Mattoni Olomouc Half Marathon 2016 – 25.06.2016 r.

15

W zeszłym roku udało mi się uczestniczyć w półmaratonie z kategorii tych idealnych. W takim, który zdarza raz się na kilka/kilkanaście startów [relacja: vol. 1, vol. 2]. Po tym, jak z kilogramem bananów na twarzy wyjechałem z Ołomuńca, wiedziałem jedno – za roku muszę tam wrócić. Nie wyobrażałem sobie sezonu bez połówki u naszych południowych sąsiadów. Przez kilkadziesiąt godzin wydarzyło się tak wiele, że nawet nie wiem jak się zabrać za napisanie tej relacji.

DSC_5219

Rok temu do Ołomuńca pojechałem z żona Eweliną. Ruszyliśmy wcześnie rano i jeszcze tego samego dnia, zaraz po biegu, wróciliśmy do domu. Tym razem do Ołomuńca pojechał sam mąż Marek. Dzięki nawiązanej współpracy z RunCzech mogłem przyjechać w piątek, a wrócić dopiero w niedzielę rano. Po raz pierwszy miałem możliwość odespania biegu. Po raz pierwszy również mogłem się poczuć jak ktoś zupełnie wyjątkowy. No bo jak to? Taki biegowy amator jak ja z plakietką „Press”, dzięki której będę mógł wejść tam, gdzie mnie jeszcze nie było? To była zupełnie inna jakość. Morał tej historii jest następujący: warto robić swoje i mieć jeszcze szczęście, aby spotkać na swojej drodze przyjaznych ludzi. W RunCzech na szczęście ich nie brakowało.

Podróż minęła bez żadnego problemu. Od miejsca mojego zamieszkania do Ołomuńca jest 200 km. Statystycznie powinienem więc się tam znaleźć po 2 h jazdy. Wyjechałem zaraz po pracy. Spodziewałem się jakichś przedweekendowych korków, ale o dziwo drogi były przejezdne. Pierwszy postój wykonałem na ostatniej stacji benzynowej po stronie polskiej. To właśnie tam miał miejsce pierwszy poślizg czasowy. Tankowanie LPG i kolejka przed kasą zabrała mi z dobre 30 minut życia. Kolejna pauza pojawiła się natomiast na pierwszej stacji po stronie czeskiej. To tam zaopatrzyłem się w winietę. W cenie bliską przejazdu w dwie strony między Katowicami i Krakowem, otrzymałem możliwość jeżdżenia po czeskich autostradach przez całe 10 dni. I dziwić się, że w Polsce można tylko narzekać.

DSC_5122

Do Ołomuńca dojechałem ok. 19:00. Od razu udałem się do pokoju gościnnego, w którym spotkałem Alenę. To z nią korespondowałem przez kilka ostatnich miesięcy. Wreszcie była okazja się spotkać. Otrzymałem tam „press packa”. Znalazłem w nim kilka materiałów prasowych, długopis, notatnik, trochę ulotek i dwie najważniejsze rzeczy: plakietkę, a także żółtą opaskę, która przydała mi się w dzień startu.

DSC_5140 DSC_5218 DSC_5144

Zostawiłem rzeczy w hotelu i od razu poszedłem na miasto. Na głównym placu właśnie rozpoczynano budowę strefy startowej. Przypomniałem sobie wszystkie te miejsca, którymi zachwycałem się rok wcześniej. Ołomuniec to naprawdę piękne miasta z urokliwymi uliczkami. Zresztą zobaczcie poniższe zdjęcia:

DSC_5162 DSC_5161 DSC_5163
DSC_5168 DSC_5174 DSC_5190

Po powrocie poszedłem na kolację. Dziwnie się spożywa posiłek ze światową biegową elitą. Jeszcze kilka miesięcy temu oglądałem na Eurosporcie jak Mary Keitany i Stanley Biwott tryumfowali w trakcie maratonu w Nowym Jorku, a teraz byli na wyciągnięcie bagietki.

Po odbiór numeru startowego udałem się w sobotę rano. Nie wiem czy od razu opisać EXPO? Czy skupić się na warunkach atmosferycznych? Może zacznę od śniadania…

27936342235_4c65eba617_k

[zdj. RunCzech.com]

W jadalni wypatrzyłem Agnieszkę Gortel-Maciuk – znakomitą polską lekkoatletkę, wielokrotną mistrzynię Polski w półmaratonie, która pojawiła się na liście elity kobiet [PB: maraton – 2:30:28, półmaraton – 1:12:52]. Postanowiłem się przywitać i życzyć jej wszystkiego dobrego w jutrzejszym biegu. Nieśmiało podszedłem, po chwili usiadłem, a rozmawiać skończyliśmy chyba dopiero po godzinie. Rozmawiało się rewelacyjnie! Agnieszka okazała się być niesamowicie ciepłą i pogodną osobą. Już na samym początku znaleźliśmy wspólny mianownik. Nie dość, że przez 20 lat mieszkała w Siemianowicach Śląskich, to jeszcze chodziła do tej samej podstawówki co ja. Świat jest jednak mały. W życiu bym się nie spodziewał, że na zawody moglibyśmy się zabrać jednym samochodem. Historia jej biegu z Łodzi z 2012 r., którą mi opowiedziała, nadaje się chyba na krótki film dokumentalny. To właśnie tam, z wynikiem 2:36:02, udało się jej zwyciężyć. O jej pogoni za Etiopką słuchałem z zapartym tchem.

DSC_5348

W środę było ciepło; w czwartek gorąco; w piątek, w którym jechałem do Czech – jeszcze gorzej, a w sobotę było już po prostu ekstremalnie upalnie. Gdy tylko miałem dostęp do WiFi z ciekawości sprawdzałem sobie temperaturę otoczenia. Zazwyczaj w cieniu pokazywało się ok. 35 stopni Celsjusza. Odczuwalna była o 2 stopnie wyższa. Jak było w słońcu? Śmiało ponad 40 kresek. Piesza podróż do EXPO była więc sporym wyzwaniem, a co dopiero biec jeszcze przez 21 km.

1 2 3 4
Podziel się ->