Close Menu
    Facebook X (Twitter) Instagram
    Facebook Instagram YouTube
    drogadotokio.pl – Blog o bieganiu
    • Relacje
      • Starty
      • Treningi
    • World Marathon Majors
      • Boston Marathon – 2023 i 2024
      • Virgin Money London Marathon – 2019
      • Bank of America Chicago Marathon – 2018 i 2022
      • TCS New York City Marathon – 2017 i 2019
      • Tokyo Marathon – 2015
      • BMW Berlin Marathon – 2013 i 2021
    • RunCzech
    • Testuję
    • Teksty
    • Tablica wyników
    • Więcej info
      • FAQ
      • Media
      • O mnie
      • Współpraca
    drogadotokio.pl – Blog o bieganiu
    Jesteś tutaj:Home»Relacje»VII Siemianowicki Bieg Świetlików – 18.06.2022 r.

    VII Siemianowicki Bieg Świetlików – 18.06.2022 r.

    0
    By Marek on 22 czerwca 2022 Relacje

    O Biegu Świetlików, który organizowany jest przez MK Team, słyszałem wiele dobrego. Niestety, z uwagi na fakt, że zazwyczaj jego data kolidowała z datami startów, na które byłem już wcześniej zapisany, jakoś nigdy ze Świetlikami nie było mi po drodze. No, ale co się odwlecze, to ponoć nie uciecze. Pod koniec maja zarejestrowałem się na bieg, a w pewną czerwcową i równie upalną sobotę, stanąłem na starcie. Cel był prosty – dać z siebie wszystko i spróbować zawalczyć o podium. Czy mi się udało? Niby nie, ale… jednak chyba tak.

    W trakcie zapisów miałem do wyboru dwa warianty. Mogłem o 19:00 wystartować na dystansie 10 km, albo 2 godziny później wziąć udział w biegu na 5 km. Jako, że dychy w tym roku nie pokonałem jeszcze ani jednej, wybrałem bramkę numer jeden.

    Po pakiet startowy udałem się w dzień biegu. Biuro zawodów usytuowano na terenie Stawu Rzęsa. Tam też znajdowały się start i meta zawodów.

    Przyznam, że bardzo fajnie się to wszystko prezentowało. Głośna – rytmiczna muzyka, kilka wozów z jedzeniem, kawą i lodami, tor przeszkód i super pomocni wolontariusze.

    Wśród namiotów odnalazłem ten właściwy. Po chwili miałem w dłoniach dwa pakiety. Tak się złożyło, że o godzinie 16:40, w biegu na dystansie 200 metrów, miała wystartować Magda. Skoro przy okazji zawodów na 5 i 10 km zorganizowano także bieg dla dzieci, to głupio byłoby z tego nie skorzystać.

    Jak prezentowały się pakiety? Tutaj znajdziecie ten dla dzieci:

    A poniżej dla osób pełnoletnich:

    Wróciłem na ogródek, który znajduje się nieopodal trasy, po czym rozłożyłem się na leżaku, aby przygotować się na trudy startu. Trasa do najłatwiejszych nie należała. Pogoda też niestety nie ułatwiała zadania. Dla mnie optymalna temperatura na zawody, to tak maksymalnie 8-10 stopni Celsjusza. Za ponad 20 stopni serdecznie dziękuję, a za te ponad 30 kresek na plusie, które były odczuwalne w dniu biegu, pozdrawiam soczystym gestem Kozakiewicza. No, ale pogody się niestety nie wybiera. Trzeba brać, co dają i mimo wszystko spróbować powalczyć o dobrą pozycję.

    Po godzinie 16:00 ruszyliśmy rodzinnie na linię startu. 40 minut później Magda wystartowała. Na 8 dziewczynek zajęła 5 miejsce. Oczywiście nie miejsce tego dnia było najważniejsze, a samo uczestnictwo. Ważne, aby dziecko po prostu się ruszało, a nie ślęczało przed tabletem.

    Zadowolona odebrała medal, po czym wróciliśmy na RODos. Do mojego startu pozostały nieco ponad dwie godziny. Przez ten czas byłem schowany w cieniu i sączyłem chłodny izotonik.

    Po 18:00 ponownie ruszyliśmy na linię startu. Tego dnia odwiedziłem ją już po raz trzeci.

