Jakbym mógł podsumować swój biegowy (ale i nie tylko) 2025 rok? Tak, w iście krótkich i równie żołnierskich słowach? Ano tak: „2025 rok – trudne się wylosowało”.
I za cholerę nie byłem na to przygotowany.
Jak długo żyję, a czynię to nieustannie od 1984 roku, jeszcze nigdy nie przeżyłem takiego Armagedonu, jak w trakcie mijających 12 miesięcy.
Przed Wami krótki opis tego, jak biegowo wyglądał u mnie mijający rok.
Zapraszam!
1. Kilometraż.
Każde podsumowanie rozpoczynam od tego samego, a więc od liczb. To one mówią o tym ile kto przebiegł. W moim przypadku mówią raczej o tym, ile nie przebiegłem.
Tak prezentuje się kilometraż od narodzin mojego świadomego biegania:
Łącznie pokonałem dystans 28 133 km. Do okrążenia Ziemi pozostało mi więc „zaledwie” 11 942 km. Co roku piszę, że: „Jest szansa, że za kilka lat uda mi się tego dokonać„. Tylko, że ja już niczego nie jestem pewny. Plany to jedno, a życie to drugie. Mimo wszystko fajnie byłoby kiedyś okrążyć Ziemię, ale co będzie, to czas pokaże.
Tak wyglądały poszczególne miesiące:


Kiedyś to ja więcej pokonywałem w weekend. No, ale kiedyś to przecież były czasy, a teraz to nie ma czasów.
Jeżeli chodzi o sam trening, to w dalszym ciągu biegałem jedynie 3 razy w tygodniu. Robię tak od 2016 roku i w tej kwestii raczej nic nie ulegnie zmianie.
Chyba, że znowu wyskoczą Repty xD
No i a propos Rept. Choć będąc tam nie byłem w stanie biegać, to codziennie wychodziłem na długi spacer. Widać to doskonale na poniższym jotpegu, który jest niczym innym, jak podsumowaniem lipca:
Robiłem co mogłem. aby się nie zastać. I chodzić i spacerować.
I chyba mi się to udało.
2. Zawody:
Zanim nie zmiotło mnie z planszy, wziąłem udział zaledwie w 3 zawodach. Były wśród nich:
– 2 biegi na 10 km: Chorzów, Siemianowice Śląskie
– 1 bieg na innym dystansie: Siemianowice Śląskie (6,4 km)
I przyznam się bez bicia, że te dwa pierwsze biegi poszły mi całkiem przyzwoicie.
W Chorzowie – z wynikiem 37:30 – zająłem 24 miejsce OPEN.
W Siemianowicach Śląskich stanąłem na pudle zajmując 3 miejsce w klasyfikacji OPEN.
Na początku roku czułem się rewelacyjnie i choć biegałem zaledwie 3 razy w tygodniu, przez lata wypracowałem całkiem udaną formę. Połówki pokonywałem w czasie 1:21 h i to bez większego przygotowania. Miałem spory zapas energii. Było 10 na 10.
Do 2025 roku każdy kolejny przebijał poprzedni. W jednym byłem w Nowym Jorku walcząc na trasie połówki, aby wkrótce zameldować się na mecie Bostonu. Mało tego! Za rok jeszcze dane mi było powtórzyć ten wyczyn.
I tu nagle jebudu…
Po tym, gdy w kręgosłupie wysunął mi się CD-ROM, nie mogło być mowy o jakimkolwiek progresie. Pozostały mi jeno tylko wspomnienia, które pomagały w najtrudniejszych chwilach.
A z jednej strony to taki żal.pl. Z drugiej jednak – czy ktoś może dać komuś gwarancję, że z każdą kolejną chwilą będzie tylko lepiej? No raczej nie może.
Ostatni mój bieg w 2025 roku to była Siemianowicka Piwna Mila. To był także mój pierwszy start po operacji.
Wynik nie miał dla mnie kompletnie żadnego znaczenia. Liczyło się to, że po raz kolejny mogę przyczepić numer startowy i zaraz po wystrzale startera spróbować dobiec do mety. Poczuć atmosferę, którą odebrano mi na kilka dobrych miesięcy nie dając żadnych gwarancji, że ona w ogóle kiedykolwiek powróci.
Pamiętam, że mocno odżyłem po tym biegu. Brakowało mi tej adrenaliny. Choć nie byłem w stanie walczyć o podium, byłem niezwykle szczęśliwy. A szczęście przecież warto prowokować. Niech się pojawia tak często, jak może.
W 2025 roku miałem w planach 3 biegi: maraton w Cork, jubileuszowy 40. maraton w stolicy Węgier, a także połówkę nad Gardą. Niestety żaden z nich nie doszedł do skutku. Szkoda, bo zapewne przywiózłbym stamtąd masę nowych wspomnień i emocji.
3. Życiówki.
Będzie krótko i na temat:
Podobnie jak w 2023 i w 2024 roku, tak i w 2025 nowej życiówki nie było ani jednej sztuki.
Ciekawe dlaczego? xD












