Close Menu
    Facebook X (Twitter) Instagram
    Facebook Instagram YouTube
    drogadotokio.pl – Blog o bieganiu
    • Relacje
      • Starty
      • Treningi
    • World Marathon Majors
      • Boston Marathon – 2023 i 2024
      • Virgin Money London Marathon – 2019
      • Bank of America Chicago Marathon – 2018 i 2022
      • TCS New York City Marathon – 2017 i 2019
      • Tokyo Marathon – 2015
      • BMW Berlin Marathon – 2013 i 2021
    • RunCzech
    • Testuję
    • Teksty
    • Tablica wyników
    • Więcej info
      • FAQ
      • Media
      • O mnie
      • Współpraca
    drogadotokio.pl – Blog o bieganiu
    Jesteś tutaj:Home»Teksty»Bieganie z wózkiem – podsumowanie 3 lat

    Bieganie z wózkiem – podsumowanie 3 lat

    0
    By Marek on 1 lutego 2020 Teksty

    Nie ukrywam, że do napisania tego tekstu zbierałem się od dobrych dwóch miesięcy. W głowie mam miliard myśli i wspomnień, które ciężko jest mi ubrać w słowa. Mimo wszystko spróbuję. Przed Wami jeden z bardziej osobistych tekstów, które opublikowałem na drodzedotokio.pl. Zapraszam na podsumowanie 2 800 km, które wspólnie z Magdą pokonałem.

    Na długo przed Jej narodzinami postanowiłem zrobić dwie rzeczy. Po pierwsze chciałem być dla Niej najlepszym tatą, jakiego będzie sobie w stanie wyobrazić. Wiecie, żeby po latach była w stanie stwierdzić: „Kurde! Tata, to był jednak klawy gość!”. Jak tego dokonać? Wpadłem na pomysł, aby po prostu poświęcać jej tyle czasu, ile tylko będę w stanie. Telefon wyciągać przy Niej tylko i wyłącznie po to, aby zrobić Jej zdjęcie, a nie sprawdzać liczbę lajków w serwisach społecznościowych. Wsłuchiwać się w Jej potrzeby i w to, co ma do powiedzenia. Postarać się stworzyć jak najmocniejszą więź, która – mam nadzieję – zaprocentuje na kolejne lata. Szczególnie w tym coraz bardziej – pardon my French – popieprzonym świecie.

    A ta druga sprawa? Od kiedy w moim życiu pojawił się sport, to postanowiłem, że pojawi się on również u Magdy. I to wbrew pozorom nie musi być bieganie. Ważne, aby ruch był istotnym elementem Jej życia. To może być dżudo, rower albo akrobatyka.

    Jak połączyć te 2 sprawy? Odpowiedź była prosta – wózek biegowy.
    Przynajmniej w tym pierwszym etapie Jej życia.

    Na początku nie było to jednak takie oczywiste. Pomysł na wspólne treningi zaczął kiełkować w momencie, w którym odwiedzili nas przyjaciele. Tak się złożyło, że zabrali ze sobą także wózek do biegania. Najpierw chwilę się z nim przespacerowałem, a później się przebiegłem. Kilkadziesiąt metrów wystarczyło, aby upewnić się co do jednej kwestii: muszę go mieć!

    View this post on Instagram

    Kilka tygodni później do drzwi zapukał kurier i od tego momentu moje treningi nabrały zupełnie innej jakości.

    Pierwszy trening.

    Stresowałem się nim, jak mało czym. Serio! Matura ustna z historii przysporzyła mi mniej nerwów. Obawiałem się przede wszystkim tego, jak jazdę w wózku zniesie Magda. Czy nie zacznie płakać domagając się szybkiej ewakuacji? A jak przeżyjemy te kilkaset metrów bruku, którym rozpoczyna się Park Śląski. Czy za bardzo ją tam nie wytrząsie? Pytań było naprawdę sporo. Odpowiedzi na razie nie miałem ani jednej.

    Podczas pierwszego biegu zrobiliśmy 15 km. Tempo wyszło nawet całkiem niezłe, bo 4:51 min/km.

    Co przez ten czas robiła Magda?
    Zasnęła już po 10 minutach jazdy, więc chyba niewiele pamięta. Zresztą nie ma co się dziwić. Z premedytacją chodziłem biegać w godzinach drzemki Magdy, łącząc przyjemne z pożytecznym. Ewelina miała czas dla siebie, ja miałem zrobiony trening, a Magda nie dość, że się wyspała, to jeszcze zaliczyła spacer w tempie poniżej 5 min/km. To było idealne połączenie, które zawsze się sprawdzało.

    Od tego momentu na wspólne treningi chodziliśmy regularnie. W każdy weekend, przez blisko 3 lata. Ograniczały nas 4 rzeczy: choroba moja / choroba pasażerki / niesprzyjające warunku atmosferyczne / wyjazdy*

    (* – niepotrzebne skreślić)

    Kolejne etapy.

