Close Menu
    Facebook X (Twitter) Instagram
    Facebook Instagram YouTube
    drogadotokio.pl – Blog o bieganiu
    • Relacje
      • Starty
      • Treningi
    • World Marathon Majors
      • Boston Marathon – 2023 i 2024
      • Virgin Money London Marathon – 2019
      • Bank of America Chicago Marathon – 2018 i 2022
      • TCS New York City Marathon – 2017 i 2019
      • Tokyo Marathon – 2015
      • BMW Berlin Marathon – 2013 i 2021
    • RunCzech
    • Testuję
    • Teksty
    • Tablica wyników
    • Więcej info
      • FAQ
      • Media
      • O mnie
      • Współpraca
    drogadotokio.pl – Blog o bieganiu
    Jesteś tutaj:Home»Relacje»2026 Analog Devices Cork City Marathon – 31.05.2026

    2026 Analog Devices Cork City Marathon – 31.05.2026

    0
    By Marek on 25 czerwca 2026 Relacje

    Siedzę nad tym tekstem już od dłuższej chwili i nie za bardzo wiem od czego zacząć. Czy może od tego, że biegowego DNF (dop. red. „Did Not Finish”) nie miałem nigdy, ale za to, jak przytrafił mi się DNS (dop. red. „Did Non Start”) to nie wiedziałem czy kiedykolwiek się pozbieram i czy w ogóle coś jeszcze będzie z tego biegania? No bo czymże jest taki DNS? Oznacza, że się komuś nie chciało wystartować? Nie dojechał? Zapomniał? Rozmyślił się? Przytył i przestał się ruszać? Czy, że co? Hmm?

    Maraton w Cork miałem w planach już kilka lat temu. Ostatecznie zapisałem się na niego na 2025 rok. Od razu kupiłem bilety lotnicze i w domowym zaciszu trenowałem klaskanie. Takie głośne, aby wszystkich zaskoczyć zaraz po wylądowaniu.

    W 2025 r. wydarzyło się jednak to i tamto. Prawie bez bólu, ale za to na sterydach, udało mi się nawet polecieć do tej Irlandii i odebrać pakiet. Tylko tyle byłem w stanie zrobić:

    Wtedy jeszcze nie wiedziałem jak dalej potoczy się ta fabuła. Odbierając pakiet i wiedząc, że nie wystartuję, nie zdawałem sobie sprawy z tego, że kilka tygodni później położę się na stole operacyjnym jednego z bytomskich szpitali, a wakacje spędzę w Reptach. Że pomimo tego gargantuicznego wysiłku związanego z nieustanną rehabilitacją, w dalszym ciągu noga nie jest do końca sprawna. No i nawet za dodatkową kasę, nikt nie jest w stanie mnie uspokoić, że to się kiedyś zmieni na lepsze.

    Cóż. Życie…

    Pamiętam, że gdy w 2025 roku odbierałem pakiet, w rogu sali znalazłem pamiątkową tablicę. Wyryłem na niej – nie pierwszej świeżości – flamastrem , takie oto słowa: „Wracam za rok!”.

    I wiecie co?

    spojler alert
    wróciłem!!!!11

    Po pakiet udałem się w piątek, na dwa dni przed biegiem. Podobnie, jak miało to miejsce w 2025 roku, biuro zawodów i EXPO mieściło się jednym z budynków należących do miasta Cork. Budynek z zewnątrz, jak i od środka, prezentował się niezwykle okazale. Po wejściu trafiłem na dywan z napisem „Welcome”, który wskazał mi kierunek dalszej drogi.

    Minąwszy drzwi dotarłem do auli. Na początku moim oczom ukazały się stoiska z różnymi biegowymi gadżetami. Zaraz za nimi tłum się nieco przerzedził i dzięki temu mogłem dostrzec scenę. To właśnie przed nią miałem odebrać pakiet na maraton.

    Podszedłem do stolika, pokazałem dowód, a w zamian za to otrzymałem to. Najprawdziwszy numer startowy! Coś, o co w pocie czoła walczyłem od blisko roku. Może zabrzmi to niezwykle patetycznie, ale robiąc sobie takie oto zdjęcie:

    Ja już czułem się jak zwycięzca.

    Podobnie, jak w latach ubiegłych, znalazłem sobie wolny kąt i rozłożyłem zawartość pakietu, aby wykonać pamiątkowe zdjęcie.

    Co znalazłem w pakiecie oprócz numeru startowego?

    Bardzo dobrej jakości koszulkę, kubek, długopis, przyszywkę i skarpetki. Dodam, że tak miękkich skarpetek moje dłonie w życiu nie dotykały.

