Close Menu
    Facebook X (Twitter) Instagram
    Facebook Instagram YouTube
    drogadotokio.pl – Blog o bieganiu
    • Relacje
      • Starty
      • Treningi
    • World Marathon Majors
      • Boston Marathon – 2023 i 2024
      • Virgin Money London Marathon – 2019
      • Bank of America Chicago Marathon – 2018 i 2022
      • TCS New York City Marathon – 2017 i 2019
      • Tokyo Marathon – 2015
      • BMW Berlin Marathon – 2013 i 2021
    • RunCzech
    • Testuję
    • Teksty
    • Tablica wyników
    • Więcej info
      • FAQ
      • Media
      • O mnie
      • Współpraca
    drogadotokio.pl – Blog o bieganiu
    Jesteś tutaj:Home»Teksty»Bieganie z wózkiem – podsumowanie 3 lat

    Bieganie z wózkiem – podsumowanie 3 lat

    0
    By Marek on 1 lutego 2020 Teksty

    Stacje w Parku Śląskim.

    Nie wiem ile dokładnie z tych 2800 km zrobiliśmy w Parku Śląskim, ale zgaduję, że z 95%. Wspominałem wcześniej o tym, że na początku Magda częściej w nim spała, niż się rozglądała. Im mniej było drzemek, tym częściej domagała się postojów. Dla mnie nie był to żadnej problem. Nawet odwrotnie. Było tak fajnie, że wcale nie spieszyło mi się do domu.

    Na pierwszy ogień szły lamy i osły, do których trafialiśmy niedługo po wbiegnięciu do parku.

    Następnie było ptaszysko, flamingi i czaple. No i tutaj jest dziwna sprawa. Najpierw Magda chciała, abym podjeżdżał pod samo ogrodzenie. Później zaczęła się ich bać i musiałem biec drugą stroną alejki.

    Następnie w kadrze pojawiała się fontanna. To przy niej wymyśliliśmy pewną zabawę. Magda trzymała izotonik. Gdy tylko się odwracałem, rzucała nim na trawę śmiejąc się przy tym na cały głos. Takich zabaw było bez liku i były wymyślane na bieżąco.

    Kilka zakrętów w lewo i dobiegaliśmy do boiska przy Stadionie Śląskim. Gdy grali tam piłkarze, Magda domagała się kolejnego postoju. Pijąc wodę tłumaczyłem Jej przy okazji co się teraz dzieje. Na czym polega gra i dlaczego jeden z panów biega z dziwną flagą wzdłuż linii.

    Długa prosta i coś, czego Magda nie mogła się po prostu doczekać – Maja i Bartuś. Kucyki, na których jeździła przez całe wakacje.

    Zaraz za nimi dostawała chrupka kukurydzianego. Jeszcze tylko rollercoaster, 2 zakręty w lewo i stacje pojawiały się na nowo. Zawsze robiliśmy tam 2 pętle, więc na każdej stacji zatrzymywaliśmy się dwukrotnie.

    Pod koniec pojawiły się jeszcze 2 bonusowe punkty. Pierwszy to mapa parku, którą musiałem zawsze dokładnie przestudiować. Pokazywałem skąd wybiegamy, gdzie jest wieża telewizyjna i gdzie można trafić na ślimaki.

    Na początku Magda bacznie mnie słuchała. Później przejmowała pałeczkę i sama wszystko dokładnie pokazywała.

    Ostatnia stacja pojawiła się zupełnie niespodziewanie. Zaraz koło ZOO znajduje się długi podbieg. Za jednym z jego zakrętów chciałem na chwilę odpocząć. Pewnego dnia stanąłem w cieniu, aby się na spokojnie napić. Magda oznajmiła, że chce wyjść. No i jak raz tam wyszła, tak odtąd wychodziła tam za każdym razem. Najpierw chowała się za drzewami. Później czekaliśmy na biegaczy. Gdy dostrzegaliśmy ich z daleka, pokazywałem Jej jak ma się ustawić, aby mogli Jej przybić po piątce.

    Gdy tak się działo, Magda głośno się śmiała i podskakiwała. Gdy jednak, któryś z biegaczy ją ominął, ta robiła smutną minę i z wielkim żalem mówiła pod nosem: „Och! Nie przybił mi! :(„.

