TCS New York City Marathon 2017 – 05.11.2017 r.

Dzień po maratonach, w krajach anglosaskich, obchodzi się tzw. Medal Monday. Polega to na niczym innym, jak na paradowaniu po mieście ze swoim medalem. Nie ważne czy jesteś tylko polskim turystą, czy miejscową grubą rybą z Wall Street. Jest się czym chwalić, więc dlaczego tego nie robić?

20171106_084132W poniedziałek gratulacjom nie było końca. Pojechaliśmy do pawilonu, który znajdował się w okolicy mety. Chcieliśmy wygrawerować sobie nasz czas na medalu. Adam chciał dodatkowo kupić bluzę z nadrukiem „Finisher”. W kolejce wystaliśmy się z dobre 30 min. Gdy wreszcie dotarliśmy na miejsce, zrezygnowałem ze swojego grawera. Jego koszt wyniósł „jedyne” 25 $. Zaoszczędzoną w ten sposób kwotę wolałem przeznaczyć na jakąś koszulkę z logiem maratonu.

Kupiłem sobie „The New York Times”. W specjalnym dodatku wydrukowali imiona i nazwiska wszystkich tych biegaczy, którym maraton udało się pokonać w czasie poniżej 5 h. Na miejscu 13 440 znalazłem swoje dane.

20171106_120502 20171106_120631 20171106_120623

Pamiętacie, gdy wcześniej pisałem o tym, że dobrze zrobiłem kupując koszulkę finiszera przed biegiem? Okazało się, że rozmiary pokroju „S” i „M” w ogóle nie były wtedy dostępne. Na wieszakach były same „L” i „XL”. Zresztą podobna sytuacja miała miejsce już w trakcie drugiego dnia EXPO. Typowo europejska rozmiarówka wyprzedała się na pniu. Oprócz koszulki finiszera chciałem też kupić koszulkę techniczną. Razem z Adamem odwiedziliśmy cztery sklepy New Balance. Udało mi się ją nabyć dopiero w piątym. Jeżeli mogę Wam coś poradzić, to jeżeli chodzicie w rozmiarze „S” i „M” – kupujcie wszystko w pierwszym dniu nie bacząc na wysoką cenę. Na wyprzedaże z czasów ASICSa nie ma co liczyć.

20171106_120319Jak oceniam maraton?

Wydaje mi się, że jest to najlepszy maraton, w którym do tej pory wziąłem udział. Nie bez powodu jest on określany mianem najlepszego maratonu na świecie. Nowy Jork zrobił na mnie niesamowite wrażenie. Czy większe niż Tokio? Raczej tak. Wschód słońca nad Manhattanem, trening w Central Parku, monolog miejscowego kaznodziei w metrze o 5:00 nad ranem czy iście ziomalski klimat panujący na Harlemie. No, a potem maraton i wizyta we wszystkich pięciu dzielnicach. Był to pierwszy maraton w moim życiu, który przebiegłem od początku do samego końca i czułem się przy tym tak znakomicie. Gdyby nie meta mógłbym pobiec znacznie dalej.

Warunki atmosferyczne jak dla mnie były po prostu wymarzone. Było chłodno, a z czasem i dżdżyście.

new_york_wykresJeżeli miałbym się już do czegoś doczepić, to tak jak słusznie zauważył Adam, trasa mogłaby obfitować w większą ilość charakterystycznych dla Nowego Jorku budowli. Miasto ma ich od groma. Nie wiem czy jest sens wytykać to w relacji z największego maratonu na świecie, ale były miejsca, gdzie było dosyć wąsko i równie tłoczno. Kilka takich „gardeł” skutecznie spowalniało tempo. Punkty odżywcze oferowały w większości tylko i wyłącznie wodę i izotonik. Jedzenie zapewniali przypadkowi kibice, którzy trzymali kiście bananów. Z ich pomocy skorzystałem dwukrotnie. Tyle samo razy zaopatrzyłem się w chusteczkę higieniczną. Spotkałem się z tym po raz pierwszy w życiu.

