II Rudzki Półmaraton Industrialny – 06.08.2016 r.

6

W trakcie XII Półmaratonu Marzanny, który odbył się 22 marca 2015 r., po raz pierwszy udało mi się złamać 1:30 h. Dla takiego biegowego amatora jak ja był to wprost niewyobrażalny wyczyn. Z jednej strony pojawiło się ogromne szczęście, które fajnie byłoby kiedyś powtórzyć. Z drugiej jednak doskonale pamiętałem ile wysiłku mnie ono kosztowało. Pomyślałem sobie, że tak katować to ja się już nie będę. Wydawało mi się, że czas 1:29:55, który wtedy uzyskałem, długo nie będzie poprawiony. Na pewno nie po całym dniu jedzenia i nie w nocy. Jak to w życiu bywa – nigdy nie znasz dnia, ani godziny.

DSC_5697

W rudzkim półmaratonie wziąłem udział już po raz drugi. W zeszłym roku zorganizowano pierwszą – inauguracyjną edycję. Na starcie ustawiłem się z myślą o tym, aby pobiec w okolicach 1:30 h. Bieg skończyłem odwodniony na kilka różnych sposób. Ból brzucha i cztery wizyty na tzw. „stronie” doprowadziły mnie do stanu permanentnego wycieńczenia. Rzadko śpię dłużej niż 8 h, a po tym biegu to spałem chyba z dwanaście [link do relacji]. W tym roku chciałem się odkuć i 6 sierpnia ponownie wyruszyłem w kierunku Rudy Śląskiej. Organizator wytyczył zupełnie nową trasę, na której chciałem się sprawdzić.

DSC_5685

Po przyjeździe od raz skierowałem się do biura zawodów, które podobnie jak przed rokiem, mieściło się w Hali Widowiskowo Sportowej. Po wejściu dwie kartki o wymiarach A4 kazały mi się odwrócić i sprawdzić swój numer startowy. Po tej procedurze odebrałem swój pakiet.

DSC_5679 DSC_5683 DSC_5681

W białej reklamówce znalazłem standardowe elementy każdej startowej wyprawki, a więc numer, chip, koszulkę i kilkanaście ulotek. Dodatkowo pojawił się kubek z logiem jednego ze sponsorów, a także napój energetyczny. Wiem, że to ponoć paskudne i niezdrowie świństwo, ale schłodzony, dzień po biegu smakował po prostu wybornie.

Po chwili skierowałem się w stronę rynku, na którym umiejscowiono start i metę. Pochodziłem  po okolicy i wysłuchawszy pięknej piosenki o sercu z diamentu, udałem się do samochodu.

DSC_5693 DSC_5687 DSC_5701

Wspomniałem o nowej trasie. Tym razem, zamiast finiszować jak przed rokiem na mało ciekawej ul. Hallera, zdecydowano się na Rynek. Moim zdaniem był to strzał w dziesiątkę. Duży plac był zdecydowanie bardziej reprezentacyjny i znakomicie się do tego nadawał.

Przeniesienie zawodów na Rynek to nie jedyna zmiana trasy. Tak w zasadzie to rozrysowano ją w paintcie od nowa. Jedyny wspólny punkt to kilkuset metrowy fragment wspomnianej już ul. Hallera. Poniżej znajdziecie porównanie:

2015 r.

trasa_ruda

2016 r.
trasa_ruda2016

Po godz. 20:00 udałem się  na Rynek, gdzie spotkałem Michała Gruszkę – zwycięzcę konkursu Silesia Marathon [więcej info], a także Tomka i Pawła z bloga bwotr.pl. Chwilę porozmawialiśmy, po czym rozpocząłem rozgrzewkę. Choć na swoim proflu napisałem, że spróbuję powalczyć o nową życiówkę, to nie do końca byłem pewny czy uda się to zrobić. Wieczorami biega mi się fatalnie. Na 99% kończy się to bólem brzucha i drastycznym obniżeniem samopoczucia w dolnych częściach ciała. Szczegółów Wam oszczędzę.

Po 21:00 ruszyli biegacze na dystansie 7 km i zawodnicy nordic walking. Kilka chwil później ustawiłem się w strefie startowej, aby ruszyć po kilkunastu minutach.

13932950_10153917361472582_1855847044337477893_n

[zdj. FB Ruda Śląska]

3 pętle w nowej scenerii zazwyczaj charakteryzują się następującą dramaturgią:
– pierwszą biegnie się najbardziej asekuracyjnie analizując każdy zakręt i wzniesienie,
– druga trwa o wiele krócej – wiesz gdzie musisz zwolnić, a gdzie możesz sobie pofolgować,
– trzecią zazwyczaj pokonuje się w następujący sposób – zaciska zęby i odlicza metry do końca.

Jeszcze przed przyjazdem sprawdziłem sobie profil trasy. Pierwsze trzy kilometry wyglądały jak bajka i wiecie co? Tak było w rzeczywistości. Zaraz po starcie skręciliśmy w ulicę Niedurnego, a później w Kupiecką. To był jeden wielki zbieg. Nogi rozkręcały mi się w ciemnościach do szaleńczych prędkości (jak na półmaratońskie warunki). Zresztą spójrzcie na początek wykresu:

1_petla_ruda

3:43, 3:43 i 3:48, a i tak nie dawałem z siebie wszystkiego. Wiedziałem, że jest o wiele za szybko i zaraz może być po wszystkim, ale jakoś nie mogłem się oprzeć i biec poniżej 4 min/km.

1 2
Podziel się ->