(Udany) debiut w maratonie – kompendium wiedzy

0

Planujecie przebiec maraton? Nie mieliście tego w planach, ale w trakcie rejestracji na półmaraton kliknęliście w nieodpowiednie pole i już nie ma odwrotu? Przy okazji to będzie Wasz debiut? Wybornie! Przed Wami kilka porad, które powinny Wam pomóc komfortowo dotrzeć do mety.

Poniższa lista powstała w oparciu o moje (skromne) maratońskie doświadczenie. Do tej pory pokonałem ich 18. Niestety nie wszystkie tak, jakbym chciał, a więc z gracją i energią do ostatnich metrów.

Zaczynajmy!

1. Przeczytaj regulamin. Zapoznaj się z trasą i jej profilem.

Jestem przekonany, że od tego powinno się w ogóle zacząć proces rejestracji. W regulaminie napisane jest przykładowo w jakich godzinach otwarte jest biuro zawodów, do kiedy obowiązuje niższa opłata startowa, a także gdzie można zaparkować samochód.

Regulamin dla debiutanta może wydawać się za długi i zbędny. Wbrew pozorom jest tam wiele cennych informacji.

Druga sprawa to trasa i jej profil.

Maratonów z idealnie płaską trasą jest jak na lekarstwo. Zazwyczaj w jej trakcie pojawi się jakiś kilometrowy podbieg, bardzo ostry skręt w prawo czy kilkaset metrów po bruku, którego nie każdy jest wielkim fanem. Warto po prostu wiedzieć na co się przygotować. Pomocny może okazać się Google Street View, gdzie będziecie mogli sprawdzić wszystkie newralgiczne punkty.

Koniecznie przeanalizujcie kolejne kilometry trasy. Przede wszystkim zerknijcie, na którym z nich znajdują się punkty z wodą, izotonikiem i prowiantem. Wbrew pozorom nie zawsze muszą wystąpić jednocześnie. Czasami jest tak, że na pierwszych punktach znajduje się tylko woda i izotonik. Banany, cytrusy i czekolada pojawiają się dopiero w dalszej części trasy.

2. W czym wystartować?

To jest chyba najważniejsze pytanie, które zadaje sobie każdy debiutujący maratończyk. Oczywiście poza tym, czy w ogóle dotrze do mety i co powie w pracy/w domu, gdy nie dotrwa do końca i zafunduje sobie DNF.

Jeżeli maraton rozpoczyna się o godz. 9:00, na miejscu możecie się pojawić nawet po godz. 6:30. Co to oznacza? Że najprawdopodobniej będzie Wam zimno.

Jeżeli w ciągu dnia zapowiadają kilkanaście stopni na plusie, to radzę Wam nie sugerować się tym początkowym chłodem i od razu ubrać krótkie spodenki i koszulkę z krótkim rękawem.

W strefie startowej możecie czuć jeszcze jakiś dyskomfort, ale daję sobie głowę uciąć, że po kilku kilometrach będzie już ok. Po 30-stym, nawet gdyby nagle ochłodziło się do kilku stopni Celsjusza, a z nieba  miało walić gradem wielkości dojrzałych melonów, Wam i tak będzie już wtedy wszystko jedno.

Najgorsze co można zrobić, to ubrać się za ciepło. Maraton w kurtce gdy o 12:00 ma być 17 stopni? Są i tacy śmiałkowie, ale zazwyczaj biegną dłużej, niż zakładali.

No i dosyć istotna informacja: biegnijcie w sprawdzonych ciuchach i butach. Na eksperymenty związane m.in. z wyborem koszulki, czapki i pasa z bidonami, mieliście dostatecznie dużo czasu. Nie róbcie tego za pięć dwunasta.

3. Zapasowa odzież. Peleryna / koc termiczny.

No więc co zrobić, skoro do startu zostało np. 1,5 h, a z zimna szczękacie zębami? Macie do wyboru 2 warianty (zaleca się stosować łącznie):

1) Zapasowa odzież.

Jeżeli bierzecie udział w dużych maratonach (takich na kilkadziesiąt tysięcy ludzi), to proponuję zawczasu udać się do tzw. palucha grzebalucha, gdzie kupicie sobie ciuchy, które będziecie mogli wyrzucić przed samym startem. Spowoduje to, że nie będzie ich musieli zostawiać w depozycie, który niejednokrotnie znajduje się z dobrych kilkaset metrów od linii startu.

