Mattoni Olomouc Half Marathon – 20.06.2015 r. – vol. 2

Pierwszą część relacji skończyłem na tym, że po przekroczeniu mety zbierałem szczękę z podłogi. Wypadałoby się wytłumaczyć dlaczego tak się stało i co miało na to wpływ. Przed Wami druga i zarazem – ostatnia część relacji z ołomunieckiego półmaratonu.

Starty można podzielić na 2 kategorie:
I. Pierwsza dotyczy takich, w których walczy się o życiówkę: Przed biegiem stres osiąga gigantyczne rozmiary. Człowiek drukuje sobie opaskę z międzyczasami. Dokładnie analizuje profil trasy, a także rozmyśla nad najlepszą taktyką. W głowie przewija mu się tysiące myśli: „Czy jest szansa na złamanie …h …min …s ?”, „Czy odpowiednio dobrze trenowałem?”, „A jak wyjdzie słońce i przywali ciepłem? Albo jak będzie tak całkiem duszno? Tak zaraz po burzy? Co będzie wtedy?!?”.
II. Druga kategoria związana jest z biegiem w granicach komfortu: Zamiast zapierdzielać w ostatniej strefie tętna, człowiek stara się coś zapamiętać z trasy. Chce poprzybijać zaległe piątki i mieć siłę, aby jakoś wyglądać, gdy akurat będą robić mu zdjęcie. Taki bieg nie kojarzy się z męką, przymkniętymi powiekami i nieustanną walką o złapanie kolejnego oddechu.

19140842085_530add24cf_kNa długo przed przyjazdem do Czech postanowiłem, że w nie będę się katował, a bieg potraktuję w kategoriach wycieczki. 15 minut przed startem wszedłem do swojej strefy startowej. Kilka metrów ode mnie stanął pacemaker z charakterystyczną chorągiewką na plecach. Spojrzałem na nią – ona na mnie. Postanowiłem, że będę się jej trzymał, a czas pokaże co z tego wyjdzie. Może zabrzmi to mało ambitnie, ale po tym jak udało mi się złamać 1:30 h w trakcie tegorocznego Półmaratonu Marzanny doszedłem do wniosku, że na razie nie będę walczył o poprawę tego wyniku. Przynajmniej nie za wszelką cenę.

Na pierwszy rzut oka, trasa może się wydać dosyć skomplikowana. Jest to chyba najbardziej kręty półmaraton, w którym uczestniczyłem. W tej kwestii nie będę jednak narzekać. Zamiast dłuuuugich prostych, wolę skręcić kilka kilka razy w lewo, a następnie w prawo i jakoś sobie urozmaicić te kilkadziesiąt kilometrów.

mapa_oloCharakterystyczną cechą w/w trasy jest również bruk, który występuje w obrębie ścisłego centrum. Choć wiem, że wielu biegaczy niezbyt miło go wspomina, mnie on jakoś nie przeszkadzał.

Równo o godz. 19:00 padł strzał startera. W tym samym momencie, w pobliskim kościele zaczęły bić dzwony. Ruszyliśmy przed siebie. Kilkadziesiąt metrów za linią startu wbiegliśmy w ulicę. Po bokach doping, a przed nami oślepiające promienie słońca. Ta scena zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Nie sądziłem, że za rogiem będzie jeszcze lepiej.

18433989134_e3907c7899_k 18953232188_9d081ceabc_k

Jak wygląda typowy start? Żywiołowa muza w głośnikach i równie żywiołowy spiker. Wszyscy klaszczą i wiwatują. Nie mija 400-500 metrów, a wszystko zaczyna powoli ucichać. Jakbyśmy się oddalali od włączonego radioodbiornika. W Ołomuńcu spodziewałem się podobnej sytuacji. Wybiegłem z pierwszej ulicy – po bokach ludzie. Każdy wrzeszczy i macha. Ktoś wystawia dłoń, aby mu przybić piątkę. Wszyscy się uśmiechają. Pomyślałem: „Super! ponad 800 m za mną, a ludziom nadal się chce to robić!”.

19114679616_0cd00855d0_kPierwszy km zrobiłem w czasie 4:16 min/km, a więc zgodnie z planem. Kolejne w okolicach 4:09-4:17 min/km. Znajdowałem się między pacemakerami na 1:30 h, którzy bardzo dobrze wywiązywali się ze swojej roli. Biegło mi się bardzo komfortowo. Wiedziałem, że raczej nie ma szans, aby utrzymać tą prędkość do końca. Nie po całym dniu chodzenia po mieście, a także zjedzeniu lasagni, którą powoli zaczynałem czuć na żołądku.

km_olomoucNie pamiętam kiedy przybiłem pierwszą „piątkę”, ale zapewne było to zaraz za pierwszym zakrętem. Niestety nie pamiętam też ile razy to zrobiłem, ale zapewne liczby szły w setkach. Wyobraźcie sobie taki przykładowy tłum, który można znaleźć zaraz przed metą każdego biegu. Zrobione? To teraz wyobraźcie sobie tłum ustawiony wzdłuż całego biegu! Tak właśnie było w Ołomuńcu. 21-km sznur ludzi, dzięki którym wyraz „doping” nabrał zupełnie nowego znaczenia.

19060046371_762d3e73ba_kMiło wspominam okolice między 8, a 9 km. To była długa aleja, na której końcu robiło się nawrót. Cholera! Ile tam było ludzi! Gdyby nie tabliczka z oznaczeniem ósmego kilometra, dałbym sobie głowę uciąć, że właśnie zbliżam się do mety. To właśnie tam zrobiono mi poniższe zdjęcie, które idealnie oddaje to, co się wtedy działo.

19144265721_643497febe_k olomouc_8km

  • Świetna relacja – dzięki. Powinieneś być oficjalnym ambasadorem runczech na PL ;) Nie powiem, coraz częściej sprawdzam biegi w Czechach, pytanie nie czy, ale kiedy wreszcie też tam wystartuję :)

    • Dzięki! Starałem się oddać, którymi jeszcze nadal żyję ;) Wiem jedno – w przyszłym roku wracam do Czech. Jeżeli nie do Ołomuńca, to zapewne gdzieś, gdzie pojawi się logo runczech.com :)

  • Andrzej Kaźmierczyk

    Ten bieg to super połączenie pięknego miasta szczególnie starej czesci wpisanej chyba na listę Unesco oraz fajnej imprezy biegowej, wraz z ekipą biegliśmy w tym roku po raz trzeci. I ja na pewno pobiegnę znów w 2016, tym bardziej że obecnie dojazd ( o czym piszesz , w moim przypadku z Katowic ) , to naprawdę bajka, same autostrady. pzdr

    • Klimat półmaratonu jest nie do podrobienia! :) Serio, miejscami czułem się jak w Berlinie. Czyli za rok się spotykamy? ;)

      • Andrzej Kaźmierczyk

        Tak, za rok się spotykamy ;)