    Wspomniałem, że moim celem było podium. Pamiętam, że przed startem starannie przejrzałem listę zawodników. Szukałem tam m.in. wielokrotnego zwycięzcy tego biegu: Rafała Formickiego. Choć szukałem go na liście startowej i znaleźć nie mogłem, pojawił się w moim kadrze. Zauważyłem go niedaleko linii startu. No i mina mi zrzedła. Bo skoro jest on, to podium oddali się o jedno miejsce.

    Porozmawiałem z nim chwilę, po czym zareklamował mi jednego z biegaczy, który również zna smak podium. Z pierwszego miejsca spadłem więc na trzecie. To o nie zamierzałem tego dnia powalczyć.

    Na krótko przed startem rozpocząłem rozgrzewkę. Zacząłem robić przebieżki po czym poczułem coś, czego dawno nie doświadczyłem.

    „Kolko! To Ty jeszcze istniejesz?!?” – tak sobie pomyślałem, gdy poczułem charakterystyczny ból/spięcie w okolicy brzucha. No, ale czemu się tu dziwić? Nie jestem stworzony do wieczornych startów. Choćbym nie wiem jak pięknie się odżywiał w ciągu dnia, organizm i tak w jakiś sposób da mi znać, że lepiej przyjąłby wieczorną kąpiel, niż bieg na granicy HR max. Kilka skłonów później i po kolce nie było już śladu.

    Z racji tego, że z nieba żar lał się hektolitrami, rozgrzewka była krótka i treściwa. Nie było sensu przeciągać tej gehenny. Dotarłem do linii startu, po czym zacząłem ustawiać Garmina. Tempo zaprogramowałem na 3:45 min/km. Wiedziałem, że z uwagi na zróżnicowanie terenu, będzie mi raczej ciężko je utrzymać. Mimo wszystko warto jednak mieć jakiś punkt odniesienia.

    Rozpoczęło się odliczanie.
    10…9…(…)…3…2…1 i ruszyliśmy!

    Wspomniałem o trasie, więc może warto ją teraz pokazać? Z racji tego, że miałem pobiec 10 km, czekały na mnie dwie pętle po 5 km:

    Wystrzeliłem przed siebie, ale szybko oprzytomniałem.

    Już po chwili dałem się dogonić dwójce najszybszych biegaczy. Schowałem się za ich plecami, bo wiedziałem, że i tak będę je od tej pory oglądać. Szczególnie, że po 300 metrach czekał na nas krótki, acz niezwykle stromy i upierdliwy podbieg. Gdybym poruszał się tam w tempie około 5 min/km, to zapewne bym go nie odczuł. Biegłem jednak w tempie 3:37 min/km, a wtedy wszystko boli bardziej.

    Udało mi się na niego wdrapać, po czym przykleiłem się do pleców Rafała i Przemysława, między którymi miała się rozegrać walka o pierwsze miejsce.W niedługim czasie skręciliśmy w prawo. Pod nogami, zamiast kamieni, pojawił się asfalt. Nie dość, że był gładki jak stół, to jeszcze prowadził w dół.

    Zbieg nie trwał jednak długo. Po chwili pojawił się skręt w lewo. Ani się obejrzałem, a minąłem flagę z oznaczeniem pierwszego kilometra. Pokonałem go w 3 minuty i 41 sekund.

    Do prowadzącej dwójki miałem przysłowiowy rzut beretem. Po kilkuset metrach czekał na nas ponowny skręt w lewo. Tym razem – między łąką, a polem golfowym – zmierzaliśmy w stronę Siemianowickiej Bażantarni. Niewielki las miał nam na chwilę zapewnić cień. Zanim jednak do niego dotarliśmy, Rafał i Przemek włączyli tryb turbo i tyle ich widziałem. Aktualnie znajdowałem się na trzeciej pozycji. Szybko obejrzałem się za siebie i dostrzegłem, że biegacz na moimi plecami wcale nie jest jakoś daleko. To był dopiero początek biegu, więc wszystko mogło się jeszcze wydarzyć.

    Dotarliśmy do Bażantarni.
    Ok, jest cień, ale co z tego, skoro od razu trafiliśmy na podbieg?

    2 km – 3:48 min

    Po raz pierwszy tego dnia zaczęło mnie przytykać. Na końcu podbiegu tętno dobiło do 190 bpm i chcąc nie chcąc, musiałem zwolnić.