2) Peleryna / koc termiczny.

Jeżeli pada, wieje wiatr bądź odczuwacie delikatny chłód, lepszym rozwiązaniem będzie zakup peleryny u Chińczyka za przysłowiowe 5 zeta. Z tego rozwiązania korzystam od wielu lat.

Dzięki temu do ostatniej chwili możecie się jeszcze ogrzać. No i bez problemu możecie tak pokonać kilka początkowych kilometrów. Warto wtedy zaopatrzyć się w taką pelerynę, którą da się rozpiąć i szybko zrzucić w trakcie biegu.

4. Plastry na sutki, a wazelina w krocze.

Na pierwszy rzut oka nazwa punktu może sugerować tytuł jakiegoś filmu, który emitują na Polonii 1 po 23:00. Nic bardziej mylnego.

Jeżeli jesteś facetem i dodatkowo jesteś wyposażony w parę sutków, to powinieneś się o nie zatroszczyć. Szczególnie jeżeli czeka Cię ponad 40 km biegu.

Gdy zaczynałem swoją przygodę ze startami, ze zdziwieniem spoglądałem na zawodników, którzy przed dłuższymi biegami zaklejali sobie sutki.
Do czasu.

sutki

Pamiętam jak po jednym z dłuższych treningów wróciłem do domu z lekko zakrwawionymi sutkami. Tak jak już kiedyś napisałem:

Sutki jak to sutki. Gdy ciepło – śpią. Gdy zimno – trwają na straży wskazując przy tym gwiazdę polarną. Dodatkowo, gdy przejeżdża po nich syntetyczna tkanina przez godzinę, bądź dwie – psują się. Zapewne większość z Was widziała już nieraz ludzi ze strugami krwi na przodzie koszulki. U mnie nie było tak tragicznie, ale mimo wszystko alantan się przydał. Od tej pory zaklejam je plastrem tkaninowym i problem już się nie pojawił.
[tekst -> Poradnia dr Etkera odc. 1].

Podobnie jest z wazeliną:

wazelina

Kojarzy się z szybkim awansem i (wy)pięciem (się) na szczeblach drabiny-kariery. Wazeliniarza lepiej nie mieć w znajomych na fejsiku, bądź na vk.com. Warto go mieć na oku! Niestety, w trakcie mojej „biegowej” kariery, sam się nim stałem.

Nie każdy ma bezpieczny przesmyk między udami. Jeżeli biegniesz w krótkich spodenkach, a ów przesmyk u Ciebie nie występuje, to masz problem. Zapewne za kilkanaście kilometrów zatrzesz się TAM na amen, a później będziesz spędzał czas na smarowaniu się TAM kremem i siedzeniu w iście wulgarnym rozkroku.

Powiadam Wam! Lekarstwem na to jest wazelina! Trzecie prawo tarcia będzie Wam niestraszne!

[tekst -> Poradnia dr Etkera odc. 2].

Tyle w temacie.

5. Skracaj drogę.

Bynajmniej nie chodzi mi o to, że w trakcie maratonu masz podjechać sobie Uberem między jedną, a drugą matą z pomiarem czasu. Ważne jest, aby cały czas poruszać się po niewidzialnej (bądź widzialnej – jeżeli biegniecie np. w takim Berlinie) linie atestu trasy. Ta linia to nic innego jak najkrótsze regulaminowe połączenie między startem, a metą. Na tym powinniście się skupić.

Widzicie z daleka, że czeka Was zakręt w lewo? Od razu przyklejcie się do lewej strony jezdni i trzymajcie się blisko krawężnika. Jeżeli macie przed sobą kilka zakrętów, to rysujcie sobie w głowie linie, którymi będziecie się poruszać. Nie dajcie się ponieść tłumowi, który wybierze nieco dłuższą drogę. Sam czasami się na to nabieram.

Wystarczy się chwilę zamyślić. Człowiek biegnie w grupie i dopiero po chwili dostrzega, że grupa biegnie nie tak, jak powinna.

Oto przykład:

To niby pierdoły, ale dzięki temu jesteście w stanie zaoszczędzić kilkadziesiąt, jak nie kilkaset metrów. W dużych maratonach zdarzało mi się pokonywać nawet 43 km. Dla każdego debiutanta te kilkaset ostatnich boli zazwyczaj najbardziej.

Czy nie lepiej sobie tego bólu nieco zaoszczędzić?

1 2
Podziel się ->