20171106_104437W 2013 r. pokonałem maraton w Berlinie. Dwa lata później – w Tokio. Kolejne dwa lata i padło na Nowy Jork. Tak jak wspomniałem: jestem w połowie drogi do ukończenia wszystkich biegów zaliczanych do cyklu Abbott World Marathon Majors. Kiedyś nie wierzyłem w to, że mógłbym to osiągnąć. Teraz już wiem, że to tylko kwestia czasu.

W tym miejscu pragnę gorąco podziękować wszystkim fantastycznym ludziom, dzięki którym mogłem wyjechać do Nowego Jorku.

Bez Was nie mógłbym tego dokonać:

podziekowanie_nowy_jork2Marzenia są od tego, aby je spełniać.
Od kiedy zacząłem biegać, wreszcie nauczyłem się jak to robić.

  • Adam Zimoń

    Super relacja i super maraton. Życzę skompletowania wszystkich ;-)

  • mgr inż. Anioł

    Marku, maraton spektakularny, relacja super, dużo fotek, więc świetnie się czytało i oglądało :) Też tam kiedyś pojadę, jak już w Europie skończy mi się miejsce :) Będę wtedy mądrzejszy dzięki Twojej relacji ! Widzę też na fotkach, że spotkałeś kolegę z mojego miasta – Grześka, więc ślonzoki na promie trzymają się razem ! :)

    • Dzięki!
      Pisałem ją kilkanaście godzin :) Ciężko było ubrać w słowa te wszystkie emocje, które mi towarzyszyły.
      Oczywiście, że się trzymają razem! Świat jest mały. Nawet w grupie 50 tys. ludzi ;)

  • Rafał

    Marek, świetna relacja. Raz jeszcze gratuluję. Takie bieganie bez spiny na czas jest zdecydowanie lepsze,choć kusi mnie aby zawalczyć o #breaking3. U mnie również połowa Majorsa zdobyta, w przyszłym roku czas na Chicago. Pozdrawiam Rafał z http://www.rodzinawbiegu.pl

    • Cześć.
      Dzięki! Widziałem, że miałeś szczęście w losowaniu :)
      Mam nadzieję, że wkrótce uda nam się skompletować wszystkie 6 maratonów.

      • Rafał

        Tym razem, los trzeba było wziąć w swoje ręce :-) Czas z Berlina zapewnił mi gwarantowany udział. Mam nadzieję, że wkrótce z 6 maratonów nie zrobi się więcej ;-) a jeśli nawet przebiegniemy i je. Powodzenia.

  • Jerzy Plieth

    Ufff, no to nareszcie jest ktoś, kto odpowie mi na pytanie zadane na forum – https://bieganie.pl/forum/viewtopic.php?f=40&t=56543
    Krótko: jakim cudem techniki działa GPS, kiedy się biegnie dolnym mostem Verrazano Narrow Bridge?!

    • Właśnie Ci tam odpisałem :)
      W skrócie: Garmin nie stracił sygnału GPS, a nawet gdyby to zrobił, to pasek HR Run chwilowo przejąłby jego funkcję. Na podstawie mojej kadencji obliczyłby prędkość.

      • Jerzy Plieth

        Wszystko rozumiem i dzięki za wyjaśnienia. Tylko drobna poprawka – pas HR mierzy tętno, a kadencja jest mierzona albo w zegarku przez czujnik wyrzutu ręki, albo przez footpod

  • Ryszard Nowak

    Marek, gdy pisałeś o tych kibicach częstujacych bananami, przypomniało mi się Tokyo. To tam po raz pierwszy spotkałem kibiców, którzy na kocykach mieli papu i oferowali biegaczą.
    Nowy Jork, jesienią 2018. Wiosna to Londyn. Pozostanie Boston, na który, jak zdrowie pozwoli, polecimy wspólnie. Maraton w NY różni się od tych dużych europejskich pod względem serwisu na trasie. W Europie, lepiej karmią,…

    • No właśnie to mnie zdziwiło w Nowym Jorku – strefy oferowały tylko i wyłącznie wodę. Co prawda gdzieś tam później pojawiły się żele, ale brać żel, którego się jeszcze nigdy nie jadło – to niezbyt dobry pomysł.
      Londyn i Boston – marzenie! :)