Tydzień w Tokio – część #4

7. Kultura osobista.

Od 31 lat mieszkam w Polsce. Kultura osobista przebywających tu ludzi pozostawia naprawdę wiele do życzenia. O przyczynach takiego stanu rzeczy można by zapewne pisać godzinami. A jak w tej kwestii jest w Japonii? Lądując na lotnisku w Naricie doznałem szoku. W Japonii nikt nikomu nie wchodzi w drogę. Każdy wie, na ile może sobie pozwolić, aby druga strona nie musiała sięgać po środki przymusu bezpośredniego. Zasada: „Nie rób tego, co tobie nie miłe”, jest tutaj praktykowana na co dzień.

Przykładem niech będzie typowa kolejka w metrze. W tym tekście napisałem o miejscach postojowych, które rozrysowane są na podłodze części stacji. W oczekiwaniu na przyjazd pociągu, ludzie ustawiają się wzdłuż linii. Ten przyjeżdża i otwiera drzwi – jedni wychodzą, a drudzy wchodzą. Wszystko odbywa się spokojnie i zachowaniem przepisów BHP. Nie ma opcji, żeby ktoś się przed Ciebie wrył. Sformułowanie: „wryć się” chyba nawet nie występuje w japońskim słowniku.

Wygląda to tak:

A w Polsce? Co prawda zdjęcia nie były wykonane na stacji metra, ale „standard” polskich kolejkowiczów został zachowany.

Sytuacja, którą zapewne zapamiętam do końca swoich dni, wydarzyła się wkrótce po przekroczeniu mety tokijskiego maratonu. Szukając wejścia do kolejki Yurikamome,  podszedłem do pewnego chłopaka i spytałem o drogę. Zapewnił mnie, że zmierzam we właściwym kierunku. Podziękowałem mu za pomoc. Zagapiwszy się, uderzyłem kolanem wprost o wystająca część eskalatora. Co zrobił Japończyk widząc grymas bólu na mojej twarzy?

Przeprosił mnie…

Ale, że za co? Za to, że sam się zagapiłem pytając uprzednio o drogę? No sorry Ty mój nowy japoński przyjacielu – to nie Twoja wina!

Serio! :/

8. Plakaty/wlepki.

W Japonii co krok można trafić na plakaty/wlepki, które o poważnych rzeczach traktują w sposób humorystyczny. Zamiast: „Zakazuje się bla bla bla z uwagi na § 12 ustawy bla bla bla…” możecie znaleźć obrazek przedstawiający byka z telefonem komórkowy; bądź prosiaka, któremu łza się ulała, bo włożył racicę tam, gdzie nie powinien. Genialna sprawa! Dziecko od razu wie czego nie robić, a starszy uśmiechnie się pod nosem i też zapamięta. Poniżej znajdziecie kilka przykładów:

DSC_0693 DSC_0799 v3
DSC_0811 DSC_0812 v4
v1 v2 DSC_0959
DSC_0828 DSC_0827 DSC_0830

 

  • Trochę jak z Francuzami. Na afiszach zakazujących czynienie czegoś nieprawomyślnego dziękuje się za „nierobienie” tegoż. „Dziękuję za niechodzenie po trawie”, „dziękuję za niepalenie””dziękuję za nieprzeszkadzanie”. Dziwnie to brzmi po polsku, po angielsku też niezbyt – ot, przykład w załączniku. W każdym razie milej niż „kategorycznie zakazuje się…”

    • Widocznie u nas nie ma miejsca na sentymenty. Ma być krótko i zwięźle. Inaczej prosty lud tego nie kupi. Wydaje mi się, że śmiało możemy podziękować naszym wschodnim sąsiadom. W trakcie wieloletniej przyjaźni polsko-radzieckiej ludzie nauczyli się mówić do drugich w trzeciej, bądź czwartej osobie. „Proszę”? „Dziękuję”? Sorry, ja nie panimaju takiego zwrotu.

      • Z tą trzecią osobą – bardzo celne. Za każdym razem takie użycie polskiego języka mnie zadziwia, rozglądam się o kogo to może chodzić. „Co dziś kupi” (kto do cholery??), „gdzie to widział?” (Mein Gott czy ludzie widzą jakieś zjawy obok mnie??)