1. Wizz Air Katowice Half Marathon 2018 – 10.06.2018 r.

2

Te 190 unm i pierwsze wizje braci Mroczków przed oczami, pojawiły się w okolicy 16-ego km. Poprzedzał go stromy podbieg. Zamknąłem powieki, zacisnąłem pięści i jakoś udało mi się na niego wdrapać. Wiedziałem, że teraz będzie tylko lepiej. Czekał nas kilkukilometrowy zbieg.

Z powrotem znaleźliśmy się na ul. Francuskiej. Po ok. 1,5 km pojawił się zakręt w lewo, a przed naszymi oczami – długo wyczekiwany zraszacz. Cóż to była za ulga! Schłodziłem głowę, czapkę i kawałek żagla.

34962777_1812189962174996_5339789958439763968_o[zdj. Michał Filecki]

Byłem gotowy na ostatnie 3 km.

Kolejny zakręt i kolejny zbieg, którym dotarliśmy do rynku. Wydawało mi się, że tam doping będzie największy. Okazało się, że było podobnie jak przez większość trasy: panowała tam cisza i względny spokój.

Feta pojawiła się dopiero w okolicy ronda. Po prawej stronie było już widać metę. Aby do niej dotrzeć trzeba się było najpierw pokonać kilkusetmetrowy podbieg. W trakcie swoich dotychczasowych startów, wdrapywałem się na jego szczyt już wielokrotnie. W życiu nie kosztowało mnie to jednak tyle wysiłku, jak w czasie tego niedzielnego przedpołudnia.

20180610_121533Tętno dobijało do maksymalnego, słońce piekło, a plecak zamierzał oderwać mi głowę od reszty ciała. Chciało mi się pić, a mięśnie nóg atakowała coraz większa ilość skurczy. Gdyby nie to, że byłem pacemakerem, z chęcią przeszedłbym sobie wtedy do marszu, albo usiadł na chwilę na krawężniku i się poopalał. Miałem miliard powodów, aby to zrobić. Walka trwała jednak nadal.

Na całe szczęście dysponowałem kilkudziesięciosekundową nadwyżką, którą zamierzałem wykorzystać na ostatnich dwóch kilometrach. Czułem się co najmniej tak, jakby ktoś ofiarował mi tysiąc złotych, który następnie – pardon my French – mógłbym rozpieprzyć na same pierdoły.

Udało się! Dotarłem na koniec podbiegu. Przeszedłem do szybkiego marszu, chwyciłem kubek z wodą i byłem gotowy na finisz. Na całe szczęście do mety prowadziła długa, stroma prosta.

W tamtym momencie większość biegaczy włączała tryb sprintu. Mnie się nigdzie nie spieszyło.
Kilometr zrobiłem w 5:22 min.

35102405_2139781442717589_1017174330162806784_o[zdj. Festiwal Biegów]

Zatrzymałem się kilkadziesiąt metrów przed metą. Spojrzałem na Garmina, a tam 30-sekundowy zapas. Nie pozostało mi nic innego jak poderwać do biegu ostatnich biegaczy. Wyciągnąłem dłoń, a oni finiszując, przybijali mi piątki. Głośno krzyczałem ile czasu zostało do złamania 1:50 h. Kilka osób słysząc to, mocno przyspieszyło.

34963308_2139782716050795_1016261417684172800_o[zdj. Festiwal Biegów]

20… 15… 10… 8 sekund.

Chwilę później przekroczyłem metę.

20180610_115911Wynik: 1:49:57

Chwyciłem wodę i wziąłem medal. Średnie tętno z całego biegu wyniosło 182 unm. Byłem wykończony. Chyba po raz pierwszy w życiu bieg kosztował mnie tyle wysiłku.

20180610_120256

W mojej dotychczasowej „karierze” zdarzały się oczywiście biegi w gorszych warunkach atmosferycznych. Wtedy miałem jednak ten luksus, że mogłem sobie zwolnić. Przejść do marszu, albo stanąć na dłużej udając, że akurat robię zdjęcia do swojej relacji. W tym przypadku nie było zmiłuj. Trzeba było zrealizować cel.

20km_wizzairKilku biegaczy podeszło do mnie i podziękowało za prowadzenie. Nie ukrywam, że samemu o wiele trudniej prowadzi się grupę i pilnuje tempa. Z rytmu najbardziej wybijały mnie punkty z wodą, na których niejednokrotnie trzeba było się zatrzymać, aby dostać coś do picia. Wolontariusze, choć dwoili się i troili, nie byli w stanie na bieżąco podawać wody. Cciężko było później wrócić do ustalonego wcześniej tempa.

20180610_094524Wkrótce zadzwoniłem do Karoliny. Okazało się, że po chwili odpoczynku była w stanie kontynuować bieg.

Wróciłem do domu. Resztkami sił wziąłem prysznic i za chwilę wróciłem z powrotem do Katowic.
O 15:00 miała pobiec Magda. Relację z organizacji jej biegu znajdziecie na samym końcu.

Jak oceniam półmaraton?

Wiem, że był problem z medalami dla osób, które metę mijały po ok. 2:08 h od startu. Że w strefie za metą brakowało wody i izotoników. Że nie wszystkie kurtyny wodne działały, a bieg na 10 km został poprowadzony złą trasą. Mało tego, sama trasa była miejscami niewłaściwie oznaczona. Albo brakowało tabliczek, albo były ustawione w innych miejscach. Odpowiedzi na część z tych zarzutów padła w wywiadzie, którego Mateusz Banaś – dyrektor biegu, udzielił portalowi Biegowe.pl [link]. W niedługim czasie pojawił się także wpis na FaceBooku [link].

Na duży plus zaliczam całą otoczkę informacyjną. Dobrze skrojona strona z ciekawie zaprojektowanymi materiałami graficznymi i audiowizualnymi. Wolontariusze spisali się na medal. Trasa była ciekawa i wymagająca.

20180610_120010Nie jestem alfą i omegą w organizacji imprez biegowych. Ba! Ani jednej w życiu nie zorganizowałem. W trakcie każdego biegu staram się jednak dostrzec rzeczy, które można by poprawić, aby kolejna edycja była tylko lepsza.

Co więc można by poprawić?
Jak ja to widzę?

1 2 3 4
Podziel się ->
X
X