    Po kilku miesiącach od rozpoczęcia biegania z wózkiem zauważyłem, że drzemki Magdy stawały się coraz krótsze. Na początku spała prawie 1,5 h. Później zrobiła się z tego 1 h, 45 min, a następnie pół godziny. Jak w zegarku i co do sekundy.

    Im mniej było snu, tym więcej i baczniej Magda obserwowała otaczający Ją świat. Zamiast śpiocha, miałem więc osobę, której mogłem zacząć go tłumaczyć. Miałem wreszcie kogoś, do kogo mogłem się odezwać. Przez te ponad 7 lat samotnego biegania, to była niesamowita odmiana.

    W sobotę i w niedzielę robiliśmy od 15 do 25 km. Długość treningu była uzależniona od tego kiedy Magda się obudziła. Jeżeli sen trwał długo, to wtedy mogłem sobie pozwolić na nieco dłuższy dystans.

    Doskonale pamiętam rytuał związany z pakowaniem. Woda, dodatkowy bidon z herbatą, chrupki kukurydziane, chusteczki odświeżające i kilka rzeczy na zmianę. Mam gdzieś nagrane, gdy pytam się Jej czy idziemy biegać. W odpowiedzi Magda żywiołowo przebierała rękami. To znak, że była na tak.

    Pogoda.

    Z wózkiem biegałem we wszystkie pory roku. Kapitulowałem, gdy temperatura odczuwalna schodziła 5 kresek poniżej zera, albo akurat trwało oberwanie chmury.

    Niewielki deszcz, śnieg czy lód, nie był nam straszny. Kilka dodatkowych warstw ciuchów, śpiworek, bądź folia przeciwdeszczowa i byliśmy gotowi na kolejne kilometry. Często mocno Jej zazdrościłem, gdy w niedzielę rano wbiegaliśmy do parku, a ona właśnie zasypiała. Co ja bym dał, aby wtedy się z nią zamienić miejscami. Zasnąłbym w sekundę!

    Wielokrotnie cały park mieliśmy tylko do swojej dyspozycji. Szczególnie, gdy pogoda była z gatunku tych niemrawych.

    Problem sprawiał mi lód, który kilka razy pojawił się na trasie. Po jednym weekendzie ślizgania się na nim, zafundowałem sobie kontuzję lewego kolana. Wózek, wraz z Magdą, z każdym miesiącem był coraz cięższy. Pokonywanie licznych podbiegów, przy ponad 20 kg obciążeniu, nie należało do najłatwiejszych rzeczy.

    Z jednej strony pojawiały się niewielkie kontuzje, z drugiej – rosła siła biegowa.
    Doszło do tego, że udami jestem w stanie rozgnieść kilka kokosów i otworzyć paprykarz szczeciński.

    Taka drzemie w nich moc!

    1 2 3 4
    bieganie z wózkiem podsumowanie
    Share. Facebook Twitter Pinterest LinkedIn Tumblr Email

    Więcej podobnych tekstów? Proszę bardzo:

    Podsumowanie II kwartału 2026 r.

    Podsumowanie I kwartału 2026 r.

    Biegowe podsumowanie 2025 r.

    Leave A Reply Cancel Reply

    • Polub
    • Obserwuj
    Facebook
    Comments Box SVG iconsUsed for the like, share, comment, and reaction icons
    Marek - drogadotokio.pl
    19 godzin temu
    Marek - drogadotokio.pl

    @obserwujący wybaczcie, ale będzie trochę długo 🤷‍♂️

    Choć może na poniższym zdjęciu wcale tego nie widać, to uwierzcie, że w środku cały aż chodzę 💃 🕺

    Od niedzielnego Silesia Marathon zalewa mnie niewyobrażalna fala pozytywnych komentarzy, na którą w ogóle nie byłem przygotowany.

    Kilka dni przed maratonem odezwał się do mnie Marcin, który spytał czy będę stał, tam gdzie zawsze, a więc w okolicy 37. km. Odpowiedziałem, że chyba nie dam rady się pojawić, więc swoje miejsce z chęcią mu odstąpię.

    W niedzielę zrobiłem 19 km mijając część z Was pod stadionem. Wracając do mieszkania stwierdziłem, że nie ma bata -> muszę się pojawić!

    W ramach testu stroju na imprezę Halloween, przywdziałem szaty kardynała, ubrałem medal Majora i doczepiłem się do Marcina, jego synka Tymka i kilkuosobowej ekipy.

    Przez kolejne 3,5 godziny robiłem co mogłem, aby nieco ułatwić Wam pokonanie podbiegu, który jest creme de la creme Silesia Marathonu.

    Przez te 3,5 godziny czułem niesamowitą radość i satysfakcję.
    Byłem cholernie dumny z każdej/z każdego z Was, kto - może właśnie za sprawą naszego punktu z dopingiem - postanowił przerwać marsz i z powrotem wrócić do biegu.

    I to nie ja tu jestem jakimś bohaterem,
    a Wy <3

    Nic.