    Na końcu kolejnej prostej – zaraz przed skrętem w lewo – po raz kolejny spojrzałem za siebie. Niestety zawodnik, który aktualnie biegł na czwartej pozycji, nie zamierzał odpuścić i ostro walczył o moją – trzecią pozycję.

    Wkrótce pojawił się jeden z bardziej wymagających fragmentów tej trasy – blisko 1 km podbieg, który najpierw prowadził obok Cmentarza Żołnierzy Soldatenfriedhof, a następnie wzdłuż pola. Cień zostawiliśmy za plecami. W zamian za to nasze ciała były smagane przez ciepło i słońce, które wyciągało ze mnie pozostałą resztkę sił.

    3 km – 4:00 min.

    Minąłem pole, po czym dotarłem na aleję Spacerową. Wreszcie poczułem, że biegnę z górki. Miałem tego doświadczać, przez ponad kilometr. Może, gdyby nie moje wysokie tętno, bardziej bym to docenił. To właśnie tam postanowiłem, że zwolnię. Nie było sensu dalej tak szaleć. Skoro pierwsze i drugie miejsce są już od dawna poza moim zasięgiem, a zawodnik na czwartek pozycji jest już całkiem blisko, to zwolnię i razem pokonamy kilka kilometrów. Tak to przynajmniej miało wyglądać w teorii. A jak było w praktyce?

    1 2
    10 km bieg świetlików kros
    Share. Facebook Twitter Pinterest LinkedIn Tumblr Email

    Więcej podobnych tekstów? Proszę bardzo:

    14 Tyski Półmaraton – 05.09.2026 r.

    2026 Analog Devices Cork City Marathon – 31.05.2026

    Siemianowicka Piwna Mila 2025 – 11.10.2025 r.

    Leave A Reply Cancel Reply

    • Polub
    • Obserwuj
    Facebook
    Comments Box SVG iconsUsed for the like, share, comment, and reaction icons
    Marek - drogadotokio.pl
    16 godzin temu
    Marek - drogadotokio.pl

    @obserwujący wybaczcie, ale będzie trochę długo 🤷‍♂️

    Choć może na poniższym zdjęciu wcale tego nie widać, to uwierzcie, że w środku cały aż chodzę 💃 🕺

    Od niedzielnego Silesia Marathon zalewa mnie niewyobrażalna fala pozytywnych komentarzy, na którą w ogóle nie byłem przygotowany.

    Kilka dni przed maratonem odezwał się do mnie Marcin, który spytał czy będę stał, tam gdzie zawsze, a więc w okolicy 37. km. Odpowiedziałem, że chyba nie dam rady się pojawić, więc swoje miejsce z chęcią mu odstąpię.

    W niedzielę zrobiłem 19 km mijając część z Was pod stadionem. Wracając do mieszkania stwierdziłem, że nie ma bata -> muszę się pojawić!

    W ramach testu stroju na imprezę Halloween, przywdziałem szaty kardynała, ubrałem medal Majora i doczepiłem się do Marcina, jego synka Tymka i kilkuosobowej ekipy.

    Przez kolejne 3,5 godziny robiłem co mogłem, aby nieco ułatwić Wam pokonanie podbiegu, który jest creme de la creme Silesia Marathonu.

    Przez te 3,5 godziny czułem niesamowitą radość i satysfakcję.
    Byłem cholernie dumny z każdej/z każdego z Was, kto - może właśnie za sprawą naszego punktu z dopingiem - postanowił przerwać marsz i z powrotem wrócić do biegu.

    I to nie ja tu jestem jakimś bohaterem,
    a Wy <3

    Nic.

    Idę dalej odświeżać skrzynkę pocztową, bo po odrzuceniu na maratony w Londynie, Berlinie, Tokio i Osace, czas na odmowę z Copenhagen Half Marathon 🙃

    I druga sprawa - muszę skrócić swoją liturgiczną szatę, bo skoro potykam się o nią będąc w wysokich carbonach, to co to będzie jak ubiorę do nich klasyczne, czarne trzewiki?

    W moim wieku mógłbym z powrotem na cito wrócić do Rept 🥸

    Dobry wieczór! 🎩
    ... Więcej...Mniej...

    @obserwujący wybaczcie, ale będzie trochę długo  🤷‍♂️

Choć może na poniższym zdjęciu wcale tego nie widać, to uwierzcie, że w środku cały aż chodzę 💃 🕺

Od niedzielnego Silesia Marathon zalewa mnie niewyobrażalna fala pozytywnych komentarzy, na którą w ogóle nie byłem przygotowany.

