7. Bytomski Półmaraton – 20.09.2015 r.

Start w bytomskim półmaratonie planowałem już od dłuższego czasu. Tak się złożyło, że co roku we wrześniu brałem udział w jakimś maratonie. Jak nie w warszawskim, to na tapecie był Wrocław, bądź inny Berlin. W tym roku już nic nie stanęło mi na przeszkodzie. Na 2 tygodnie przez PKO Silesia Marathon chciałem sprawdzić swoją formę. „A może przy okazji poprawię swoją krakowską życiówkę?” – tak sobie nieśmiało pomyślałem, gdy parkowałem w okolicy biura zawodów.

IMG_1740 IMG_1750 IMG_1744

Start i metę usytuowano przy centrum handlowym Atrium Plejada. Ne miejsce dojechaliśmy w okolicach godz. 9:00. Zawsze wychodzę z założenia, że lepiej być wcześniej i nie martwić się o wolne miejsce postojowe, niż czekać na ostatni moment i mieć z tym kłopot. Pakiet udało mi się odebrać już w czwartek. Co znalazłem w środku? Numer startowy (bez otworów na agrafki – w ruch poszedł więc dziurkacz), odblaskową opaskę, mniej odblaskową – taką na rękę i na zamek, a także koszulkę. Wybrałem rozmiar M. Okazało się, że wyszła z tego nieco większa eSka. Trochę się zdziwiłem. W swojej kolekcji mam wiele koszulek marki Kalenji i eMki leżą na mnie jak ulał. A ta jakoś dobrze leżeć nie chce.

DSC_2279

Gdy wyjeżdżaliśmy z Siemianowic słońce raziło po oczach. Im bliżej Bytomia, tym było go jakby mniej. Dodatkowo pojawił się porywisty wiatr. Z jednej strony to dobrze – lepszy chłód, niż gorąc. Z drugiej jednak, gdy widziałem co jeden z podmuchów zrobił z metalowymi barierkami w okolicach startu (tak jak stały, tak się przewróciły), to miałem obawy co to będzie, gdy wystrzeli starter. Po jakimś czasie przyjechali moi rodzice. Rozpocząłem rozgrzewkę.

IMG_1783

Kilkanaście minut przed biegiem, zacząłem się kierować do strefy startowej. Udało mi się stanąć kilka metrów od linii. Tłok był spory, ponieważ równocześnie rozgrywano wyścig na dystansie „10 km”, a także zawody w Nordic Walking. Dlaczego użyłem cudzysłowu?  Zgodnie z regulaminem dystans miał wynosić 10 km. W praniu okazało się, że jedna pętla tak naprawdę wynosi ok. 10 km i 500 m. Bieg na 10 km był więc tylko biegiem z nazwy. Kontaktowałem się w tej sprawie z organizatorem. Otrzymałem informację, że Bytomski Półmaraton zawsze posiadał opcję jednej pętli o dystansie 10,5 km. Wynika więc z tego, że dystans został przez niego źle przedstawiony. Miał on mieć charakter bardziej umowny.

IMG_1752

Potrafię zrozumieć, że konferansjer nie będzie co chwilę wymawiał przydługiej kwestii: „Na dystansie 10 km i 500 m”, „Dystans to 10 km i 500 m”. Łatwiej po prostu powiedzieć: „Dycha”, „Dziesięć”. Z drugiej jednak, zapis o jednej pętli wynoszącej 10 000 m znalazł się w regulaminie biegu. Pojawia się jednak spora nieścisłość, którą trzeba by w przyszłości wyprostować. No dobra, zostawmy już te nieszczęsne pętle.

IMG_1815

Na kilka minut przed godz. 11:00 wydarzyła się rzecz, która w moim biegowym życiu spotkała mnie po raz pierwszy. Mikrofon dostał się w ręce księdza, który… odprawił krótką modlitwę. Rozumiem, gdyby to był bieg szlakiem Jana Pawła II, bądź Franciszka z Asyżu. Ale świecki bieg po Bytomiu? Jedni spoglądali w niebo i klaskali. Inni spoglądali na siebie ze sporą konsternacją. Znalazłem się w tej drugiej grupie. Poczułem się jak na lekcji religii: „Wszyscy razem!”, „Ty nie śpiewasz!”, „Halleluja!”.

IMG_1838Strzał startera! -> Biegnę!

„Tłok, ścisk i chaos” – tak mógłbym podsumować pierwsze kilkaset metrów. Z całego serca kocham wszystkich, którzy biegną pierwszy raz w życiu/mają życiówkę na poziomie czasu, w którym z trasy już dawno zgarnia cię pojazd z napisem „Do mety”* i ustawiają się 20 cm za linią startu.
[* – niepotrzebne skreślić]

by2

Nie dość, że trasę torowali wolniejsi biegacze, to z uwagi na bardzo wąski fragment drogi, w żaden sposób nie dało się ich wyminąć. Jeden pas jezdni dla ponad 1200 osób, to zdecydowanie za mało. Przerzedziło się dopiero po ok 2-3 km. A propos trasy… Bacznie prześledziłem ją kilka dni wcześniej. Organizator nagrał jedną pętlę i opublikował ją na YouTube (duży plus!). Ciężko było mi wtedy oszacować na ile mogę  pobiec. Ustawiłem pacemakera na 4:15 min/km i ze sporym zapasem zacząłem pokonywać kilka pierwszych kilometrów.