    Idę dalej odświeżać skrzynkę pocztową, bo po odrzuceniu na maratony w Londynie, Berlinie, Tokio i Osace, czas na odmowę z Copenhagen Half Marathon 🙃

    I druga sprawa - muszę skrócić swoją liturgiczną szatę, bo skoro potykam się o nią będąc w wysokich carbonach, to co to będzie jak ubiorę do nich klasyczne, czarne trzewiki?

    W moim wieku mógłbym z powrotem na cito wrócić do Rept 🥸

    Dobry wieczór! 🎩
    ... Więcej...Mniej...

    @obserwujący wybaczcie, ale będzie trochę długo  🤷‍♂️

Choć może na poniższym zdjęciu wcale tego nie widać, to uwierzcie, że w środku cały aż chodzę 💃 🕺

Od niedzielnego Silesia Marathon zalewa mnie niewyobrażalna fala pozytywnych komentarzy, na którą w ogóle nie byłem przygotowany.

Kilka dni przed maratonem odezwał się do mnie Marcin, który spytał czy będę stał, tam gdzie zawsze, a więc w okolicy 37. km. Odpowiedziałem, że chyba nie dam rady się pojawić, więc swoje miejsce z chęcią mu odstąpię.

W niedzielę zrobiłem 19 km mijając część z Was pod stadionem. Wracając do mieszkania stwierdziłem, że nie ma bata -> muszę się pojawić!

W ramach testu stroju na imprezę Halloween, przywdziałem szaty kardynała, ubrałem medal Majora i doczepiłem się do Marcina, jego synka Tymka i kilkuosobowej ekipy.

Przez kolejne 3,5 godziny robiłem co mogłem, aby nieco ułatwić Wam pokonanie podbiegu, który jest creme de la creme Silesia Marathonu.

Przez te 3,5 godziny czułem niesamowitą radość i satysfakcję.
Byłem cholernie dumny z każdej/z każdego z Was, kto - może właśnie za sprawą naszego punktu z dopingiem - postanowił przerwać marsz i z powrotem wrócić do biegu.

I to nie ja tu jestem jakimś bohaterem, 
a Wy
    Zobacz na FB
    · Podziel się
    Share on Facebook Share on Twitter Share on Linked In Share by Email
    View Comments
    • Likes: 64
    • Shares: 0
    • Comments: 17

    Skomentuj na FB

    Nie wiem czy dobrze pamiętam, ale ja mierząc się z podbiegiem widziałam szanownego ekscelencję wysoko unoszącego jakiegoś doodla w powietrze… I myślę sobie… chyba mam halucynacje… Zbiegło się to z momentem, w którym moje myśli kotłowały i zastanawiałam się czy może nie odpuścić, choć chwilkę się przespacerować. Ale dałam radę!! Biegłam dalej. Dziś opowiadam te historię mężowi:) mówię, że jakiś świr w biskupich szatach stał z piesełem i kibicował:) Pokazuje zdjęcie, a Adam mówi… no tak Marek…:) pozdrawiamy!!! P.s. to był mój pierwszy półmaraton… może nie ostatni;)??

    Bóg zapłać

    Na Cracovia Maraton był prawdziwy ksiądz , s taktycznym dla mnie punkcie ..;)

    Jego Zacna Eminencjo ! Jest Eminencja nie do podrobienia 😁

    Jej.. pozdrawiam👋Tak- doping pomógł, to był etap, że nadawałam się do "ostatniego namaszczenia", ale ozdrowiałam i dobiegłam do celu- dziękuję - czasem tak niewiele, a pomaga- uśmiech i poczucie humoru potrafią zdziałać cuda- pozdrawiam - pątniczka Silesia maraton 🤣

    Wasz doping dodał skrzydeł ! Dzięki 🙏

    Super pomysł

    A ja mówię widzę kapłana .. to już jest koniec 😜😂

    Pobiłeś rekord wiernych biegaczy na niedzielnej ceremonii biegowej 🙂

    Do tej pory Cie nie znałam ani "majora"... i uwaga serio myślałam że jakiś kościelny kozak z siemianowic pofatygował się na trasę 😅🙈 i chyba stąd ten znak krzyża w kryzysie 🤣

    Ojcze Marco, liczę na Twoje błogosławieństwo, kiedy będę mierzył się z zamiarem łamania 4 h na tej trasie - dam znać tydzień wcześniej... Może za rok, może za dwa 😉

    Dzięki za doping! Działał! 💪💪

    Ja również dziękuję za piątkę🙌w tamtej okolicy miałam chyba największy kryzys 🙈

    Nie wiem co się działo w moim umyśle walcząc o życiówkę na podbiegu do wieży telewizyjnej, ale byłem przekonany, że ten strój to… Kimono 😅👘 Dzięki za piątkę!🙌

    Poczułam presję i chwilę po minięciu Ekscelencji ruszyłam z powrotem do biegu 🤟Zastanawiałam się, czy ja dobrze widzę 😀

    Bosko😁 Cię było spotkać!Dzięki za dodanie siły!

    View more comments

    Load more
    Instagram
    Polecam

    Copyright © 2014-2025 Drogadotokio.pl

    Type above and press Enter to search. Press Esc to cancel.