17. PKO Poznań Maraton – 09.10.2016 r.

6

Po kilku chwilach zobaczyłem za sobą cień flag z oznaczeniem „3:30”. Jeden z pacemakerów poklepał mnie po ramieniu i krzyknął „Spróbuj z nami!”. No to spróbowałem.

81144-mpo16-1281-42-000101-mpo16_01_mtr_20161009_121321

Kolejne 2 kilometry bolały jak jeszcze nigdy przedtem. Z potwornym grymasem na twarzy walczyłem o każdy kolejny oddech. Tętno już wtedy znacznie przekraczało 180 unm. Postanowiłem, że choćby nie wiem co się stało, już się nie zatrzymam. Ważyły się losy złamania 3:30 h.

Po kilkudziesięciu metrach odłączyłem się od pacemakerów na 3:30. Na szczęście zrobiłem to w tę dobrą stronę. Zwiększyłem tempo i pognałem do przodu. Nie wiem jak tego dokonałem, ale każdy kolejny kilometr był szybszy od poprzedniego:

pol_konie

42-ty km to w ogóle był jakiś kosmos. Zrobiłem go w tempie 4:50 min/km. To właśnie wtedy w tłumie namierzyła mnie Ewelina robiąc te zdjęcia:

img_6865 img_6868 img_6876

Zaraz po ich wykonaniu był ostatni zakręt. W tle było widać już metę. Spojrzałem na Garmina, a tam czas 3:29:18. Ciężko było mi ocenić czy nadal mam szansę na wynik poniżej 3:30 h. Wiedziałem, że jak teraz nie dam z siebie 506%, to za kilka chwil mogę tego bardzo żałować. Rozpocząłem sprint jakiego jeszcze świat nie widział!

met_p

Zacząłem wymijać kolejnych biegaczy. W najszybszym momencie poruszałem się wtedy w tempie 3:36 min/km. Na kilka metrów przed metą już wiedziałem, że uda mi się zdążyć przed upływem 3:30 h. Podniosłem ręce w geście triumfu i przekroczyłem ostatnią matę z pomiarem czasu.

dsc_6828

Wynik: 3:29:41

Wreszcie! Po kilku latach udało mi się złamać te cholerne 3 godziny i 30 minut! Byłem z siebie niesamowicie zadowolony. Miałem co świętować.

dsc_6833

Zaraz za metą zgiąłem się w pół i zacząłem powolny proces dochodzenia do siebie. Ostatnie 10 km walki, dwa następne, które bolały jeszcze mocniej i te 200 m, które zrobiłem w jakimś istnym amoku – odbiły się na moim samopoczuciu. W tamtym momencie czułem się gorzej niż źle. Byłem wykończony.

Po chwili udałem się do miejsca, gdzie wręczono mi piękny medal i owinięto mnie folią termiczną. Kilka zdjęć i dotarłem do stoiska z zimnym piwem. Jeszcze nigdy piwo nie smakowało mi tak bardzo. Po jakimś czasie skryłem się w hali, w której po przebraniu ruszyłem w kierunku Eweliny i Magdaleny. Nie ukrywam, że wzruszyłem się na ich widok. Po tym wszystkim co przeżyłem wreszcie do nich dotarłem.

81144-mpo16-1281-42-000101-mpo16_01_mpa_20161009_094234_1

Kilka słów o moim biegu.  Uprzedzam, że będzie nieco gdybania.

Nie wiem jak to się stało, że tętno od samego początku było o wiele wyższe niż zazwyczaj. Warunki pogodowe były przecież ok. Domyślam się, że stres zrobił swoje. Chyba za bardzo się nakręciłem na wynik i jakoś tak samo wyszło. Dużo ryzykowałem biegnąc w tempie 4:44 min/km. Na całe szczęście ryzyko nie odbiło mi się czkawką. Do złamania 3:30 h zabrakło naprawdę niewiele. No bo ile to jest 19 sekund na dystansie 42 km i 195 m? Przecież wystarczyło, abym w trakcie jednego z marszobiegów dłużej szedł, niż biegł. Wystarczyło kilkanaście metrów pokonanych nieco wolniej i o nowej życiówce nie byłoby mowy.81144-mpo16-1281-42-000101-mpo16_01_mp_20161009_123219

Wiem, że kluczowe było tych kilka ostatnich kilometrów. Gdybym wtedy się poddał, to do tej pory plułbym sobie w brodę, że mogłem powalczyć, a tego nie zrobiłem.

Kilka słów o maratonie.

W Poznaniu biegłem pierwszy i (mam nadzieję) nie ostatni raz. Impreza została przygotowana w sposób wzorowy. Punkty z wodą były długie bardzo i równe dobrze zagospodarowane. Wolontariusze spisali się na 6 z plusem. Na ostatnich kilometrach ich doping naprawdę pomagał. Robili co mogli, aby nikomu nawet przez myśl nie przeszło, żeby przejść do marszu. Zresztą brawa należą się wszystkim kibicom, którzy stali w najróżniejszych miejscach i dawali z siebie wszystko. Szczególnie w taką pogodę.

Aplikacja, którą można było pobrać na smartfona przed zawodami, spisała się rewelacyjnie. Czasy z poszczególnych pomiarów były pokazywane bez żadnych opóźnień. Bardzo dobrze zorganizowano strefę za metą, a możliwość wzięcia kwiatka dla osoby, która w chłodzie czekała na Ciebie kilka dobrych chwil, było dodatkowym atutem. Spotkałem się z tym pierwszy raz. Mam nadzieję, że inni również wpadną na ten pomysł.

dsc_6832

Tereny Międzynarodowych Targów Poznańskich są po prostu stworzone do obsługi tego typu wydarzenia. Chyba jeszcze nigdy nie przygotowywałem się do maratonu w tak komfortowych warunkach.

Jeżeli mowa o trasie to, aż chciałoby się wbiec na Stary Rynek jak ma to miejsce w Krakowie czy we Wrocławiu. Moim zdaniem nie jest, aż tak szybka, jak ta na Orlen Warsaw Marathon. Kilka podbiegów po dwudziestym kilometrze naprawdę dało mi w kość.

A medal to już naprawdę wyższa szkoła jazdy. Na zdjęciu nie prezentuje się, aż tak rewelacyjnie jak w rzeczywistości. Duży, ciężki i cholernie ładny. Wprost proporcjonalnie do trudu, który włożyłem, aby go otrzymać.

14_2016

Do Poznania postaram się jeszcze kiedyś wrócić.
To jeden z tych maratonów wartych powtórzenia.

Na koniec chciałbym mocno pogratulować Agnieszce Gortel-Maciuk, która z czasem 2:35:59, zameldowała się na mecie jako pierwsza kobieta (6 w klasyfikacji OPEN).

DSC_5393

Nigdy bym nie przypuszczał, że będę miał zdjęcie ze zwyciężczynią w biegu [zrobione w trakcie Mattoni Olomouc Half Marathon 2016], w którym uda mi się złamać 3:30 h 😉

[zdjęcie główne jak i te wykonane w trakcie biegu pochodzą z serwisu fotomaraton.pl]

1 2 3 4
Podziel się ->