XXIII Bieg Uliczny im. Wojciecha Korfantego – 16.04.2016 r.

18

To było 22 kwietnia 2012 r. Wtedy to, po raz pierwszy w życiu, wziąłem udział w biegu. Takim z chipem przy bucie, blokadą ulic i z medalem, który wręczono mi zaraz po przekroczeniu mety. Stało się to w trakcie XIX Biegu Ulicznego im. Wojciecha Korfantego. Wtedy zrozumiałem, że bieganie to jest to. Emocje, które towarzyszyły mi tego dnia spowodowały, że wkrótce opłaciłem kolejny start. Po pierwszym medalu posypały się następne.

4 lata później po raz kolejny wziąłem w nim udział. Tym razem nie walczyłem o nową życiówkę. Pojawiłem się w roli, która była dla mnie zupełnym novum. Przywdziałem pomarańczowa koszulkę i przez kilkadziesiąt minut stałem się pacemakerem. Wraz z Przemkiem zaopiekowaliśmy się grupą na 50 min.

Jak to się w ogóle stało, że zostałem zającem? O takiej roli myślałem już od dłuższego czasu. Do tej pory dopingowałem swojego przyjaciela Szymona, a także poprowadziłem swojego brata Adama po jego życiówkę w trakcie Biegu Fiata. Nadal było mi mało. Kilkanaście tygodni temu napisałem do organizatorów z propozycją powołania zajęcy. Od razu się zgodzili. Wkrótce udało się zebrać komplet facetów z balonami. Dlaczego akurat na taki czas? Tydzień później miałem biec w Orlen Warsaw Marathon, więc tempo w granicach 5 min było dla mnie najbardziej bezpieczne.

20160416_103536 20160416_103551

Z pacemakerami po raz pierwszy spotkałem się w trakcie Półmaratonu Silesii w 2012 r. Pamiętam jakie zrobili na mnie wrażenie. Wyglądali szalenie profesjonalnie. Człowiek tak sobie stał, patrzył na nich i myślał: „Ok. Im to na pewno się uda. Co będzie ze mną?  Wytrzymam ich tempo? Czy po jakimś czasie będę musiał się od nich odłączyć i będzie po wszystkim?”. Tym razem to ja stałem po tej drugiej stronie. Nie wiem czy wyglądałem równie pro, ale cel miałem taki sam: dopingować, motywować i doprowadzić wszystkich w równym tempie z Katowic do Siemianowic Śląskich.

DSC_4096 DSC_4099 DSC_4110

Po odbiór pakietu startowego udałem się na 2 godziny przed biegiem. Biuro zawodów jak zawsze mieściło się na placu Sejmu Śląskiego w Katowicach. W pakiecie znalazłem numer, agrafki i kupon na jedzenie. Niby niewiele, ale opłata startowa w pierwszym terminie wynosi zaledwie 15 zł. Oprócz tego dostałem oczywiście okolicznościową koszulkę i balon, który przywiązałem sobie na krótko przed startem.

DSC_4100 DSC_4105 DSC_4108

Tego dnia byłem przygotowany na solidną dawkę deszczu. Od rana nad trasą wisiały gęste, czarne chmury. Z każdą minutą było ich jakby coraz mniej. Ok. 10:00 wyszło słońce i się zaczęło. 3 przymiotniki idealnie opisujące warunki atmosferyczne? Duszno, parno i gorąco. Chwilę później rozległ się dźwięk orkiestry i złożono kwiaty pod pomnikiem Wojciecha Korfantego. W międzyczasie podeszła do mnie Kasia, a później Marcin, którzy znali mnie tylko z tego miejsca. Bardzo miłe uczucie, gdy ktoś Ci mówi, że czyta twoje wypociny 🙂 Dzięki, żeście się do mnie przyznali!

20160416_105912Przed 11:00 ustawiliśmy się w umownej strefie startowej. Kilku biegaczy spytało o naszą taktykę. Wraz z Przemkiem ustaliliśmy, że każdy kilometr pobiegniemy w okolicach 4:57-4:58 min/km, tak aby na mecie mieć z 20-30 sekund zapasu. Padł strzał startera. Ruszyliśmy.

Przez pierwsze kilkaset metrów było dosyć wąsko. Dopiero po wbiegnięciu na ul. Francuską, na której pojawiło się oznaczenie 1 km, można było pokusić się o wyrównanie tempa. Dzień wcześniej przygotowałem sobie opaskę z czasami na poszczególne kilometry. Po przebiegnięciu pierwszego spojrzeliśmy na Garminy. Od tej pory robiliśmy to jeszcze z dobrych kilkadziesiąt razy. Prowadzenie grupy na konkretny czas to jednak spora odpowiedzialność i wstyd byłoby kogokolwiek zawieść.

DSC_4118Wspominałem wcześniej o pogodzie. No kurde, było ciężko. Przez jakiś czas czułem się, jakbym biegł w zupie. Nie martwiłem się o siebie, ale o biegaczy, dla których celem było pokonanie bariery 50 min. Jeżeli część z nich biegła na granicy swojej wytrzymałości, to ta pogoda raczej im nie służyła. Pierwszy delikatny podbieg pojawił się przed Spodkiem. Po raz kolejny spojrzałem wtedy za siebie. Pojawiły się pierwsze biegowe prześwity. Grupa nie była tak zwarta, jak jeszcze chwilę temu.

DSC_4117Na 5-tym km pojawił się punkt z wodą. Pamiętam, że krzyknąłem wtedy, aby wszyscy się napili i że to później skrupulatnie sprawdzę. Chwila wytchnienia i przed naszymi oczami pojawiła się długa prosta, która nieznacznie pięła się w górę. W tym miejscu zaczęliśmy z Przemkiem wyprzedzać coraz większą grupę biegaczy. Na całe szczęście zaraz za tą prostą był niewiele krótszy zbieg, na którym można się było nieco rozpędzić. Kolejny raz spojrzałem za siebie. Niestety pogoda i podbiegi zrobiły swoje – grupa była nieporównywalnie mniejsza.

Siemianowice Śląskie mają to do tego, że na ok. 9-tym km trasy znajduje się wiadukt, który skutecznie wytrąca z rytmu. Tak było i tym razem. Kilku biegaczy spytało ile do końca i czy to naprawdę ostatni podbieg.

1 2
Podziel się ->