XIX Półmaraton dookoła Jeziora Żywieckiego – 18.03.2018 r.

W Półmaratonie dookoła Jeziora Żywieckiego wziąłem udział dwukrotnie. W 2014 r. do mety dobiegłem w czasie 1:36:27 [relacja]. Pamiętam, że 1000 m podbieg – na słynnym 18-tym km – śnił mi się później po nocach. Dwa lata później metę przekroczyłem z wynikiem 1:31:34 [relacja]. Wydawało mi się, że to tyle w temacie. Że ciężko będzie mi go poprawić, a ww. podbieg zapewne znowu pokonam świńskim truchtem.

Cóż, życie potrafi czasami nieźle zaskoczyć.

29357194_1913501495335177_8129147599719497728_o[od lewej: Sebastian, Michał, admin drogi do Tokio]

Do Żywca pojechałem wraz z Michałem i jego przyjacielem – Sebastianem. Michała mogą kojarzyć wszyscy Ci, którzy w 2015 r. śledzili konkurs Silesia Marathon. Główną nagrodą był wtedy wyjazd na (ultra)maraton do Kapsztadu – Two Oceans Marathon. Tak się złożyło, że Michał go wygrał. Ja zająłem bodajże piąte miejsce [tutaj znajdziecie film Michała. Mój obejrzycie w tym miejscu.].

Tak dobrze się nam rozmawiało, że przejechaliśmy zjazd na Żywiec. Po kilku dodatkowych kilometrach wreszcie udało nam się dotrzeć do celu. Pojawił się jednak zasadniczy problem – trzeba było wyjść z nagrzanego samochodu i udać się po pakiet. Dlaczego o tym piszę?

Screenshot_20180318-092257Ano dlatego, że tego dnia temperatura odczuwalna oscylowała wokół -16 stopni Celsjusza. Myśl o tym, że zaraz trzeba się będzie przebrać w rzeczy do biegania, a później przez około 1:30-1:35 h biec w tym wietrze i chłodzie, nie napawała nas optymizmem.

Po zaparkowaniu od razu udaliśmy się do biura zawodów. Odebrałem pakiet, który prezentował się następująco:

20180318_163403Numer startowy, okolicznościowa torba, koszulka (zamiast koszulki można było wybrać ręcznik), witaminy, szot energetyczny i woda mineralna.

20180318_085847 20180318_085856 20180318_090256
20180318_090207 20180318_090441 20180318_090244

Czym prędzej wróciliśmy do samochodu i w nieskończoność przeciągaliśmy moment wyjścia na mróz.

20180318_095147W momencie, w którym do startu został kwadrans, zdecydowaliśmy – idziemy! Rozpoczął się etap nieustannej rozgrzewki. Brak ruchu, w tych warunkach, był naprawdę niewskazany. Ziąb był po prostu przenikliwy.

W strefie startowej spotkałem jeszcze Tomasza. Zamieniliśmy kilka słów, po czym ustawiłem sobie pacemakera w Garminie na 4:25 min/km. Co będzie, to będzie.

20180318_095404Plan na bieg był następujący: na metę dotrzeć w okolicy 1:30-1:35 h i co najważniejsze -> po raz pierwszy wbiec na ten przeklęty podbieg na 18-tym km!

Wybiła 10:00 – ruszyliśmy.

okiem fotoreportera[zdj. FB Okiem Fotoreportera]

Na początku starałem się wyminąć wolniejszych biegaczy i jak najszybciej uzyskać zakładaną prędkość.