Close Menu
    Facebook X (Twitter) Instagram
    Facebook Instagram YouTube
    drogadotokio.pl – Blog o bieganiu
    • Relacje
      • Starty
      • Treningi
    • World Marathon Majors
      • Boston Marathon – 2023 i 2024
      • Virgin Money London Marathon – 2019
      • Bank of America Chicago Marathon – 2018 i 2022
      • TCS New York City Marathon – 2017 i 2019
      • Tokyo Marathon – 2015
      • BMW Berlin Marathon – 2013 i 2021
    • RunCzech
    • Testuję
    • Teksty
    • Tablica wyników
    • Więcej info
      • FAQ
      • Media
      • O mnie
      • Współpraca
    drogadotokio.pl – Blog o bieganiu
    Jesteś tutaj:Home»Relacje»14 Tyski Półmaraton – 05.09.2026 r.

    14 Tyski Półmaraton – 05.09.2026 r.

    0
    By Marek on 26 września 2026 Relacje

    Choć nie dałem tego po sobie poznać, to cały czas myślałem o swoim – jakkolwiek romantycznie to nie zabrzmi – udzie i części pachwiny. Niestety, z racji niedomagania lewej nogi, część obowiązków przejęła prawa część ciała. Pech chciał, że od jakichś dwóch miesięcy czułem dziwny ból. Właśnie w udzie i pachwinie. Zazwyczaj pojawiał się gdzieś po 10-tym kilometrze. Tego dnia mocno bałem się tego, czy dam radę poprowadzić grupę. Nie chciałem zawieźć ludzi, którzy tego dnia mi zaufali.

    O Artura byłem spokojny. Dla niego było to trening przed kolejnymi startami. Dla mnie było to drugi i ostatni start w tym roku. Bieg, na który szykowałem się od kilku dobrych miesięcy.

    Wkrótce zameldowaliśmy się przy Jeziorze Paprocańskim.

    Spojrzałem za siebie i ekipa cały czas dopisywała. Staraliśmy się ją zagadywać. Że do mety już znacznie bliżej, niż dalej. Że za chwilę pojawi się wodopój, a w miejscu zmian sztafet może być nieco tłoczno.

    Ja dodatkowo nieustannie wykrzykiwałem czas danego kilometra. Pamiętam, że wtedy wszyscy spoglądali na swoje cyferblaty i kontrolowali moment pokonania kolejnej flagi.

    [zdj. Joanna Drozdek]

    Co jakiś czas trafialiśmy na punkty dopingu. Muszę przyznać, że mocno nas dopingowały. Podobnie zresztą jak kibice, którzy zaskakiwali nas muzyką z JBLa puszczaną z dużego pokoju, bądź miarowym uderzaniem pokrywką o pokrywkę. Z balkonu. Gdzieś na ósmym piętrze.

    Po wybiegnięciu z Paprocan czekał na nas krótki, acz upierdliwy podbieg. Wcześniej mijaliśmy wodopój. Powiedziałem wtedy do Artura, że zwolnimy i damy się im w spokoju napić. Mieliśmy kilkadziesiąt sekund zapasu, więc mogliśmy sobie na to pozwolić.

    Po podbiegu pojawił się długo oczekiwany zbieg do jednego, ze stu rond, które tego przedpołudnia pokonaliśmy. Najgorsze było przed nami, a więc podbieg na Armii Krajowej.

    [zdj. Martyna Marcinkowska]

    Pamiętam go doskonale z każdej edycji Tyskiego Półmaratonu, w której uczestniczyłem. Wiedziałem, że może zaboleć.

    Artur biegł przodem, a ja nieco wyhamowałem spoglądając za siebie. Ludzi było nieco mniej, niż jeszcze kilka kilometrów wcześniej. To naturalna kolej rzeczy. Najważniejsze było to, aby zaopiekować się tymi, którzy jeszcze z nami zostali.

    [zdj. Michał Kosecki]

    Skręciliśmy w Armii Krajowej i rozpoczęła się zabawa. Dobieg do ronda był najbardziej wymagającą częścią trasy. Krzyknąłem do wszystkim, aby zwiększyli kadencję skracając krok i rozpoczęli mocne wymachiwanie rękami.

    Posłuchali mnie i wkrótce zameldowaliśmy na wierzchołku wzniesienia. Zostawiliśmy za sobą rondo, po czym dotarliśmy do kolejnego punktu z dopingiem. Tym razem – tak jak zawsze – w tym miejscu znajdował się punkt z lodem i śniegiem, z którego część osób skorzystała.

    [zdj, Michał Kosecki]
    [zdj. Michał Kosecki]

    Pogoda tego dnia była idealna. Nie za chłodno, ale przede wszystkim – nie za ciepło. W sam raz, aby zmierzyć się z dystansem półmaratonu i się nie zagotować.

    Skręciliśmy w lewo, po czym wkrótce zameldowaliśmy się na osiemnastym kilometrze. Do mety mieliśmy już naprawdę przysłowiowy rzut beretem.

