XI Półmaraton Dąbrowski ArcelorMittal Poland – 08.04.2018 r.

Robiłem co mogłem, ale tempo zaczęło spadać. 4:10 min/km wkrótce zamieniło się na ok. 4:30 min/km. Mijały kolejne minuty, a kadr się nie zmieniał. Z lewej zbiornik, z prawej łąki i nieużytki (?), a przede mną kręty chodnik.

marek.lubnau[zdj. Marek Lubnau]

To tam zrobiono mi poniższe zdjęcie. Śmiało włączam je do TOP 10 moich najmniej reprezentacyjnych zdjęć w historii drogidotokio.pl:

grazyna.kucharska[zdj. Grażyna Kucharska]

Minąłem 10-ty km. Czas? 42:40 min, czyli zdecydowanie za wolno. Już wtedy wiedziałem, że nie ma najmniejszych szans na złamanie 1:30 h. Przy tętnie w okolicy 185 unm było już pozamiatane.

40490847785_ee3b516432_o[zdj. dabrowa-gornicza.pl]

Zaraz po minięciu maty z pomiarem czasu, wiatr ustał. Jakby ktoś go nagle wyłączył. Dopiero wtedy można było poczuć jak jest gorąco. To był ten moment, w którym zatęskniłem za -17 stopniami Celsjusza. Wiem, że są tacy, którzy uwielbiają biegać gdy za oknem słońce i +30 stopni Celsjusza. Ja się niestety do nich nie zaliczam. Zdaje sobie sprawę z tego, że gdyby było inaczej, to bardzo by mi to ułatwiło przeżycie kilku następnych miesięcy.

Po obiegnięciu zbiornika Pogoria IV, przyszedł czas na zbiornik Pogoria III. Wiatr znowu dał o sobie znać.

Na 16-tym km zrobiłem to samo, co w zeszłym roku – przeszedłem do marszu. To właśnie tam znajdował się punkt z wodą i izotonikiem. Byłem wykończony i musiałem chwilę odetchnąć. Kilka kubków dalej byłem gotowy na zbliżające się podbiegi.

Ich przedsmak pojawił się na wysokości 17-ego km. Przed oczami wyrósł słynny wiadukt.
Krótki, ale bardzo treściwy:

wiadukt[zdj. google.pl]

Zacisnąłem zęby i po jakimś czasie się na niego wdrapałem. Wkrótce znajdowałem się już na Alei Marszałka Józefa Piłsudskiego. Czymże jest ów aleja? W krótkich żołnierskich słowach: kilometrowym podbiegiem.

41343260332_023a048eed_o[zdj. csir.pl]

Trudy biegu, żar z nieba i prawie 190 unm – nie ukrywam, że  było ciężko. Pamiętam, że skupiłem się na plecach zawodnika, który biegł przede mną. Moim celem było się do nich zbliżyć, a później je wyminąć.

Właściciel pleców robił jednak wszystko, aby mi to utrudnić.

W tamtym momencie zaliczyłem najwolniejszy km w ciągu całego półmaratonu. Trwał dokładnie 5 min i 13 sek.

DSC_1676[zdj. festiwalbiegowy.pl]

Ostry zakręt w lewo, ostry w prawo i dotarłem do parku im. Generała Józefa Hallera. Z jednej strony to dobrze, bo meta już tuż tuż. Z drugiej niekoniecznie. Wszystko za sprawą ostatnich kilkuset metrów.

Po 500 m względnego spokoju, w postaci delikatnego zbiegu, pojawiło się to, na co czekałem od samego rana – finisz na podbiegu. Gdyby ten podbieg pojawił się na drugim bądź trzecim km, zapewne nikt nie zwróciłby na niego uwagi. No, ale pod sam koniec było on niesamowicie odczuwalny.

40490848095_0d25d0a6a5_o[zdj. dabrowa-gornicza.pl]

Wziąłem się w garść, spiąłem poślady i zacząłem przyspieszać.

Ostatnie kilkadziesiąt metrów pokonałem w tempie poniżej 4 min/km. Tętno dobiło do 191 unm.

20180410_204546Wynik: 1:35:35

Odebrałem medal, wodę i sobie usiadłem. Czułem się tak niewyraźnie, jak uchwycony na poniższym zdjęciu:

41343260462_062946e6a0_o[zdj. dabrowskie-wodociagi.pl]

Wreszcie mogłem odpocząć i w spokoju się nawodnić.

No dobra: miała być życiówka. Co więc poszło nie tak?

Wydaje mi się, że chwilowy spadek formy (mam nadzieję, że tylko chwilowy!), to wynik mieszkanki osłabienia po lekach i chorobie. Dodatkowo wiatr w twarz i pierwszy w tym roku bieg w tak upalnych warunkach. Z tego co widziałem, słońce wykończyło wielu biegaczy.

medal_dabr

Półmaraton w Dąbrowie Górniczej oceniam w samych superlatywach. Punkty z wodą były długie i dobrze zaopatrzone, a trasa dobrze oznaczona. Kibice, tam gdzie się pojawiali, żywiołowo nas dopingowali.

Zapewne wrócę tu za rok. Mam nadzieję, że tym razem wyjątkowo nie zaraz po odstawieniu leków.
No i mam pierwsze noworoczne postanowienie: przez te 11 km, koło zbiornika Pogoria IV i Pogoria III, zamierzam biec tyłem.

Wreszcie będę miał wiatr w plecy!