ORLEN Warsaw Marathon 2018 – 22.04.2018 r.

W dzień biegu ok. 7:00 udałem się na Błonie Stadionu Narodowego, gdzie znajdowało się biegowe miasteczko. W sobotę wieczorem sprawdzałem prognozę pogody. Niby miało być nieco chłodniej, niż w sobotę. Niby miały być jakieś chmury, albo jakiś wiatr. W tamtej chwili było wręcz odwrotnie: słońce, które śmiało się nam w twarz i ani jednej chmury, która mogłaby mu w tym przeszkodzić. Zresztą to zły prognostyk, kiedy od 2 h czekasz na start w krótkich spodenkach i koszulce z krótkim rękawem, a nie odczuwasz chłodu.

20180422_064951 20180422_070856 20180422_074842

Wszedłem do przebieralni i rozpocząłem skomplikowaną – przedstartową procedurę. W ruch poszły plastry, wazelina i agrafki. Udało mi się jeszcze zjeść banana, a także baton proteinowy. Od strony gastronomicznej byłem już przygotowany.

20180422_075617 20180422_070303 20180422_071613

Po jakimś czasie oddałem worek do depozytu i wolnym krokiem zmierzałem w stronę startu.

20180422_082137 20180422_082300 20180422_082833

Moja strefa startowa (3:00:00 – 3:30:00) znajdowała się bezpośrednio za strefą elity i biegaczami, którzy mierzyli się z barierą 3 h. Do Warszawy przyjechałem z życiówką, którą udało mi się wywalczyć w 2016 r. w Poznaniu. Resztkami sił złamałem wtedy 3:30 h. Jaki miałem plan na ten bieg?

20180422_083801 20180422_083959 20180422_083941

Miesiąc wcześniej wymagającą trasę, jaką szczyci się półmaraton w Żywcu, pokonałem w 1:30 h [relacja]. Nie ukrywam, że fakt ten mocno podniósł mnie na duchu. Już wtedy wpadłem na pomysł, że w trakcie maratonu w Warszawie postaram się powalczyć o złamanie 3:20 h. No, a jeśli od startu do mety pobiegnę w średnim tempie 4:40 min/km, wynik będzie jeszcze lepszy – bo w okolicy 3:16 h. Właśnie na takie tempo przygotowałem swoją opaskę.

20180427_134603Godzina startu zbliżała się nieubłaganie. Z każdą minutą było coraz cieplej, a chmur ani widu, ani słychu.

Wybiła 9:00 – ruszyliśmy.

W strefie startowej ustawiłem się za balonikami z oznaczeniem 3:15 h. Postanowiłem biec za nimi, na ile będę w stanie. Systematycznie będę sprawdzał tętno i jeżeli przekroczy 175 unm – kulturalnie zwolnię.

Pierwsze 5 km minęło koncertowo. Zrobiłem je w 23:07, a średnie tempo wyszło 4:37 min/km.

orlen_5kmBiegło mi się rewelacyjnie. Było ciepło, ale jeszcze nie gorąco. Pojawił się delikatny wiatr, który bardzo nam pomagał. Cały czas znajdowałem się w zasięgu pacemakerów i pilnowałem tętna jak chyba jeszcze nigdy przedtem.

Niestety na ok. 5,5 km pojawił się największy podbieg na trasie. Pod nogami bruk, a przed oczami stroma ulica Mostowa. Tętno dochodziło do 184 unm. To właśnie w tamtym miejscu postanowiłem zwolnić. Pacemakerzy zaczęli się oddalać, ale bynajmniej mi to nie przeszkadzało.

mostowa[zdj. google.maps.pl]

Po pokonaniu podbiegu znaleźliśmy się na Starym Mieście.
Wreszcie pojawili się jacyś kibice.

Oczywiście najwięcej było ich na Krakowskim Przedmieściu. Postanowiłem zrobić to, co 2 lata temu. Widząc kibiców z Japonii, pozdrowiłem ich w ich ojczystym języku. Najpierw pojawiła się spora konsternacja, a później burza oklasków.

98863-MOR18-4683-42-000101-mor18_01_alc_20180422_093719[zdj. fotomaraton.pl]

Sprawdzając trasę obawiałem się długich – nieocienionych prostych. Ta, którą poruszaliśmy się obecnie, na całe szczęście znajdowała się wśród budynków. Odbijając do lewej można było się schować przed słońcem. Ze zdziwieniem obserwowałem ludzi, którzy tego nie robili.

Kilometry wpadały jeden za drugim. W dalszym ciągu biegło mi się nad wyraz dobrze. Pamiętam, że zagadałem jednego z biegaczy. Wiecie, taki biegowy small talk. Powiedziałem mu, że jestem ciekawy kiedy, w tych warunkach, pojawi się pierwszy kryzys. Spojrzał na mnie i się uśmiechnął. Odparł, że też się nad tym zastanawia.

40784354865_63e46dc723_o[zdj. Mariusz Kryske]

Wiecie, to nie jest tak, że na kryzys czekałem już od samego początku. Brałem jednak pod uwagę to, że przy braku chmur i coraz większej temperaturze, może być różnie. W dalszym ciągu biegłem więc zachowawczo. Pierwszą dychę minąłem w czasie 46:31. Średnie tempo wyniosło 4:39 min/km. Zaraz przed minięciem maty z pomiarem czasu, wziąłem pierwszy z czterech żeli.

  • Biegający Rodzicetrojaczków

    Gratulacje.
    Jeżeli chodzi o kibiców – w Polsce to chyba tylko Poznań staje na wysokości zadania.
    Natomiast polecam Ci Barcelonę – byłem dwa razy. Takiej ilości kibiców i takiego dopingu bębniarzy nie ma nigdzie indziej.