XII Półmaraton Marzanny – 22.03.2015 r.

„Zimno, wiatr, śnieg z deszczem, podbiegi, meta, stres i nowa fantastyczna życiówka” – tak śmiało mógłbym podsumować  XII Półmaraton Marzanny. To był bieg pełen zwrotów akcji, chwilowych uniesień i kolki, z którą przebiegłem 1/4 trasy. Ale po kolei…

Do Krakowa przyjechałem z żoną Eweliną, z rodzicami i z życiówką, którą wywalczyłem w ubiegłym roku, w trakcie 2. Nocnego Półmaratonu we Wrocławiu. Atakowałem tam wtedy 1:30 h, ale niestety na 18 km uda odmówiły posłuszeństwa i skończyło się na wyniku 1:33:17. Plan na ten rok był więc prosty – uzyskać czas poniżej półtorej godziny i się tym chełpić!

DSC_1143 DSC_1135 DSC_1140

Chwilę przed godziną 8:00 odebrałem pakiet startowy, a następnie udałem się w okolicę stadionu. Pogoda w dzień startu niestety nie rozpieszczała. Na termometrze zero stopni, a odczuwalna temperatura utrzymywała się w okolicach -6. Dodatkowo wiatr, deszcz/deszcz ze śniegiem i spora wilgotność. Przez dłuższy czas rozmyślałem nad tym, w czym pobiec. Po raz pierwszy w życiu zdecydowałem się na bieg w kurtce i czapce zimowej. Obawiałem się wiatru, który zaatakuje od strony Wisły, albo zaraz koło Błoni. Strzał startera, pierwsze kilkaset metrów biegu i chłód jakoś przestał się liczyć.12 Półmaraton Marzanny 2015 (51)Przez większość trasy biegłem kilkanaście metrów przed pacemakerami na 1:29 h. Pierwsze 5 km pokonałem w 20:37 min (202 miejsce). W połowie dystansu zameldowałem się z czasem 46:25 (205 miejsce). Wszystko szło zgodnie z planem. Do czasu.marzanna_kmTrasa do łatwych niestety nie należy. Najbardziej dały mi się we znaki wbiegnięcia na mosty i kładki. Z reguły prowadziła do nich krótka, stroma prosta, która skutecznie podwyższała tętno i wybijała z rytmu. Po 11 km zacząłem słabnąć. Dodatkowo pojawiła się kolka, z którą rozpocząłem kilkukilometrową walkę. Wydaje mi się, że to była kolka na własne życzenie.  Za późno wyszedłem z samochodu na start i miałem zbyt mało czasu na odpowiednią rozgrzewkę.DSC_0236Przed 12 km rozpoczął się delikatny podbieg do Starego Miasta. W życiu tak szybko nie zwiedziłem rynku w Krakowie. Mijałem kolejne punkty z wodą. Zamiast ryzykować zachłyśnięcia się wodą z kubka, piłem z bidonu. Na ok. 14 km wyprzedziła mnie grupa na 1:29 h, oddalając się na kilkadziesiąt metrów. Po jakimś czasie zaczęła znikać na horyzoncie. Podobnie jak myśl o złamaniu 1:30 h. No nic, najwyżej powalczę o wyniki lepszy, niż ten wywieziony z Wrocławia.IMG_8625Na 15 km wbiegłem z czasem 1:03:04 (261 miejsce). Kolejne pokonywałem coraz wolniej:
16 km – 4:21 min/km
17 km – 4:24 min/km
18 km – 4:29 min/km (najwolniejszy ze wszystkich).

Przed 19 km pojawiły się Błonia i największy test dla psychiki w trakcie całego biegu. Metę było widać z oddali, a do niej jeszcze ponad 2 km. No i ta ostatnia prosta, która ciągnęła się w nieskończoność.DSC_1145Co się robi jak się widzi metę i słyszy w oddali głos spikera? Instynkt podpowiada, żeby przyspieszyć. Głowa, żeby zwolnić i nie szarżować. Z jednej strony chciałem zacząć finiszować. Z drugiej, starałem się nie przeholować. Finisz 2 km przed metą raczej skończyłby się tragicznie. Ostatecznie zdecydowałem się przyspieszyć dopiero kilkaset metrów przed metą. Do ostatniej chwili nie wiedziałem jaki czas wyświetli się na garminie.11071602_476907345790393_197824504724386359_oCentymetr za metą wciskam „STOP”. Odczytuję czas: 1:29:57DSC_1151To było zbyt piękne, żeby było prawdziwe! Czyżby udało mi się zrealizować cel, który krążył mi po głowie od kilku dobrych miesięcy? Czyżby?

  • świetnie! gratuluję! fajnie, że Kraków będzie Ci się teraz tak dobrze kojarzył :)

    • Dzięki! :) Do Krakowa wracam 19 kwietnia, aby wystartować w Cracovia Maraton. Mam nadzieję, że uda się złamać 3:30 h :)