    Jako, że maraton to był jedynie pretekst, aby ponownie spotkać się z przyjaciółmi, wsiedliśmy do samochodu i rodzinnie udaliśmy się do niewielkiej miejscowości kilka kilometrów na wschód.

    Obaw przed maratonem miałem sporo. Każda długotrwała kontuzja, oprócz rzecz jasna sprawności, odbiera także – wypracowaną przez lata – pewność siebie, a także komfort. Pojąłem to, gdy po kilku miesiącach od operacji mogłem nieśmiało wrócić do biegania. Nie miałem ani pierwszego, ani drugiego. Zaczynałem od zera.

    Lewa noga jakby nie była moja i musiałem się z nią na nowo zakolegować. Te amory trwały dobre kilka miesięcy. Lecąc ponownie do Cork, wiedziałem, że jestem w stanie przebiec 20 km w tempie 5:10-5:15 min/km. Ale czy będę mógł przebiec 30-35 km? To była jedna wielka niewiadoma. Plan na bieg był więc następujący: genialnie, że w ogóle mogę pobiec. Fajnie byłoby ukończyć bieg. Czy nastawiam się na jakiś czas?

    Nie sądziłem, że to kiedyś napiszę, ale mając PB 2:55:45 marzyłem o tym, aby chociaż złamać 4 godziny. Miałem biec na tętno. Tak, aby nie przekraczało 174 unm. To było jedynie słuszne rozwiązanie.

    Wybiła niedziela. Rogal z czekoladą, herbata, dwa banany i byłem gotowy.
    Chyba.

    Maraton rozpoczynał się o godzinie 8:15. Do Cork miałem może z 17 minut jazdy samochodem. Poprosiłem o wyrzucenie mnie w samym centrum, po czym nieśpiesznym krokiem udałem się w kierunku linii startu. Nieśpiesznym, bo czasu miałem aż nadto. Ale co ja poradzę, że wolę być już na miejscu, niż czekać w domu na wyjazd.

    O godzinie 6:30 porze miasto było niezwykle senne i równie wymarłe. Jakby maraton miał się odbyć dzień później. Albo nie odbyć się wcale.

    Trochę się naszukałem miejsca zbiórki. Krążyłem między kamienicami, po czym wreszcie znalazłem długą prostą z kompletem świeżych kabin. Postanowiłem skorzystać z pierwszej lepszej. Wszedłem do środka, po czym moim oczom ukazał się najprawdziwszy dżojstik od konsoli Atari 2600:

    Jeszcze nie zacząłem biec, a już bawiłem się wybornie.

    No i a propos tego Toi-Toi’a. Może dla Was to nic takiego, ale gdy ustawiłem się w kolejce do ww. kabiny, to przypomniały mi się te wszystkie przedstartowe kolejki. To był pierwszy i jedyny raz w życiu, kiedy stałem w kolejce i nie narzekałem.

    Zająłem przestrzeń przed sklepową witryną i zabrałem się za przygotowywanie. Pakując sobie żele w gacie dotarło do mnie gdzie jestem i ile mnie to wszystko kosztowało. Na pewno było warto i nie ważne jak to się wszystko tego dnia potoczy.

    Rozgrzewając się, odnalazłem w tłumie dwóch biegaczy, których poznałem w 2024 r. w… Bostonie. Zagadałem do nich zaraz po przekroczeniu mety, a później spotkałem się z ich znajomymi i wspólnie zjedliśmy obiad. Fajnie ten świat mały!

    Na zegarze wybiła 8:00 z minutami. Postanowiłem przesunąć się nieco do przodu i ulokować zaraz przed pacemakerami na 4 h. Ostatnie, pamiątkowe zdjęcie:

    I byłem gotowy do drogi.

    3…2…1
    Ruszyliśmy!

    Kilkaset metrów po starcie skręciliśmy w prawo, a później w lewo. Garmin nagle oznajmił, że właśnie pokonałem pierwszy kilometr. Ale że to już? Przecież dopiero co ruszyłem.

    Czas: 4:53 min.

    Nieco za szybko cóż mogłem począć. Emocje przez chwilę wzięły wtedy górę nad rozsądkiem. Biegłem w tłumie i nie za bardzo mogłem w to wszystko uwierzyć. Dokonałem czegoś, co jeszcze kilkanaście tygodni wcześniej znajdowało się pod znakiem zapytania. Czułem się fantastycznie.

    Biegłem koło rzeki Lee. Po czym po jednym z mostów dostałem się na jej drugi brzeg.

    Na 3 kilometry odbiliśmy w lewo i zameldowaliśmy się wśród niskich zabudowań. Droga miejscami było dosyć wąska. Na całe szczęście nie było wielkich tłumów. Cały czas znajdowałem się między pacemakerami na 3:45 i 4:00 h.

