem się za rozgrzewkę. Jaki miałem plan na bieg? Moja życiówka wywalczona w trakcie Orlen Warsaw Marathon w kwietniu br. wynosiła 3:31:45. Na początku sierpnia poprawiłem czas na dystansie półmaratonu – 1:28:49. W Poznaniu chciałem powalczyć o złamanie 3:30 h. Miałem jednak takie ciche marzenie, aby zrobić to od razu z zapasem 10 minutowym. Wszystko na to wskazywało, że może się to udać. Wieczorem przyszykowałem sobie opaski z czasem 3:19:55. Postanowiłem, że spróbuję pobiec każdy kilometr w okolicy 4:44 min/km. Ryzykuję. Co będzie, to będzie.
![]() ![]() |
![]() ![]() |
Kilkanaście minut przed startem nad Poznaniem przeszła ulewa. Jak na zawołanie deszcz ustał kilka chwil przed 9:00, kiedy to spiker zachęcił, aby biegacze pozdrowili się nawzajem. Kilka uściśnięć dłoń i po chwili można było usłyszeć dźwięk startera. Ruszyliśmy.
6 komentarzy
Cholernie dobra relacja, szczególnie w części, gdy walczyłeś o wynik. Te emocje 🙂 Bardzo mocno Ci gratuluję i wiesz z tym tętnem to jesteś gość 🙂 Ale zawsze to mówię o Tobie, więc to nic nowego 🙂
Na Twój komentarz to ja czekam co relację! 🙂
Danke! W przyszłym roku spróbuję złamać 3:20 h. Mam nadzieję, że będzie bolało nieco mniej, niż w Poznaniu 😉
Gratulacje za Walkę 🙂 , musieliśmy biec gdzieś niedaleko siebie bo również chciałem złamać 3:30 ale zostawiłem pacemakerów na 2 km i to okazało się błędem bo dogonili mnie na 37 km , chciałem jeszcze powalczyć ale zrobił mi się odcisk na stopie bo przemoczyłem skarpetę i moje 3:30 poczeka do kolejnego maratonu , na wiosnę poprawiłem swoją życiówkę o 4 min względem Krakowa , Poznań to mój 2 maraton , czas 3:34:41 , Organizacja wzorowa i piękny medal ,Pozdrawiam i życzę kolejnych życiówek 🙂
Dzięki za Twój wpis 🙂
Po pierwsze ogromnie gratuluję Ci wyniku! Mnie 4h udało się złamać dopiero w trakcie trzeciego maratonu. Poniżej 3:30 udało się dopiero w trakcie tego jedenastego. Wierzę, że u Ciebie nastąpi to o wieeelee szybciej.
A propos mokrych skarpet. Właśnie za ich sprawą odbiłem sobie 5 z 10 paznokci. Teraz wyglądają, jakbym je pomalował jakimś fioletowym lakierem. Życie.
Ja na razie robię sobie zasłużoną przerwę. Postaram się wrócić do biegania za jakiś tydzień/dwa.
Trzymam kciuki za Twoje kolejne życiówki!
A jednak się udało. Serdecznie gratuluję. 🙂 Tak ogólnie to mój mózg nie ogarnia faktu że można przebiec ponad 40 km, ale że czytam relacje biegowe i skoro tam piszecie że można, to chyba wierzyć muszę. 🙂 Wielki szacun.
Dzięki 🙂
Mój też kiedyś tego nie ogarniał. Musisz uwierzyć mi na słowo. Jeżeli nie ma przeciwwskazań natury medycznej (nic nie boli, wszystko jest ok), to każdy, powtarzam – KAŻDY jest w stanie pokonać ten dystans 😉