    Gdy czas pozwalał, to po wybiegnięciu z parku skręcaliśmy jeszcze w kierunku centrum Siemianowic. Dobiegaliśmy do niewielkiego skweru, na którym środku stała fontanna i kurtyna wodna. Korzystaliśmy z niej, gdy akurat z nieba lał się żar.

    Ta odrobina wody dawała mi siłę na te kilka ostatnich kilometrów. Ja chwilę odpoczywałem, a Magda zazwyczaj w tym czasie bawiła się z jakąś nowo poznaną koleżanką. Później wracaliśmy do domu, w którym robiła Ewelinie skrót najważniejszych wydarzeń z ostatnich 2-3 h.

    Zaczynaliśmy od drzemki, a skończyliśmy na śpiewaniu piosenek.

    Fajnie jest być w tym okresie blisko swojego dziecka. Przyglądać się temu, jak się zmienia. Wiem, że dzięki wspólnym treningom mogłem to jeszcze mocniej przeżyć.

    No i a propos tego spania. Do tej pory pamiętam zdziwioną minę Magdy, gdy budziła się w trakcie biegu i za żadne skarby nie wiedziała gdzie się obecnie znajduje. Rozglądała się dookoła i gdyby tylko mogła, to od razu by się spytała: „Zasypiałam w Siemianowicach, a obudziłam się w Chorzowie. Gdzieś Ty mnie synek wywiózł?!?”

    1 2 3 4
    bieganie z wózkiem podsumowanie
    Share. Facebook Twitter Pinterest LinkedIn Tumblr Email

    Więcej podobnych tekstów? Proszę bardzo:

    Podsumowanie II kwartału 2026 r.

    Podsumowanie I kwartału 2026 r.

    Biegowe podsumowanie 2025 r.

    Leave A Reply Cancel Reply

    • Polub
    • Obserwuj
    Facebook
    Comments Box SVG iconsUsed for the like, share, comment, and reaction icons
    Marek - drogadotokio.pl
    18 godzin temu
    Marek - drogadotokio.pl

    @obserwujący wybaczcie, ale będzie trochę długo 🤷‍♂️

    Choć może na poniższym zdjęciu wcale tego nie widać, to uwierzcie, że w środku cały aż chodzę 💃 🕺

    Od niedzielnego Silesia Marathon zalewa mnie niewyobrażalna fala pozytywnych komentarzy, na którą w ogóle nie byłem przygotowany.

    Kilka dni przed maratonem odezwał się do mnie Marcin, który spytał czy będę stał, tam gdzie zawsze, a więc w okolicy 37. km. Odpowiedziałem, że chyba nie dam rady się pojawić, więc swoje miejsce z chęcią mu odstąpię.

    W niedzielę zrobiłem 19 km mijając część z Was pod stadionem. Wracając do mieszkania stwierdziłem, że nie ma bata -> muszę się pojawić!

    W ramach testu stroju na imprezę Halloween, przywdziałem szaty kardynała, ubrałem medal Majora i doczepiłem się do Marcina, jego synka Tymka i kilkuosobowej ekipy.

    Przez kolejne 3,5 godziny robiłem co mogłem, aby nieco ułatwić Wam pokonanie podbiegu, który jest creme de la creme Silesia Marathonu.

    Przez te 3,5 godziny czułem niesamowitą radość i satysfakcję.
    Byłem cholernie dumny z każdej/z każdego z Was, kto - może właśnie za sprawą naszego punktu z dopingiem - postanowił przerwać marsz i z powrotem wrócić do biegu.

    I to nie ja tu jestem jakimś bohaterem,
    a Wy <3

    Nic.

    Idę dalej odświeżać skrzynkę pocztową, bo po odrzuceniu na maratony w Londynie, Berlinie, Tokio i Osace, czas na odmowę z Copenhagen Half Marathon 🙃

    I druga sprawa - muszę skrócić swoją liturgiczną szatę, bo skoro potykam się o nią będąc w wysokich carbonach, to co to będzie jak ubiorę do nich klasyczne, czarne trzewiki?

    W moim wieku mógłbym z powrotem na cito wrócić do Rept 🥸

    Dobry wieczór! 🎩
    ... Więcej...Mniej...

    @obserwujący wybaczcie, ale będzie trochę długo  🤷‍♂️

Choć może na poniższym zdjęciu wcale tego nie widać, to uwierzcie, że w środku cały aż chodzę 💃 🕺

Od niedzielnego Silesia Marathon zalewa mnie niewyobrażalna fala pozytywnych komentarzy, na którą w ogóle nie byłem przygotowany.

