Endo_sierpień 2017

Lipiec był rekordowy pod względem ilości przebiegniętych kilometrów (226 km). „Co z sierpniem?” – zapytano mnie dzisiaj w pobliskiej piekarni.

Spokojnie – kilka rekordów też się pojawiło.

Zapraszam na krótkie podsumowanie ubiegłego miesiąca.

1. Kilometraż.

Tak prezentuje się kalendarz:

VIII-2017

Czego w nim zabrakło? Na pewno tartanu, którym chwaliłem się Wam ostatnio. Tak się złożyło, że w sierpniu pojawił się długo oczekiwany urlop. Tartan musi niestety poczekać na lepszy czas. Nie było też ani jednego startu. Miałem dwie okazje, ale tak szczerze – to wolałem iść na trening do parku. Chyba się starzeję. 2-3 lata temu takich okazji zapewne bym nie przepuścił.

Wspomniałem o rekordach. Właśnie z uwagi na wolne udało mi się wyśrubować nowy dwutygodniowy PB w ilości pokonanych kilometrów. Obecnie wynosi on -> 157 km i 700 m. Dodam, że każdy centymetr pokonałem wraz z Magdą. Dajcie mi kolejny urlop, a postaram się poprawić ten wynik.

I_VII-2017

To chyba pierwszy raz, historii mojego biegania, gdy miesiąc w miesiąc pokonałem granicę 200 km.

2. „U” jak urlop!

To jest ten czas, na który czekasz cały rok. Odliczasz dni, a potem pakujesz swój dobytek do Skody w gazie i jedziesz odpocząć. W moim wypadku padło nad polskie morze. Dokładnie -> na Jastarnię. Jeszcze nigdy nie byłem na Półwyspie Helskim. Teraz wiem, że na pewno tam wrócę.

Biegałem ile się dało. Zaliczyłem las, plażę, a także Górę Libek:

THULE Urban Glide wygląda jakby można nim jeździć jedynie po galeriach handlowych. Tak nie jest. Wpakowałem się z nim w krzaki, wąskie przesmyki, a raz nawet biegłem po szyszkach. Wszędzie spisał się na medal. Nadal wygląda jakbym go dopiero co wyciągnął z pudła.

35692709824_42616dbc70_k

To jest własnie najlepsze we wszelkiego rodzaju wyjazdach – biegi w nowych miejscach. Jest potem co wspominać, gdy za oknem mróz, śnieg i smog.

3. 900.

3 sierpnia wyskoczył mi komunikat, że mój fanpejdż polubiła dziewięćsetna osoba. Jest mi z tego powodu niezmiernie miło. Coraz więcej osób czyta to, co piszę. I nie jest to już tylko rodzina.

900osób

Powoli zmierzam w kierunku magicznej granicy -> tłustego i wypasionego tysiaka. A później to już tylko blichtr, sława i kontrakty reklamowe na gruby hajs.

200

Tego sobie życzę.
Życiówki mogą przecież poczekać.