    Z powrotem dotarliśmy nad rzekę Lee. Tym razem mieliśmy spędzić przy niej z dobrych kilkanaście minut.

    W tłumie udało mi się namierzyć kibiców z transparentem. Zrobiłem sobie z nimi zdjęcie. Jak onegdaj w Bostonie, czy innym Nowym Jorku.

    Czułem, że to był pierwszy i ostatni raz. Zamiast skupiać się na ekscesach, powinienem raczej badać tętno i trzymać się ustalonego wcześniej planu.

    Wspomniałem jak wypadł pierwszy kilometr, więc może napiszę jakie czasy miały kolejne:

    2 km – 5:07 min
    3 km – 5:01 min
    4 km – 5:09 min
    5 km – 5:00 min
    6 km – 5:09 min

    Od tego szóstego do dziesiątego kilometra niewiele się działo. Z lewej była jakaś stacja kolejowa i magazyny, a po prawej rzeka.

    Kibiców nie było tam wcale. Zamiast nich pojawiła się niesamowita duchota. Każdy kolejny oddech wymagał jeszcze większego wysiłku. W powietrzu było czuć zbliżające się opady. Ale te – jak na złość – jeszcze nie chciały się pojawić. Zamiast nich pięknie parowały resztki wody na asfalcie.

    Za oznaczeniem 10-ego kilometra skręciliśmy w prawo. Moim oczom ukazał się elegancki zbieg wprost do tunelu.

    Przypomniał mi się Gdańsk Maraton, w którym udało mi się złamać 3 h i wywalczyć czas do Bostonu. Tam też biegliśmy takim tunelem. Wiedziałem więc, że zaraz po zbiegu pojawi się elegancki podbieg. Długo nie musieliśmy na niego czekać.

    1 2
    cork marathon irlandia maraton
    Share. Facebook Twitter Pinterest LinkedIn Tumblr Email

    Więcej podobnych tekstów? Proszę bardzo:

    Siemianowicka Piwna Mila 2025 – 11.10.2025 r.

    III Siemianowicki Bieg „Śladami Wojciecha Korfantego” – 27.04.2025 r.

    XII Bieg Wiosenny w Parku Śląskim – 22.03.2025 r.

    Leave A Reply Cancel Reply

    • Polub
    • Obserwuj
    Facebook
    Comments Box SVG iconsUsed for the like, share, comment, and reaction icons
    Marek - drogadotokio.pl
    2 dni temu
    Marek - drogadotokio.pl

    Wierzcie lub nie wierzcie, ale ja mam przeczucie graniczące z pewnością, że nie będę musiał odwoływać ani pierwszej, ani nawet drugiej rezerwacji ❤️

    (dop. red.: Jasne synek! buhahahaha xD )

    Plan na 2027 jest następujący:

    W marcu lecę to Tokio, a kilka tygodni później kończę maraton w Londynie i odbieram drugi medal Abbott World Marathon Majors 🤘

    Tylko jest taki jeden mały szczegół... muszą mnie tam najpierw wylosować 🫠

    P.S. @obserwujący wiecie jak się odwołuje na bookingu? Poradzę sobie z tym? 🤔
    ... Więcej...Mniej...

    Wierzcie lub nie wierzcie, ale ja mam przeczucie graniczące z pewnością, że nie będę musiał odwoływać ani pierwszej, ani nawet drugiej rezerwacji ❤️

(dop. red.: Jasne synek! buhahahaha xD )

Plan na 2027 jest następujący:

W marcu lecę to Tokio, a kilka tygodni później kończę maraton w Londynie i odbieram drugi medal Abbott World Marathon Majors 🤘

Tylko jest taki jeden mały szczegół... muszą mnie tam najpierw wylosować 🫠

P.S. @obserwujący wiecie jak się odwołuje na bookingu? Poradzę sobie z tym? 🤔
    Zobacz na FB
    · Podziel się
    Share on Facebook Share on Twitter Share on Linked In Share by Email
    View Comments
    • Likes: 10
    • Shares: 0
    • Comments: 6

    Skomentuj na FB

    Widzimy się w Londynie! 😅

    Ty się lepiej już spakuj żeby Cię rzeczywistość nie zaskoczyła 🤘 trzymam kciuki.

    Tokio musi być Marku ….. 2027

    Londyn będzie teraz 2-dniowy więc wg mnie szansę rosną.

    W sumie to odwołanych rezerwacji na bookingu mam tyle, że dwa majorsy bym z tego złożył:)

    W Londynie też juz mam rezerwację:)

    View more comments

    Load more
    Instagram
    Polecam

    Copyright © 2014-2025 Drogadotokio.pl

    Type above and press Enter to search. Press Esc to cancel.