Kilka dni przed maratonem odezwał się do mnie Marcin, który spytał czy będę stał, tam gdzie zawsze, a więc w okolicy 37. km. Odpowiedziałem, że chyba nie dam rady się pojawić, więc swoje miejsce z chęcią mu odstąpię.

W niedzielę zrobiłem 19 km mijając część z Was pod stadionem. Wracając do mieszkania stwierdziłem, że nie ma bata -> muszę się pojawić!

W ramach testu stroju na imprezę Halloween, przywdziałem szaty kardynała, ubrałem medal Majora i doczepiłem się do Marcina, jego synka Tymka i kilkuosobowej ekipy.

Przez kolejne 3,5 godziny robiłem co mogłem, aby nieco ułatwić Wam pokonanie podbiegu, który jest creme de la creme Silesia Marathonu.

Przez te 3,5 godziny czułem niesamowitą radość i satysfakcję.
Byłem cholernie dumny z każdej/z każdego z Was, kto - może właśnie za sprawą naszego punktu z dopingiem - postanowił przerwać marsz i z powrotem wrócić do biegu.

I to nie ja tu jestem jakimś bohaterem, 
a Wy
    Zobacz na FB
    · Podziel się
    Share on Facebook Share on Twitter Share on Linked In Share by Email
    View Comments
    • Likes: 64
    • Shares: 0
    • Comments: 17

    Skomentuj na FB

    Nie wiem czy dobrze pamiętam, ale ja mierząc się z podbiegiem widziałam szanownego ekscelencję wysoko unoszącego jakiegoś doodla w powietrze… I myślę sobie… chyba mam halucynacje… Zbiegło się to z momentem, w którym moje myśli kotłowały i zastanawiałam się czy może nie odpuścić, choć chwilkę się przespacerować. Ale dałam radę!! Biegłam dalej. Dziś opowiadam te historię mężowi:) mówię, że jakiś świr w biskupich szatach stał z piesełem i kibicował:) Pokazuje zdjęcie, a Adam mówi… no tak Marek…:) pozdrawiamy!!! P.s. to był mój pierwszy półmaraton… może nie ostatni;)??

    Bóg zapłać

    Na Cracovia Maraton był prawdziwy ksiądz , s taktycznym dla mnie punkcie ..;)

    Jego Zacna Eminencjo ! Jest Eminencja nie do podrobienia 😁

    Jej.. pozdrawiam👋Tak- doping pomógł, to był etap, że nadawałam się do "ostatniego namaszczenia", ale ozdrowiałam i dobiegłam do celu- dziękuję - czasem tak niewiele, a pomaga- uśmiech i poczucie humoru potrafią zdziałać cuda- pozdrawiam - pątniczka Silesia maraton 🤣

    Wasz doping dodał skrzydeł ! Dzięki 🙏

    Super pomysł

    A ja mówię widzę kapłana .. to już jest koniec 😜😂

    Pobiłeś rekord wiernych biegaczy na niedzielnej ceremonii biegowej 🙂

    Do tej pory Cie nie znałam ani "majora"... i uwaga serio myślałam że jakiś kościelny kozak z siemianowic pofatygował się na trasę 😅🙈 i chyba stąd ten znak krzyża w kryzysie 🤣

    Ojcze Marco, liczę na Twoje błogosławieństwo, kiedy będę mierzył się z zamiarem łamania 4 h na tej trasie - dam znać tydzień wcześniej... Może za rok, może za dwa 😉

    Dzięki za doping! Działał! 💪💪

    Ja również dziękuję za piątkę🙌w tamtej okolicy miałam chyba największy kryzys 🙈

    Nie wiem co się działo w moim umyśle walcząc o życiówkę na podbiegu do wieży telewizyjnej, ale byłem przekonany, że ten strój to… Kimono 😅👘 Dzięki za piątkę!🙌

    Poczułam presję i chwilę po minięciu Ekscelencji ruszyłam z powrotem do biegu 🤟Zastanawiałam się, czy ja dobrze widzę 😀

    Bosko😁 Cię było spotkać!Dzięki za dodanie siły!

    View more comments

    Load more
    Instagram
    Polecam

    Copyright © 2014-2025 Drogadotokio.pl

    Type above and press Enter to search. Press Esc to cancel.