    Kilka zakrętów dalej trafiliśmy do Parku Solidarności. Wybiegając z niego zaczęli się od nas odłączać kolejni biegacze. Na całe szczęście przyspieszali, a nie zostawali w tyle.

    Dziękowali nam za prowadzenie, po czym tyle ich widzieliśmy. Jeżeli w dalszym ciągu mieli siłę, to to był idealny moment na zwiększenie tempa. Do mety pozostało przecież niewiele ponad 1000 metrów, a my mieliśmy ponad 50 sekund zapasu do wyniku 1:55 h.

    Skręciliśmy w prawo i dotarliśmy na tartan stadionu lekkoatletycznego. Meta znalazła się w zasięgu naszego wzroku.

    W pewnym momencie pokusiłem się o pamiątkowe zdjęcie:

    Na ostatniej prostej przystanęliśmy, aby z całych sił dopingować biegaczy, którzy znajdowali się za naszymi plecami, ale na całe szczęście, w dalszym ciągu mogli się zameldować na mecie w czasie poniżej 1 godziny i 55 minut.

    To było niesamowite uczucie widząc, że część z nich właśnie dzisiaj wywiezie z Tychów nową życiówkę. Krzyczałem ile sił w gardle wskazując palcem osoby, które miały jeszcze mocniej przyspieszyć i spróbować odpalić resztkę nitro.

    Po chwili i my minęliśmy metę.

    Podziękowałem Arturowi za wspólny bieg.
    Misja wykonana!

    Kilka pamiątkowych zdjęć później ustawiliśmy się w kolejce po piwo zero, a także po coś, o czym nie wiedziałem, że w ogóle istnieje, czyli ser smażony z czarnuszką:

    Dotarłem do swoich dziewczyn i wspólnie czekaliśmy na start Magdy. W międzyczasie dotarło do mnie co się właśnie wydarzyło.

    Choć może zabrzmieć to niezwykle patetycznie, poczułem szczęście. Start w półmaratonie, ale przede wszystkim rola pacemakera, której podołałem, mocno odblokował mi głowę. Moje ciało jeszcze nie jest do końca sprawne i raczej nie wróci już do formy z 2022 roku, ale przynajmniej mogę wrócić do tego, co kocham i czego tak mocno by mi brakowało: do startów. A w szczególności do tych z balonami w tle.

    Organizację półmaratonu po raz kolejny mogę podsumować takimi o to słowami: chapeau bas! Podkreślam to, co już kiedyś napisałem: Tyski Półmaraton to ścisła czołówka jeżeli chodzi o organizację biegów.

    Punkty z dopingiem niosły jeszcze długo po ich minięciu. Wolontariusze byli bardzo pomocni, a stoły dobrze zaopatrzone.

    Po raz kolejny mógłbym także podkreślić jak bardzo dobrze prowadzone są socjale. Przed biegiem, na FB i Instagramie, można było znaleźć tonę potrzebnych informacji.

    Wiem jedno – do Tychów wracam za rok.
    Moim kolejnym celem jest nie tyle start, co kolejna fucha pacemakera. Zrobię co w mojej mocy, aby pobiec na szybszy czas.

    Taką 1:40 h czy 1:35 h biorę w ciemno.

    Tak więc kładę się na macie, biorę w stopę kettle’a i zabieram się za dalszą rehabilitację.

    Do następnego!

    1 2
    pacemaker półmaraton tychy tyski półmaraton
    Share. Facebook Twitter Pinterest LinkedIn Tumblr Email

    Więcej podobnych tekstów? Proszę bardzo:

    2026 Analog Devices Cork City Marathon – 31.05.2026

    Siemianowicka Piwna Mila 2025 – 11.10.2025 r.

    III Siemianowicki Bieg „Śladami Wojciecha Korfantego” – 27.04.2025 r.

    Leave A Reply Cancel Reply

    • Polub
    • Obserwuj
    Facebook
    Comments Box SVG iconsUsed for the like, share, comment, and reaction icons
    Marek - drogadotokio.pl
    24 godzin temu
    Marek - drogadotokio.pl

    Będzie krótko i na temat.

    Przed Wami relacja z Tyski Półmarat 💪

    Link znajdziecie w pierwszym komentarzu, bo w drugim się nie dało 🙅‍♂️
    ... Więcej...Mniej...

    Będzie krótko i na temat.

Przed Wami relacja z Tyski Półmaraton  💪

Link znajdziecie w pierwszym komentarzu, bo w drugim się nie dało 🙅‍♂️
    Zobacz na FB
    · Podziel się
    Share on Facebook Share on Twitter Share on Linked In Share by Email
    View Comments
    • Likes: 4
    • Shares: 0
    • Comments: 1

    Skomentuj na FB

    drogadotokio.pl/2026/09/26/14-tyski-polmaraton-05-09-2026-r/

    View more comments

    Load more
    Instagram
    Polecam

    Copyright © 2014-2025 Drogadotokio.pl

    Type above and press Enter to search. Press Esc to cancel.