4. Kontuzje.
W tym miejscu mógłbym już kolejny raz pisać o tym co mi się przytrafiło. Dlaczego trafiłem na stół operacyjny, a później do Rept. Jak było mi źle i że moja lewa noga w dalszym ciągu nie domaga. Ale… po co?
Wszystko to spiąłem w dwa duże teksty, które znajdziecie tu i jeszcze tutaj.
Więc nie zamierzam się powtarzać.
6. Zwiedzamy Śląsk!
Kiedyś Tomasza mogliście kojarzyć z naszego historycznego wyczynu w postaci przebiegnięcia Szlaku Dwudziestopięciolecia PTTK (relacje: vol. 1 i vol. 2). Obecnie pojawia się u mnie na FB i IG co weekend.
Nasze wspólne, weekendowe bieganie rozpoczęliśmy jakoś w wakacje 2024 roku. Od tego momentu spędzamy ze sobą prawie każdy weekend. Pobudka o 4:45, a później 20 km na trasie, którą pierwszy kreśli drugiemu. I na odwrót.
Jestem niezmiernie rad, że jakoś tak się dobraliśmy, że wspólnie się motywujemy. O dziwnych (dop. red. „chorych!”) godzinach trafiamy w miejsca, do których – bez biegania – nigdy byśmy nie trafili. I wiecie co?
Od jakiegoś roku to nie życiówki są dla mnie najważniejsze. To właśnie te nasze wspólne długie wybiegania mają dla mnie największe znaczenie. I to właśnie tego brakowało mi najbardziej, gdy łykałem kolejne leki przeciwbólowe.
Pamiętam, że na początku towarzyszyłem Tomaszowi na rowerze. Z czasem udało mi się wrócić do biegania i obecnie jestem w stanie biegać po 18 km w sobotę i w niedzielę.
Kurde.
Jak mi tego brakowało!
7. Rok 2025 dla drogidotokio.pl.
Niestety pewnych tematów w 2025 roku nie udało mi się dowieźć. Planowałem napisać kilka ciekawych tekstów na stronę, ale na planach się skończyło. Przez większość roku myślami byłem gdzie indziej i bardziej skupiałem się na tym, aby wrócić do biegania, niż o nim pisać.
Sporo – jak zawsze – udzielam się na FB. Z każdego wspólnego długiego wybiegania z Tomaszem wrzucam relacje na IG.
Nie wiem ile osób czyta to, co tutaj piszę. Żyjemy w czasach, gdy jego tzw. większą połowę spędzamy na durnych wideo, które podsuwa nam algorytm. Czy jest w tym miejsce na blog o bieganiu? Nie wiem. Często się nad tym zastanawiam.
Mimo wszystko dalej będę robił swoje.
Nawet gdybym miał to sam czytać.
Lubię to, co robię. Fajnie, że stworzyłem miejsce, które jest połączeniem bloga z pamiętnikiem. Dodatkowo przewodnikiem po ciekawych biegach z masą zdjęć i filmów.
Mam nadzieję, że w 2026 będzie się tutaj o wiele więcej działo.
A propos 2026…
8. Jakieś biegowe plany na 2026 rok?
Po raz pierwszy nie zaplanowałem ani jednego biegu. Po pierwsze, obecnie jestem na etapie powrotu do biegania. Noga w dalszym ciągu wymaga rehabilitacji. To nie jest czas na starty w maratonach. Nie chcę sobie zrobić krzywdy, a obawiam się, że właśnie tak by się to mogło skończyć.
Póki nie stwierdzę, że z moim ciałem jest ok, to do regularnych startów niestety nie wrócę. Co najwyżej pobiegnę w jakimś mniejszym biegu.
Dlaczego nie wrócę do regularnych startów? Oprócz kwestii zdrowotnych chodzi także o frajdę z biegania. Pamiętam, jak w trakcie maratonu w Bostonie wyczyniałem takie rzeczy:
Teraz byłoby to nie do pomyślenia. Moje ciało po prostu nie dałoby rady. A jeżeli mimo wszystko by dało, to radości nie byłoby w tym żadnej. To byłaby raczej walka okupiona bólem i cierpieniem.
Marzy mi się, aby wrócić do tego co było. Marzy mi się niskie tętno na 20. km treningu. Fajnie, gdybym nie musiał się wtedy skupiać na przetrwaniu, a czerpać frajdę z każdego kolejnego centymetra trasy.
Zobaczymy co z tego wyjdzie.
Dzięki że wytrzymaliście ze mną kolejny rok.
Powtórzę jak na końcu każdego, rocznego podsumowania: To wiele dla mnie znaczy ♥
_ _ _
fot. do tekstu – Piotr Cyganik