Kilka dni przed maratonem odezwał się do mnie Marcin, który spytał czy będę stał, tam gdzie zawsze, a więc w okolicy 37. km. Odpowiedziałem, że chyba nie dam rady się pojawić, więc swoje miejsce z chęcią mu odstąpię.

W niedzielę zrobiłem 19 km mijając część z Was pod stadionem. Wracając do mieszkania stwierdziłem, że nie ma bata -> muszę się pojawić!

W ramach testu stroju na imprezę Halloween, przywdziałem szaty kardynała, ubrałem medal Majora i doczepiłem się do Marcina, jego synka Tymka i kilkuosobowej ekipy.

Przez kolejne 3,5 godziny robiłem co mogłem, aby nieco ułatwić Wam pokonanie podbiegu, który jest creme de la creme Silesia Marathonu.

Przez te 3,5 godziny czułem niesamowitą radość i satysfakcję.
Byłem cholernie dumny z każdej/z każdego z Was, kto - może właśnie za sprawą naszego punktu z dopingiem - postanowił przerwać marsz i z powrotem wrócić do biegu.

I to nie ja tu jestem jakimś bohaterem, 
a Wy
    Zobacz na FB
    · Podziel się
    Share on Facebook Share on Twitter Share on Linked In Share by Email
    View Comments
    • Likes: 64
    • Shares: 0
    • Comments: 17

    Skomentuj na FB

    Nie wiem czy dobrze pamiętam, ale ja mierząc się z podbiegiem widziałam szanownego ekscelencję wysoko unoszącego jakiegoś doodla w powietrze… I myślę sobie… chyba mam halucynacje… Zbiegło się to z momentem, w którym moje myśli kotłowały i zastanawiałam się czy może nie odpuścić, choć chwilkę się przespacerować. Ale dałam radę!! Biegłam dalej. Dziś opowiadam te historię mężowi:) mówię, że jakiś świr w biskupich szatach stał z piesełem i kibicował:) Pokazuje zdjęcie, a Adam mówi… no tak Marek…:) pozdrawiamy!!! P.s. to był mój pierwszy półmaraton… może nie ostatni;)??

    Bóg zapłać

    Na Cracovia Maraton był prawdziwy ksiądz , s taktycznym dla mnie punkcie ..;)

    Jego Zacna Eminencjo ! Jest Eminencja nie do podrobienia 😁

    Jej.. pozdrawiam👋Tak- doping pomógł, to był etap, że nadawałam się do "ostatniego namaszczenia", ale ozdrowiałam i dobiegłam do celu- dziękuję - czasem tak niewiele, a pomaga- uśmiech i poczucie humoru potrafią zdziałać cuda- pozdrawiam - pątniczka Silesia maraton 🤣

    Wasz doping dodał skrzydeł ! Dzięki 🙏

    Super pomysł

    A ja mówię widzę kapłana .. to już jest koniec 😜😂

    Pobiłeś rekord wiernych biegaczy na niedzielnej ceremonii biegowej 🙂

    Do tej pory Cie nie znałam ani "majora"... i uwaga serio myślałam że jakiś kościelny kozak z siemianowic pofatygował się na trasę 😅🙈 i chyba stąd ten znak krzyża w kryzysie 🤣

    Ojcze Marco, liczę na Twoje błogosławieństwo, kiedy będę mierzył się z zamiarem łamania 4 h na tej trasie - dam znać tydzień wcześniej... Może za rok, może za dwa 😉

    Dzięki za doping! Działał! 💪💪

    Ja również dziękuję za piątkę🙌w tamtej okolicy miałam chyba największy kryzys 🙈

    Nie wiem co się działo w moim umyśle walcząc o życiówkę na podbiegu do wieży telewizyjnej, ale byłem przekonany, że ten strój to… Kimono 😅👘 Dzięki za piątkę!🙌

    Poczułam presję i chwilę po minięciu Ekscelencji ruszyłam z powrotem do biegu 🤟Zastanawiałam się, czy ja dobrze widzę 😀

    Bosko😁 Cię było spotkać!Dzięki za dodanie siły!

    View more comments

    Load more
    Instagram
    Polecam

    Copyright © 2014-2025 Drogadotokio.pl

    Type above and press Enter to search. Press Esc to cancel.