14_e_2015

Zaczęło się od podbiegu zaraz za przecięciem Alei Jana Nowaka-Jeziorańskiego. Później było trochę z górki, by za chwilę znowu mieć na co wbiegać. Podbiegi nie były zbyt intensywne pod względem nachylenia. Chodziło bardziej o ich długość. Na czwartym kilometrze wbiegliśmy w ulicę Stolarzowicką. Moim oczom ukazała się długa i równie stroma prosta. Niestety, wszystko co dobre, szybko się kończy. To właśnie na jej końcu następował nawrót i to co teraz było zbiegiem, stawało się wytrącającym z rytmu podbiegiem. Jeżeli mowa o samym nawrocie, to zdziwił mnie fakt, iż na jego końcu nie było maty z pomiarem czasu. Prawdę mówiąc każdy (gdyby tylko chamsko chciał) mógł tam np. zamarkować wiązanie buta i w połowie w/w ulicy zmienić kierunek biegu skracając sobie trasę. W tej kwestii również pisałem do organizatora. Otrzymałem informację, iż rozważa on wprowadzenie dodatkowego pomiaru w trakcie kolejnego biegu.

IMG_1830 IMG_1832 IMG_1836

Za szóstym kilometrem pojawiła się kolejna prosta, na której można się było solidnie rozpędzić. Kolejny podbieg, zakręt i kolejny długi zbieg. Rondo i powoli zacząłem się zbliżać do końca pierwszej pętli. Przybiłem „piątkę” tacie, zasalutowałem Ewelinie i mamie i rozpocząłem kolejne 10,5 km. Tym razem wiedziałem czego się spodziewać.

  • Fajna relacja, dzięki niej znowu pojawiłem się na trasie i poczułem ten chłodny porywisty wiatr :)
    Miło było się spotkać i porozmawiać w oczekiwaniu na losowanie :)

    • Dzięki! Na drugi raz nie odchodzimy z przed sceny bez malaksera, bądź innego sprzętu marki Clatronic!

      • Weźmiemy ze sobą na tą okoliczność zapas kefirów! (jako siłę argumentów)

  • JackRuns

    Relacja jak zwykle bardzo fajna :)

    • Dzięki! Obecnie jestem na etapie leczenia przeziębienia. Konkretnie mnie wywiało na trasie, a PKO Silesia Marathon już za 10 dni :/

      • JackRuns

        w takim razie zdrowia życzę :)

  • gup-szy

    To chyba ja jestem tym biegaczem z barierek, a Ty jesteś tym, który z nich mnie wyprowadził :) Dzięki raz jeszcze !

  • Jaca

    Cześć Marku :)
    No cóż, taki tu mamy lokalny klimat, że ksiądz musi z kropidłem przyjść by impreza mogła oficjalnie zostać uznana za otwartą ;) To poniekąd taka tradycja i nawiązanie do pierwszych edycji Bytomskiego Półmaratonu, który powstał z inicjatywy miejscowej parafii. Cóż…. taki lajf….. ;)
    Twoje słowa krytyki są jak najbardziej konstruktywne – o strefy startowe wołamy już od kilku lat. Podobnie słuszna jest uwaga o rozdzieleniu startów HM i „Dychy”. Ale… jakby to powiedzieć…. Dyrektor Półmaratonu jest jakby niereformowalny i wie lepiej.
    W poprzednich edycjach mata pomiarowa na nawrotce w lesie była. Co prawda było to ok. 1 km dalej, bo nieco inna była trasa ale przecież nie ma to znaczenia – jest nawrotka powinna być mata. W tym roku inna firma zajmowała się pomiarem czasu i mogę się tylko domyślać, że powodem braku maty na nawrotce były względy ekonomiczne.

    Co do trasy – jest trudna, to mówi każdy kto tu biega. Dlatego Twój wynik jest bardzo wartościowy. Nie biegłem w tym roku w Bytomiu (stałem na 1 punkcie żywieniowym z wodą i bananami.) więc trudno mi odnieść się do warunków panujących na trasie.
    Gratulacje! I zabieram się za czytanie Twojej relacji z Silesia Marathon….

    • Wybacz, że odpisuję dopiero teraz.

      W takim układzie, w sprawie tej przed biegowej modlitwy, wyszedłem na ignoranta. Biję się w piersi i inne części ciała :/ Dzięki, za wyjaśnienie! :)

      Do dyrektora pisałem już maila. Jestem ciekawy, czy weźmie go sobie do serca;)